środa, 14 lipca 2010

Rozdział 3, część 2, odcinek 12

Mizuki szła pośpiesznie korytarzem. Nagle poczuła lekkie drżenie podłogi, z czasem coraz większe, a silny powiew wiatru. Odwróciła się i ujrzała wpadającego do jednej z sal Yoshirō. Akurat tej, z której ona przed chwilką się ewakuowała. Chłopak zatrzasnął za sobą drzwi z hukiem. Mizuki patrzyła zdziwiona w jego kierunku przez chwilę i znów zaczęła oddalać się korytarzem. Sytuacja powtórzyła się, znów silny wiatr przemknął przez wąski korytarz, ponownie odwróciła się za siebie. Na wprost przed chwilą zatrzaśniętych drzwi stał Yuki Dorei. Krzyknął krótkie:
— Waaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! — i trzasnął kataną w drzwi.
— Satoru? — powiedział zdziwiony Ukitake na widok jednego z oficerów chowającego się za Kyōraku.
W chwilę później usłyszeli głośne „waaaaaaaaaaaaaaaa!” i trzask łamanego drewna. Drzwi runęły, wbita była w nie katana. Yuki Dorei śmiał się szaleńczo, nagle zaczął się chwiać. Machał rękami w różne strony, aż w końcu runął twarzą do podłogi. Zebrał się z niej błyskawicznie i począł wyrywać z resztek drzwi swoją katanę, aczkolwiek znów skończyło się to na „waaaaaaaaaaaaaa!” i tupaniu. Kapitanowie patrzyli z niedowierzaniem, kiedy splótł ręce i zaczął tupać. Przez chwile byli pewni, że z jego nozdrzy wydobywała się para.
Mizuki wcale nie przyciągały krzyki „waaaaa!”, oddalała się coraz dalej od sali. Próbowała zlokalizować Głównodowodzącego, jednak nie mogła, jego reiatsu nie było czuć. Poszła do lasu, gdzieś do jaskiń. Poczuła bardzo lekkie reiatsu, aż sama nie była pewna czy to nie urojenie. Jednak im dalej szła, tym bardziej była pewniejsza, że tam może być Yamamoto. Było coraz ciemniej, jednak po chwili zauważyła różowe światło, pędzące prosto w jej stronę. Usłyszała czyjś bieg. Gdyby nie zorientowała się w porę, zostałaby zadźgana przez miecz Byakuyi.
— Kapitanie! Kurwa mać, co ty robisz?! Dlaczego mnie atakujesz?! — wrzeszczała, a on nie odpowiadał — Ogłuchłeś przez te swoje wariactwa?! Uwalniasz Zanpakutō Matsumoto i Hinamori, a teraz mnie atakujesz?! Dlaczego?!
— To nie jest twoja sprawa — odpowiedział jak zwykle z opanowaniem w głosie.
Kitsune uwolniła swoje Zanpakutō, używając od razu techniki Pajęczej Sieci, próbując chociaż go na chwilę zatrzymać i natychmiast uciec. Szybko się uwolnił i zaczął ją gonić.
— Chyba nie myślałaś, że zatrzymasz mnie tą techniką?
— Nie, ja byłam pewna, że nie zatrzymam cię tym, tylko chwilowo zwolni! — wystrzeliła serię kolejnych Pajęczych Sieci, jednak nic to nie dawało. — Bakudō numer 63 — Sajō Sabaku!
Kuchiki był zaskoczony tym atakiem, był pewny, że ona nienawidzi walki Kidō. Łańcuchy oplotły go, przez co nie mógł się ruszyć. Mizuki ruszyła powiadomić kapitanów o tym, gdzie może być Yamamoto.

Sytuacja podczas zebrania kapitanów nie zmieniła by się wcale, gdyby nie Mayuri, który miał już dość „waaaaaaaaaa!”, i znokautował Yuki Dorei.
— Satoru! Co to ma być do jasnej cholery?! — krzyknęła Shizuka aczkolwiek, zbyt późno, Satoru zemdlał.
Nagle do sali wbiegła Mizuki potykając się o ciało Yuki Doreia. Zachwiała się, lecz szybko wróciła do pozycji prostej, unikając przewrócenia się.
— Wiem gdzie może być Yamamoto! — zasygnalizowała.
— Gdzie?! — zapytało jednocześnie kilkoro kapitanów.
— W jednej z jaskiń na południu, tam także natknęłam się na Byakuyę Kuchiki. Zaatakował mnie, zdołałam jednak zatrzymać go, wątpię jednak by długo był unieruchomiony.
— A więc jednak nas zdradził — stwierdziła Shizuka, Kitsune przytaknęła.
— Dzisiejsze zebranie jest pełne niespodzianek — zauważyła Unohana, kiedy do sali wszedł Ichigo w towarzystwie Renjiego.
— Joł. — przywitał się.
— Dobrze, że jesteś, przydasz się. Myślę, że powinniśmy zebrać grupę i jak najszybciej udać się po Głównodowodzącego.
— Znaleźliście staruszka Yamamoto?!
— Tak, istnieje szansa, że jest w jednej z jaskiń na południu. Jeżeli nikomu to nie przeszkadza chciałabym się tam wybrać — stwierdziła Mizuki.
— Ja również, proponuję jeszcze, aby Ichigo poszedł — Shizuka zbliżyła się do Kitsune i szepnęła jej: „jako mięso armatnie” i ciągnęła dalej — Oraz kapitanowie Ukitake i Kyōraku. Ktoś ma jakieś obiekcje?
— Proszę, proszę, jak nasze panie kapitan podejmują decyzje — wtrącił złośliwie Zaraki.
— Przecież pytam czy ktoś ma jakiś sprzeciw, ja tylko zgłaszam propozycje. — mruknął coś pod nosem i wyszedł.
— Ech… — westchnęła Mizuki — Nie ma czasu do stracenia, nie mam nic przeciwko propozycji Akane, pośpieszmy się, jeśli Byakuya się uwolni, a zrobi to na pewno, będziemy mieć problem.

sobota, 8 maja 2010

Rozdział 3, część 1, odcinek 11

Rozdział 3: The Mutiny and the Betrayal

Mizuki zauważyła dziwnie zachowujące się płatki sakury. Nie mogły być rozrzucone przez wiatr, to nie realne.
— Akane… Ty widzisz to co ja…?
— Tak…
— To nie jest normalne. Musimy tam iść. I zabierz Kuroi Kisamę i resztę.
— OK! — przytaknęła, po czym wyruszyły.
To była walka Senbonzakury z Byakuyą. Kuchiki przegrywał, jego ataki nic nie dawały rady. Został pochłonięty przez atak jego Zanpakutō. Nagle niedaleko od dziewczyn uderzyła z całą siłą w ziemię Rukia. Była okropnie poobijana. Jakaś kobieta ubrana na biało ją dosłownie niszczyła. Ofiara próbowała gdzieś uciec, otworzyła bramę do świata żywych, jednak i tak została tam dopadnięta. Kitsune wręcz wyglądała na taką, co by miała zaraz iść na ratunek obu osobom.
— Mizuki… Nie możemy im pomóc… Chodźmy w końcu do tego Mayuriego.
Tak więc Shizuka zabrała połamane grabie oraz katanę. Wciąż patrzyła na walkę dwojga Shinigami.
— Chodź już. — Mizuki pociągnęła ją za rękaw. Wyruszyły. Droga nie trwała długo, chociaż chciały jak najwolniej dostać się do centrum rozwoju… Mayuri był wstrętnym typem i nie miała zamiaru z nim rozmawiać. Cóż, nie było jednak wyjścia.
— O, a cóż sprowadza tutaj moje piękne panie? — zaśmiał się.
Obie spojrzały na niego jak na najbardziej żałosnego stwora. Shizuka rzuciła na pobliski stół połamane Zanpakutō.
— Grabie?
— Kuroi Kisama. — powiedziała Shizuka, a on przyjrzał się dokładnie przedmiotom, ostrożnie wziął do ręki i oglądał z każdej strony. Oględziny trwały jakiś czas.
Dziewczyny ciągle się temu iście nieziemskiemu zjawisku przyglądały i liczyły, że blaszak się pośpieszy.
— Ni chuja — szepnęła Mizuki do Shizuki. Czerwonowłosa spojrzała na nią z błaganiem w oczach.
— Sądzę, że nie wiele mogę wam powiedzieć bez dokładniejszych badań. Jak to się stało, że te Zanpakutō są połamane? — przemówił w końcu Mayuri.
— Akane pokonała je, kiedy zaatakowały. Wtedy też wróciły do form Shikai i złamały się.
— Hmm. — przyglądał się podejrzliwie dziewczyną.
Zapanowała cisza przerwana w końcu przez Akane.
— Nie będziemy przeszkadzać. Prowadź sobie tutaj te swoje podejrzane badania, chętnie się stąd ulotnimy. Do widzenia — skinęła głową i ledwo wyszła z sali, w której była wraz z Mizuki czym prędzej uciekła jak najdalej od tamtego miejsca. Utrzymywała bowiem, że gdyby nie ten okropny smród w środku było by to całkiem miłe miejsce. Ale smrodu jak wiadomo nikt, za wyjątkiem Mayuriego, nie przetrwa.
Następnego dnia, było po 8:00, a wtedy zwykle Mizuki śpi. Obudził ją jej porucznik, Hisagi.
— … A więc mówisz, że 2. Dywizja szuka Byaki. — powiedziała.
— Oczywiście. Trzeba przyznać, że z trudem, nie mogą odnaleźć jego reiatsu.
— Czyżby się ukrywał?
— Nie wiadomo.
— Dobra… Możesz już iść. — Shūhei wykonał rozkaz.
Mizuki była teraz zbyt zainteresowana sprawą, żeby dalej spać. Zebrała się do porządku, a potem zmobilizowała swoją dywizję do poszukiwań. Panował chaos w Soul Society przez porwanie Kapitana Głównodowodzącego. Kitsune przebywała w swoim biurze. Nagle usłyszała pukanie do drzwi, otworzyła je Nemu.
— Kapitan Kurotsuchi prosi, abyś przyszła z Akane — powiedziała swoim obojętnym głosem i znikła od razu. Mizuki wyruszyła po swoją przyjaciółkę.
Razem już były u Mayuriego. Nie było za wesoło.
— Mam pewne wyniki, z których nie będziecie zadowolone — powiedział z chytrym uśmiechem na „twarzy” — Zanpakutō, które zabiłyście, nie powrócą do swoich właścicieli.
— Pierdolisz… Moje Zanpakutō wróciło do mnie.
— Moje też. — rzekła Shizuka.
— HA! Bo to były wasze, a wy, durne osoby trzecie, wtrąciłyście się w relacje Zanpakutō z jego właścicielem.
— Ja pierdolę… Suì-Fēng mnie zabije… Kurwa, jebać Kuroi Kisamę i Awa Odori, i tak należeli do słabiutkich, durnych Shinigami. Ale Suì-Fēng jest kapitanem. Co ona zrobi bez Zanpakutō?
— No, to masz problem! — powiedział odwracając się od dziewczyn.
Spoglądały na siebie, obserwowały każdy swój ruch. W głowie Mizuki aż się gotowało od możliwych konsekwencji. Shizuka chciała odetchnąć, ale czując okropny zapach w pomieszczeniu powstrzymała się.
— Można coś na to zaradzić? — zapytała z nadzieją Kitsune.
— Tego nie wiem, ale jednak wątpię. — widząc minę brunetki, Akane postanowiła jak najszybciej wyrwać się z biura Mayuriego.
— Cóż, dziękuję za informację, jeśli to wszystko, to wolałybyśmy już wyjść.
— Ach, nie ma za co, idźcie, idźcie, tylko przeszkadzacie. — pomachał im i zasiadł znów do komputera.

Jakiś czas później zwołano zebranie kapitanów. Kiedy wszyscy już byli na miejscu Mizuki zaczęła mówić.
— Jak wiadomo sprawa jest poważna, musimy dowiedzieć się jak najszybciej, co stało się z Kapitanem Kuchiki, oraz odnaleźć Kapitana Głównodowodzącego. Jest jeszcze druga ważna kwestia, otóż, badania Kapitana Kurotsuchiego wykazały, iż Zanpakutō nie pokonane przez swego mistrza… umierają.
— Jak to? Przecież ty i Akane macie swoje Zanpakutō — wtrąciła Suì-Fēng, wszyscy przyglądali się uważnie dwóm kapitan.
— Właśnie o tym mówię. Ja i Shizuka pokonałyśmy swoje Zanpakutō i one wróciły do nas. Natomiast Kuroi Kisama i Awa Odori złamały się.
— Chcesz powiedzieć, że nie odzyskam Suzumebachi?! — krzyknęła Suì-Fēng, po chwili wahania usłyszała odpowiedź.
— Tak.
— Jak możesz mówić o tym tak spokojnie?!
— Skąd miałam wiedzieć, że tak się stanie?! — teraz także Mizuki krzyknęła. Pewnie rozpętałaby się bójka gdyby nie to, że Kyōraku powstrzymał obie kapitan.
— Spokojnie, moje panie, Kapitan Mayuri na pewno znajdzie na to jakieś rozwiązanie, prawda?
— Oczywiście — zaśmiał się.
Emocje nieco opadły.
— Tak więc, postarajmy się unikać walk z katanami innych Shinigami — zaproponowała Unohana.
— Zgadzam się, tyle że nie zawsze jest to takie proste… — Shizuka chciała dokończyć, lecz przerwało jej trzaśnięcie drzwiami. Wbiegły przez nie zdyszane Matsumoto i Hinamori. Ukłoniły się, Matsumoto zaczęła mówić.
— Wybaczcie to nagłe wtargnięcie. Stało się coś strasznego.
— Może być straszniej bądź gorzej niż już jest? — zapytała z ironią Suì-Fēng.
— Szukając Kapitana Kuchiki napadły nas nasze Zanpakutō. Udało nam się je schwytać, kiedy wracałyśmy z nimi do Seireitei ktoś napadł na nas i uwolnił je ponownie… — zapanowała chwila ciszy.
— Czy wiecie, kim była osoba która was napadła? — zapytał Hitsugaya.
— I jak to w ogóle możliwe, że tak po prostu uwolnił waszych więźniów? — dodała Amaya Hikari.
— Tą osobą najprawdopodobniej był… Kapitan Kuchiki.
— Skąd to przypuszczenie? Dlaczego miał by pomagać zbuntowanym Zanpakutō? — zdziwił się Kyōraku.
— Trudno powiedzieć. Wszyscy, którzy tam byli widzieli czarnowłosą postać w stroju kapitana, na miejscu znaleźliśmy także nieco płatków sakury, która nie rośnie w pobliżu.
— Czyżby bunt?
— Tego normalnie nam zabrakło — rzekła z ironią Kitsune — Najpierw Zanpakutō, jakiś Muramasa, porwanie Głównodowodzącego… i teraz Byakuya… Był kiedyś moim kapitanem, znam go, wątpię, że nas zdradził. A jak nawet, to miał ku temu powody. Robi się coraz dziwniej. I na dodatek wczoraj Rukia Kuchiki…
— Co „Rukia Kuchiki”? — wtrącił się Ukitake.
— Ona wczoraj walczyła z jakąś kobietą w bieli. Kuchiki ledwo otworzyła bramę do świata żywych. Na dodatek, to babsko dogoniło ją. Nie zdążyłam jej pomóc… ale na pewno żyje. Takie mam przeczucie… Kapitanie Kurotsuchi… Obyś mylił się co do tych Zanpakutō.
— Będzie lepiej dla ciebie, Kitsune, jak to faktycznie będzie pomyłka — powiedziała z jadem w głosie Suì-Fēng. Mizuki od razu poszła gdzieś, jak najdalej.
— Sądzę, że nie wiele możemy zrobić w tym momencie, postarajmy się odnaleźć Kapitana Głównodowodzącego oraz odzyskać nasze Zanpakutō. Możliwe, że mylimy się co do Kapitana Kuchiki, na pewno wszystko się wyjaśni. Ktoś ma jakieś sprzeciwy? — zapytała czerwonooka, nikt nie odpowiadał — W takim razie dziękuję i życzę powodzenia. — nagle wszyscy poczuli wstrząs.

niedziela, 2 maja 2010

Rozdział specjalny 2

Artificial Bodies in the Big Show

Był przyjemny, ciepły, słoneczny, gorący, upalny jesienny dzień. Ale nie było tak źle. Mizuki Kitsune i Renji Abarai jakoś doszli, doczołgali się, dowlekli, doleźli, dopełźli do domu Ichigo. Zdziwili się sami, jak wieloma sposobami można pokonać tak mały odcinek drogi. Stanęli przed brązowymi drzwiami. Zajrzeli przez okno i zobaczyli dwie dziewczynki. Otworzyły się drzwi, nie dziewczynki.
— Renji?!
— Ichigo?!
— Renji!
— Ichigo!
— Renji!
— Ichigo!
— Renji!
— ICHIGO!
— RENJI!
— Co?!
— Nic!
— A mnie to już nikt nie zauważył?! — krzyknęła Mizuki.
Chłopaki spojrzeli na nią z oczami jak 10 złotych. Nagle drzwi, przed którymi stał Ichigo, zatrzasnęły się. Brunetka westchnęła, gdy nagle usłyszeli głosy…
— Mocniej!… NO MOCNIEJ! — stojący przed drzwiami spojrzeli po sobie.
Ichigo zerwał się z miejsca i zaczął szarpać za klamkę, drzwi ani drgnęły.
— Odsuń się! — poinstruował Abarai — Pokażę ci, jak to robi PRAWDZIWY mężczyzna! — Mizuki spojrzała na czerwonowłosego z podejrzeniem. — Ekhm! — dodał, podwinął rękawy, splunął na ręce i roztarł ślinę w dłoniach. W jego oczach zapłonął ogień. Ichigo poczuł jak zasycha mu w gardle, jego oczy zwiększyły się do rozmiarów piłki od penisa, po czym gwałtownie ich rozmiar stał się zbliżony do oczu walenia. Renji cofnął się nieco od drzwi i pobiegł im na spotkanie twarzą w drzwi, po czym gwałtownie skręcił i wpadł do domu biednej Truskawki przez okno. Teraz także Mizuki miała na twarzy lekki wytrzeszcz, mimo tego podeszła do okna i weszła nim do domu. Okazało się, iż tajemniczy krzyk należał do sióstr Ichigo próbujących domknąć szafkę. Kitsune rozejrzała się, teraz już bez wytrzeszczu, i poszła za Abaraiem na wyższe piętro, do pokoju Ichigo. Czerwonowłosy odnalazł gitarę elektryczną Truskawki i rozpoczął zabawę.
— Renji, nie mówiłeś, że umiesz grać na gitarze — zauważyła Kitsune.
Renji miał na twarzy chytry uśmiech.
— Bo nie umiem, MWAHAHAHAHA!
Zdjął z włosów gumkę, jego płomienne włosy rozsypały się na ramiona. Nikt nie zauważył, że gitara podłączona była do wzmacniacza. Los zrządził, że wzmacniacz ustawiony był na maksimum głośności. Abarai zarzucił włosami jak prawdziwy metalowiec i wtem… wraz z otworzeniem drzwi do pokoju przez Ichigo w odległości przynajmniej 10 kilometrów od domu rudzielca słychać było głośne BRZDĘK, ZGRZYT, ŻĘ ŻĘ ŻĘ, CZCZCZUUUUUUUU, BĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ. Ichigo najpierw zdrętwiał ogłuszony dźwiękiem, a później próbował, nieudolnie oczywiście, wyłączyć wzmacniacz. Po wielu trudach udało mu się. Mizuki skierowała się do szafy, gdzie zwykle nocowała Rukia.
— Rukii nie ma? — zapytała zdziwiona rozglądając się po szafie, wzięła do ręki biały, podłużny przedmiot z dwoma czerwonymi kreskami, który leżał na materacu.
— Eee, nie. Powiedziała, że musi odwiedzić lekarza, bo ostatnio źle się czuje. — Renji stał za Kitsune i uważnie przyglądał się białemu przedmiotowi, słysząc odpowiedź Ichigo, jego oczy zwróciły się ku Truskawce. Również brązowowłosa spojrzała na Ichigo podejrzliwie.
— Ichigo… — rzekła poważnym tonem.
— Taa?
— Czy ty lubisz dzieci…?
— Hę? Tak, lubię… ŻE CO?! — krzyknął zdziwiony.
Abarai i Kitsune patrzyli na niego, jakby zamierzali zabić. Mimo tego nic nie zrobili, po chwili ciszy Kurosaki podjął rozmowę.
— Jest jakiś specjalny powód, dla którego tutaj przyszliście? — zapytał.
— Potrzebujemy pomocy — odparł Renji.
— Co się stało?
— Nie możemy wyjść z naszych zastępczych ciał — przedstawiła sprawę Mizuki.
— Eeee, jeśli o to chodzi, to nie umiem wam zbytnio pomóc, powinniście zgłosić się do Urahary-san. — Mizuki prawie wybuchła śmiechem słysząc, jak Ichigo utytułował grubego kapelusznika, sprzedawcę trefnych narkotyków i uszkodzonych ciał zastępczych.
— Renji… Nie chcę nawet patrzeć na tego oszusta i pedofila misiów — stwierdziła Mizuki.
— Ale nie mamy wyjścia.
— Pf… Trudno, sprzedał nam towar od Rumunów, to niech teraz to naprawia. — wstała pewnie z krzesła i wskazała palcem na Ichigo. — Prowadź!
Tak więc Mizuki, Renji i Ichigo wyruszyli do podejrzanego i obserwowanego przez policję sklepu Urahary.
Nie trzeba wspominać, że był przyjemny, ciepły, słoneczny, gorący, upalny, jesienny dzień. Tak więc jakoś musieli dojść, doczołgać się, dowlec, doleźć, dopełznąć na miejsce. W końcu jednak im się to udało. Stanęli przed drzwiami gotowi wejść do środka jednak coś ostudziło ich zapał. Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Wybiegła przez nie mała Ururu trzymająca w rękach misia, płakała i krzyczała: „To boli! Nie chcę go więcej!”. Trójka spojrzała najpierw na dziecko, później na siebie, a na końcu z kamiennymi minami wpatrywali się przed siebie. Drewniana podłoga i szafki szybko znikały z pola widzenia w gęstym cieniu… A może to był kurz? W każdym razie, z mroku wyłoniła się najpierw drewniana laska, później brudna stopa, następnie zielonożółty kapelusz, i reszta Urahary w całej okazałości. Blondyn podciągnął dres na dupę i uśmiechnął się.
— Dzień dobry, kochani! — jego głos od samego wstępu był denerwujący, łączne z tym wrednym, podłym, przebiegłym uśmiechem, który wykrzywiał jego… twarz?
Zza jego plerów wyłoniła się czarnowłosa kobieta.
— Tsuki?! Co ty tu robisz? — Mizuki nie kryła zaskoczenia.
— Mam urlop z moim mężem — odparła z dumą.
Twarze zebranych tylko wykrzywiły się w spazmie bólu i obrzydzenia.
— Ueh… Nieważne… Urahara… Masz nas wyjąć z tych powłok.
— Hyę?
— Nie udawaj. Sprzedałeś nam zepsute sztuczne ciała, które dostałeś od Ruskich…
— To byli Rumuni — wtrącił Renji, mimo to zielonooka kontynuowała.
— … Kazałeś nam zapłacić ogromne pieniądze a teraz nie możemy się z tego uwolnić!
— Huu? — stęknął Urahara, podczas gdy Ichigo zbliżył się do Abaraia i szepnął mu na ucho:
— Czy on nie ćwiczy przypadkiem porozumiewania się niewerbalnego?
— To trudna sprawa… Może omówimy ją przy jebatce?… Tfu! Herbatce!
— Jednak nie — dokończył Ichigo.
Kitsune z ciężkim sercem się zgodziła, jebatki, tfu! Herbatki, jednak nie tknęła. Obrady zajęły sporo czasu, mimo ciągłego pośpieszania kapelusznika przez zebranych.
— Tak więc, ja zajmę się bardziej… dogłębnymi… badaniami, a wy idźcie się rozerwać. Moi przyjaciele z zachodu na pewno znajdą dla was jakieś lekarstwo — uśmiechnął się diabelsko i odgonił Nabosaki od swego ramienia.
Z wielką radością Mizuki, Renji, Ichigo i… zaraz… Co tu robi Nabosaki?! No nic… Mizuki, Renji, Ichigo i Nabosaki opuścili sklep Pedobeara.
Cała czwórka wyruszyła z powrotem do domu Truskawy, który martwił się o „swoją” posiadłość. Cieszył się, że tuż obok ma przechodnie, zawsze mógł tam wysłać bardziej chorych znajomych. Po drodze spotkali zadowoloną paczkę znajomych, która właśnie wracała z lodzików, w każdym tych słów znaczeniu. Byli to Ishida, Sadło i Orihime. Ta ostatnia miała włosy w nieładzie i poplamioną tajemniczym „czymś” bluzkę.
— Ohayō, Kurosaki-kun, Kitsune-san, Abarai-san, Tsuki-sram… chan! — szybko poprawiła się rudowłosa.
Wszyscy przywitali się ze sobą, Tsuki nie omieszkała przytulić się do spotkanych przed chwilą znajomych.
Po chwili nieistotnej rozmowy, postanowili udać się razem do jednej z restauracji. Tak się, po raz kolejny, złożyło, że przechodzili tuż obok budynku, gdzie odbywał się casting do jednego z konkursów telewizyjnych.
— Idziemy? Rozerwiemy się trochę — zaproponował zadowolony Renji.
Mizuki widząc tak zachwyconego Abaraia nie mogła się nie zgodzić. Ruszyli więc do kolejki, która ku ich zdziwieniu była bardzo mała. Wszyscy się rozchodzili, ponieważ znaleziono już obsadę do najnowszego odcinka. Renji nie mógł na to pozwolić. Spojrzał porozumiewawczo na Ishidę i Chada, a ci, jak kretyni, niczym jacyś ninja przedostali się do zaangażowanych w show ludzi. Złapali ich, zakneblowali i ukryli gdzieś daleko, po czym wrócili. Jeden z ochroniarzy widząc zbliżającą się siódemkę ludzi kazali im natychmiast odejść. Zaczęli wątpić w powodzenie ich cudownego planu, gdy nagle…
— Stój! Nie odchodźcie! — krzyczał reżyser przedsięwzięcia — Potrzebujemy tych ludzi. Ci, których wybraliśmy gdzieś zniknęli, a za chwilę będziemy na wizji!
Tak więc jako ostatnia deska ratunku dla programu, Mizuki, Renji, Ichigo, Tsuki, Orihime, Uryū oraz Yasutora zostali wkręceni jako uczestnicy.
— Witam serdecznie wszystkich państwa, tych tutaj w studiu, oraz tych przed telewizorami, w naszym programie: Pytanie czy Zadanie! — po sali rozszedł się dźwięk braw. — Wyjaśnię teraz zasady konkursu. Dwie przeciwne grupy po 3 osoby będą miały przed sobą 7 pytań bądź zadań. Każda osoba w grupie może zgłosić się tylko do jednego zadania. W zadaniu 7. uczestniczyć może każdy z zawodników. Liderzy grup będą wybierać, czy grupy staną przed zadaniem czy pytaniem. A dla was, drodzy widzowie, specjalny konkurs SMS-owy! Wyślij SMS na numer 74263 o treści 1, jeśli uważasz, że wygra grupa 1., o treści 2, jeżeli uważasz że wygra grupa 2. Dla tych, którzy wyślą SMS na zwycięzców, odbędzie losowanie. Wygrany otrzyma 10000 zł oraz… Wycieczkę z wybranym uczestnikiem programu! — ponownie słychać było brawa. — A teraz przedstawię zawodników. Po stronie grupy pierwszej Panna Mizuki Kitsune — Dziewczyna stanęła za stolikiem grupy pierwszej jako liderka — Renjiego Abaraia Bez Jaja! — Z wnęki w ścianie wyłoniła się czerwona czupryna — oraz Yasutora Sado, znany jako Chad lub Sadło! Po stronie grupy drugiej Panna Tsuki Nabosaki, Orihime Inoue oraz Ichigo Kurosaki, znany również jako Truskawka! — Po raz ostatni słychach było brawa, tylko dlaczego nigdzie nie było Ishidy?! — A teraz, drodzy państwo, mój pomocnik Uryū będzie losował pytania, bądź zadania. — Ishida stał pomiędzy stolikami, na których stały ogromne szklane misy z karteczkami w środku. — Tak więc, zacznijmy od grupy pierwszej. Kto jest liderem?
— Ja — odezwała się Mizuki.
— Doskonale. Panno Kitsune, pytanie czy zadanie?
— Zacznijmy od zadania.
— Uryū, wylosuj JEDNO zadanie — prowadzący dał nacisk na słowo jedno, gdyż Ishida zwykle losował po kilka… Teraz jednak z dumą wyciągną z jednej z kuli, jedną małą karteczkę, podał ją bardziej rozebranej niż ubranej kobiecie, a ona podała kartkę prezenterowi, który do złudzenia przypominał Karola Strasburgera.
— Pierwsze zadanie to: wyprostuj wszystkie grabie, które zostaną położone na stoliku w czasie 15 sekund. — Sobowtórki roznegliżowanej pani wniosły na salę stół oraz 5 wygiętych grabi — Kto podejmie się zadania? Grupy mają 30 sekund, aby wybrać jednego z zawodników, który wykona zadanie. Czas: start! — Pierwszy słychać było dzwonek grupy pierwszej — Który z zawodników przyjmuje wyzwanie?
— Renji Abarai. — czerwonowłosy odszedł od lady za którą stał, podszedł do stolika, przygotował się.
Gdy zegar ruszył, zaczął gołymi rękoma prostować grabie, które nie wiadomo czemu były bardzo podobne do Kuroi Kisamy. Zadanie wykonał szybko. Szybko zleciało pierwsze 4 zadania oraz 2 pytania. Pozostało ostatnie, to decydujące o zwycięstwie, zadanie siódme. Jak dotąd walka była równa.
— Panno Inoue, czy siódme pytanie ma być zadaniem, czy pytaniem?
— Poproszę pytanie — odpowiedziała od razu. Jej przyjaciele mieli ochotę ją zabić.
Uryū wylosował pytanie, prezenter spojrzał na kartkę i pobladł, mimo to przeczytał pytanie.
— Jak brzmi najpopularniejszy cytat z filmu 300?
Publiczność ucichła, zawodnicy pobledli, zimny pot zrosił czoła zebranych w studiu, jak i tych przed telewizorami.
— Dlaczego wybrałaś pytanie?! Idiotka! — krzyczała Kitsune na Inoue.
— Renji, wiesz, co to było? — pytała zniecierpliwiona Mizuki.
— Nie mam pojęcia — brzmiała odpowiedź.
Zegar odliczał czas a w trakcie leciała przyjemna melodia.
— SPARTAAAA! — krzyknął Sadło.
Widownia biła brawo, wszyscy się cieszyli i w końcu odetchnęli z ulgą. Ogłoszono zwycięzców i wtedy… światło zgasło, słychać było siarczyste przeklinanie, kiedy światło znów się zapaliło, przed Renjim i Mizuki stała rozwścieczona Shizuka.
— Cholera jasna! My w Soul Society się martwimy, a wy bawicie się w jakieś durne show!
— Akane! Co ty tu robisz?!
— Przybyłam was szukać, a kiedy chciałam wrócić, nie dało się otworzyć bramy — było to do przewidzenia, prawdopodobnie kolejny wynalazek Urahary spowodował nieodwracalne zmiany. — Jak na razie powinniśmy iść do tego ruska i skopać mu tyłek! — Wszyscy, no, może oprócz Nabosaki, cieszyli się z propozycji Shizuki. Tak szybko, jak pojawili się w studiu, gdzie panował teraz chaos, tak szybko też zniknęli.
W drodze do burdelu Urahary, Mizuki opowiedziała wszystko swej przyjaciółce.
— Cholerny przemytnik! — darła się czerwonooka.
Kiedy stanęli przed drzwiami sklepu, dziewczyna nawet nie trudziła się ich otwieraniem. Podobnie jak Renji wparował do Ichigo przez okno, tak Shizuka zrobiła dziurę w drzwiach.
— Urahara! Kisamaaaa! Nie ukryjesz się w tej zapuszczonej norze! — krzyczała.
Kapelusznik zaś popijał jakieś ziółka w jednym z pokoi. Na widok tego, Mizuki puściły nerwy.
— My tutaj męczymy się w tych skorupach, a ty pijesz sobie jebatkę!? — wszystkie oczy skierowane były na zielonooką.
Urahara wstał, podszedł do niej. Położył rękę na jej ramieniu i przyciągną do siebie. W jej oczach widać było płomienie.
— Kochana, piłaś coś dzisiaj?
— Co?!… Tylko zioła przed teleturniejem.
— No, widzisz? I teraz masz halucynacje — opowiedział z dumą i wyrzucił szklankę z jebatką… HERBATKĄ!! tak, aby Kitsune jej nie widziała.
Miarka się przebrała. Renji podbiegł do kapelusznika, zerwał mu czapkę z głowy i zapytał z nieukrywaną złością:
— Znalazłeś sposób, aby wyrwać nas z tych sztucznych ciał i odesłać do Soul Society? — Kisuke zamyślił się.
— Heee? To jednak chcecie wrócić?
— Co?! Oczywiście, że tak! Masz natychmiast naprawić te skorupy!
W końcu grubas postanowił przynieść kilka flakoników z płynem, który pozwolił wydostać się dwójce Shinigami z zastępczych ciał. Następnie zaś otworzył bramy do Seireitei i pożegnał przybyszów. Została tylko Nabosaki, która przykleiła się do niego i powiedziała:
— Zawsze wiedziałam, że twoja sperma działa na wszystko!

piątek, 23 kwietnia 2010

Rozdział 2, część 5, odcinek 10

Siedząca na kamieniu czerwonowłosa kapitan rozmyślała. W jej głowie pałętały się różne myśli związane z Soul Society. Martwił ją bunt Zanpakutō. Wróciła do miejsca pokonania Awa Odori i Kuroi Kisamy. Zostały po nich tylko złamane miecze w formie Shikai — w przypadku Kuroi Kisamy, były to jednak połamane grabie. Dziwne to było dla niej, wydawało jej się, że po nich zostaną tylko martwe ciała, a może raczej dusze. Pomyślała, że Mayuri może wszystko zbadać dokładnie. Zabrała złamane Zanpakutō i pobiegła przed siebie. Spotkała Mizuki po drodze.
— Shizuka? Co ty, kurwa, robisz? Po co ci te grabie? — spytała zdziwiona.
— To Kuroi Kisama i Awa Odori — odpowiedziała.
— Zaraz… Dlaczego są w formie Shikai i na dodatek złamane?
— Zauważyłam, że po zabiciu czyjegoś Zanpakutō, tyle zostaje.
— Ale wrócą?
— Nie wiem. Pójdź ze mną do Kurotsuchiego, niech on wszystko przebada — po tych słowach ruszyły.
Niestety, minęło parę minut i już dalej nie mogły iść. Powód? Yukianesa i Jigoku no Hi.
— Ach, jak pięknie. Nawet ty jesteś, Mizuki — powiedziała z radością Yukianesa, po czym wyciągnęła swój miecz.
— Nie przejdziecie dalej. Możecie nas odgonić tylko siłą — rzekł Jigoku no Hi.
— Rozumiem — rzekła Kitsune, która od razu ruszyła do ataku na swoje Zanpakutō.
Shinigami robiła świetne uniki, ale ataki już nie były takie dobre na to Zanpakutō. Wzmacniała swoje ataki Shunkō, Yukianesa gorzej sobie radziła.
— Hadō numer 58, Tenran! — wielkie tornado pochłonęło Zanpakutō. Jednak nagle zmieniło się w lód. — Jednak użyłaś Shikai.
— Taa… Jednak to nie koniec… Pożałujesz, że w ogóle próbowałaś atakować — powiedziała zmęczona i lekko poocierana. — Bankai! — zerwał się wielki mroźny wiatr, który oplótł miecz Yukianesy. Reiatsu było ostre.
— Teraz już wiem, co czują inni, gdy używam Bankai… — wyszeptała Mizuki. — Ona mnie zniszczy, jeżeli jej nie obezwładnię. — starała się unikać ataków jej Zanpakutō. Musiała ją czymś na razie słabszym unieruchomić — Bakudō numer 4, Hainawa!
— Co do…? — Yukianesa była zaskoczona — Dobrze wiesz, że łatwo to zniszczę. Jesteś za słaba, idiotko! — jej reiatsu rosło w siłę.
— Bakudō numer 63, Sajō Sabaku! — łańcuchy obwinęły Zanpakutō — Teraz się nie ruszysz. Najpierw ręce, teraz całe ciało. — Mizuki miała teraz czas. — Ty, który nosisz ludzkie imię i maskę z ciała i krwi! Który przybywasz pośród trzepotu skrzydeł! Wyryj znak Bliźniaczego Lotosu na ścianie błękitnego ognia! Czekaj otchłani wielkiego płomienia, szybując po odległym niebie! Hadō numer 73, Sōren Sōkatsui! — wielki podwójny płomień błękitnego ognia uderzył w Yukianesę. Mizuki miała wrażenie, że ją zabiła. Jednak okazało się, że nie. Stała z trudem na nogach.
— To jeszcze nie koniec… Shinigami… — mówiła ciężko.
— To jest koniec, twój — podeszła do niej i przebiła ją mieczem.
Rozprysła się wielka energia, a zamiast duszy jej Zanpakutō, został tylko miecz, który był w formie Shikai.
— Wątpiłam w twoją siłę. Jednak dawałaś sobie radę beze mnie — słychać było głos Yukianesy z miecza. — Jednak masz rację, takie blokowanie przeciwnika i dopiero atakowanie go jest irytujące.
— Zamknij się. Chyba teraz możesz do mnie wrócić, skoro cię pokonałam?
— Tak… — miecz zniknął.
Mizuki czuła reiatsu Yukianesy w swoim mieczu.

— Zawsze za nią łazisz? — zapytał z wrednym uśmiechem Jigoku no Hi, przyglądając się chwilkę, jak Yukianesa i Mizuki Kitsune krzyżują miecze.
— Heh, los sprawia, że zawsze jesteśmy razem. Jak na główne bohaterki przystało — odparła z lekką dumą i równie denerwująco wykrzywioną w uśmiechu twarzą.
— Zobaczmy, na co cię stać, jak szybko pochłoną cię ognie piekielne.
— Jedyną osobą, którą pochłonie dziś ogień, będziesz ty. W końcu wrócisz do swej pierwotnej formy — dziewczyna przygotowała się do ataku, mężczyzna najzupełniej w świecie ją zignorował. Wiedziała, że chce ją tym zdenerwować i jak najbardziej zgodziła się na to. Zaatakowała szybko, z wściekłością i całą siłą mięśni, jaką posiadała. Mimo to, jej Zanpakutō z łatwością zatrzymał atak swą książką i odepchnął katanę przeciwniczki.
— O? Czyżbyś miała zamiar się poddać?
— Po moim trupie! — znów zaatakowała.
Odbijała się od ścian ją otaczających niczym piłeczka i wciąż atakowała, bez przerwy.
— To się da załatwić… — szepnął do siebie czerwonowłosy, zamykając oczy.
Ciągle odbijał jej ataki. Widziała, że są one bezsensowne. Jej Zanpakutō było potężne, nie najsilniejsze, ale wiedziała, że z łatwością mogłaby pokonać niejednego kapitana w Soul Society. Walka z taką siłą była dla niej prawdziwym wyzwaniem i na pewno kłopotem. Wątpiła w swoje zwycięstwo. Zawsze polegała na sile swej katany, teraz jednak nie miała jej siły, która się od niej odwróciła i stanęła jej naprzeciw. Dziewczyna schroniła się za rogiem jednego z budynków. Chciała obmyślić jakąś strategię, podczas gdy mężczyzna czekał na atak. W końcu jednak musiało mu się to znudzić. Zniknął. Shizuka lekko się wystraszyła. Nagle otoczyły ją płomienie. Znów pojawił się przed nią Jigoku no Hi.
— Poddaj się — przemówił — To nie ma sensu. Nie wygrasz.
— Nawet jeśli nie mam szans… Nie poddam się. Nie mogę z tobą przegrać. Powstałeś z mojej duszy i teraz miałabym zginać od odzwierciedlenia siebie?
— Idiotka… — słysząc to, Akane tylko się zaśmiała. Przeszła od razu do silniejszych sztuczek. Kidō nie było jej mocną stroną, ale ponownie pozostało jej tylko ono.
— Hadō numer 88, Hiryū Gekizoku Shinten Raihō! — przypominająca Cero energia została wystrzelona przez dziewczynę w stronę Jigoku no Hi.
Sprawnie osłonił się tarczą płomieni. Mimo to powstała ona dość wolno, przez co cześć niszczycielskiej energii uderzyła w przeciwnika i odepchnęła go. Walka zaczęła się na serio. Podczas, gdy czerwonowłosy aktywował Bankai, i zamienił swój ogień na czarny, przepalający wszystko, do póki nie zostanie to zniszczone, zaczęła atakować kolejnym zaklęciem.
— Hadō numer 73, Sōren Sōkatsui! — bez przerwy uderzała błękitnymi płomieniami w zbliżające się z ogromną prędkością Zanpakutō.
Mężczyzna widać było, że nie przejmuje się zadawanymi ciosami, część z nich udało mu się zablokować potężną kosą. Zbliżył się do czerwonowłosej i zaatakował ją. Odskoczyła szybko, aby czarny płomień jej nie dotknął, jednak jej kapitańskie haori zajęły czarne płomienie. Szybko zrzuciła z siebie szatę i przygotowała się na następny atak. Piekielny zbliżał się znów do dziewczyny, ale tym razem spokojnie, powoli, nie było widać aby chciał zaatakować.
— Jesteś słaba. Od zawsze denerwowało mnie to, że ktoś taki jak ty jest w posiadaniu takiego Zanpakutō jak ja. Ciągle tylko robisz z siebie idiotkę albo nie wiadomo jak cudowną przed tymi wszystkimi słabymi śmieciami. Na dodatek to ciągłe zakochiwanie. Ile ty masz lat?! — ostatnie zdanie krzyknął głośno z rozczarowaniem i nerwami tuż przy ich granicy.
— Co!? Masz coś do mojego wieku?! Na dodatek gadasz o mnie jak o najgorszej, a co sam robisz?! Czyżbyś zapomniał, że jesteś stworzony z mojej duszy? Taki jak ja?
— Oj, nie zapomniałem. Ale jestem od ciebie lepszy pod wieloma względami. I na pewno nie jestem tak słaby jak ty…
— Śmieszne… Naprawdę mnie bawisz. Zobaczymy, czy będziesz taki doskonały i silny, kiedy ja również będę posiadać siłę równą tobie.
— Chyba chciałaś powiedzieć moją siłę. Ale to niemożliwe, Pan Muramasa nigdy na to nie pozwoli.
— Założymy się? — po jej policzku spłynęła łza. Sama nie wiedziała, dlaczego — Płoń! Jigoku no Hi! — nagle katana będąca zwykłym kawałkiem miecza zamieniła się w kosę.
— Niemożliwe — szepnął zszokowany Jigoku no Hi. — To nie jest możliwe… Jak to zrobiłaś?! Czym próbujesz mnie oszukać?! — krzyczał.
Shizuka nawet nie chciała odpowiadać, nie miała najmniejszej chęci.
— Bankai — powiedziała spokojnie, zamknęła oczy.
Szybko zmieniła płomienie na niebieskie i zaatakowała całą swoją siłą. Najpierw sprowadziła deszcz ognia, aby ograniczyć miejsca, w które jej przeciwnik mógłby uciekać, następnie zamachnęła się kosą, od której ostrza „wypłynęła” ogromna fala ognia przeciskająca się poprzez ciasne uliczki wysokich budynków zniszczonych przez walkę. Aby uniknąć ataków, czerwonowłosy podskoczył wysoko. Widząc to, jego właścicielka w miejscu, w którym był stworzyła słup ognia który pochłonął mężczyznę. Po pewnym czasie, na jej komendę płomienie zgasły. Na ziemi leżał zmęczony, prawie pokonany, u kresu sił Jigoku no Hi. Z powodu zaskoczenia, w które wprawiła go Shizuka, nie zdążył zadać żadnego ataku by się obronić, teraz zaś nie miał na to siły. Nieudolnie próbował się podnieść i podnieść leżącą nieopodal kosę — bez skutecznie. Dziewczyna spokojnie podeszła do niego i ponownie zaatakowała. Tym razem był to ostateczny cios. Przecięła czerwonowłosego w pół.
— Nadal sądzisz, że jestem słaba? Może i tylko dzięki tobie posiadam swój status. Ale ty jesteś mną. Moją siłą. Jesteśmy niczym jedno. Mówiąc, że jestem słaba, nie obrażałeś nikogo innego jak siebie. Fakt, jestem wredna, kochliwa i zachowuję się jak rozpuszczona nastolatka, ale sam wiesz, że to nie jest moja jedyna twarz — mówiła do umierającego powoli znikającego ciała swej katany. — Szkoda, że to się tak skończyło…
— Heh, zamknij się. Nie chcę tego słuchać. Pokazywanie mi, że masz sumienie nic ci nie da — zaśmiał się.
— Może… Ale na pewno je uspokoi… — szepnęła.
Ciało Jigoku no Hi zniknęło, pozostała tylko kosa, która także rozpłynęła się. Czuła reiatsu swojego Zanpakutō w swoim mieczu.

piątek, 16 kwietnia 2010

Rozdział 2, część 4, odcinek 9

— O kurwa… — szepnęła z niedowierzaniem Mizuki Kitsune — Jak to porwany?! To niemożliwe by ktokolwiek temu podołał!
— Nie wierzę, to jakiś żart?! — krzyknęła po Mizuki Shizuka.
— To nie jest żart. Na dodatek Zanpakutō nie zaprzestają ataków. Trzeba przenieść rannych do baraków 4. Dywizji, tylko te kwatery nie zostały jeszcze zniszczone — stwierdziła Kapitan Unohana delikatnym głosem pełnym rozwagi.
— Zgadzam się — poparł Ukitake.
— Póki jesteśmy tu wszyscy razem, musimy jak najszybciej opracować plan działania — wtrąciła Amaya Hikari, która niczym kot wyłoniła się z ciemności — Myślę, że powinniśmy wysłać część ludzi na poszukiwania Głównodowodzącego, im szybciej tym lepiej. Jako skład wybrałabym minimum czterech kapitanów i sześciu poruczników, oraz większą część oficerów od numeru trzeciego do piątego. Reszta powinna zająć się rannymi
— Zgadzam się z tobą, Amaya. Wyruszę na poszukiwania jako ochotniczka, jeśli nikt nie ma nic przeciwko — zadeklarowała Shizuka. Dręczył ją niepokój, ale dzięki nie mu znalazła w sobie ogromny skład odwagi i chęci do działania.
— Ja również — zawtórowała Kitsune, jak zawsze pewna siebie i zadowolona, że będzie mogła dzięki temu stoczyć walki z innymi Zanpakutō.
— Weźmy w takim razie naszych poruczników do pomocy, Akane pójdę z tobą, jeśli zostaniemy zaatakowani mamy większe szanse i walka będzie krótsza oraz łatwiejsza — odezwał się Tōshirō Hitsugaya swym mroźnym głosem, przez który czerwonowłosa nigdy nie mogła zaprzeczyć.
— Tak jest!
— Dobrze, Kapitanko Mizuki, potrzebujesz pomocy w poszukiwaniach? — zapytał z nutką nadziei w głosie Kyōraku. Mimo trudnej sytuacji Gotei 13, jak widać nadal trzymały się żarty.
— Nie trzeba, poradzę sobie — powiedziała z przekonującym tonem.
Nagle usłyszeli wybuch, zobaczyli palące się budynki Seireitei i niektóre zamrożone.
— Kurwa! Ktoś tam jest! Przecież budynki same się nie zapalają ani nie zamrażają! — powiedziała Kitsune i od razu ruszyła przed siebie używając Shunpo.
Gdy biegła, poczuła czyjąś obecność, odwróciła się za siebie. Postać była malutka i świecąca na żółto, z prawą ręką jak żądło z Shikai Suì-Fēng.
— Uważaj! — powiedziała swoim nieco dziecinnym głosem i niesamowicie szybko ruszyła w Mizuki. Wywróciła się, a na ramieniu miała Znak Pszczelego Kwiatu.
— Ty jesteś Zanpakutō Kapitan Suì-Fēng, Suzumebachi? — spytała.
— Oczywiście. A ty jesteś tą Kitsune, tym nowym kapitanem, prawda? — powiedziała i wymierzyła w jej stronę żądłem i wyruszyła. Mizuki zasłonęła się drugą ręką, przez co zyskała kolejny Znak.
— Ty mała suko! — krzyknęła i wyciągnęła katanę.
Próbowała zaatakować Suzumebachi, jednak nadaremno, jest ona zbyt mała i łatwo robi uniki.
— Nie uda ci się mnie zranić — powiedziała Suzumebachi, która usiadła na ostrzu katany. — Cieszę się, że jestem taka mała. Jestem niezauważalna.
— Nie licząc tego, jak świecisz — oznajmiła zrzucając ją z katany, próbowała ją nadal atakować, jednak bezskutecznie — Mam dosyć! — krzyknęła Kitsune — Bakudō numer 61, Rikujōkōrō! — Suzumebachi została uwięziona w sześciu promieniach — Hadō numer 33, Sōkatsui! — wszystko było wręcz za piękne. Jednak Zanpakutō się uwolniło i natychmiast zaatakowało raniąc twarz Mizuki. Kolejne użądlenie, kolejny Znak.
— Ile jeszcze tego będzie? To już trzecie użądlenie. A gdzie będzie następne? W tym samym miejscu? — rzekła zadowolona.
Zanpakutō leciało w stronę twarzy Kitsune, a ona stała bez ruchu. Milimetr dzielił od użądlenia w to samo miejsce. Nagle na jej ramionach i plecach pojawiło się coś, co przypominało błyskawice.
— Co…? Shunkō…? — powiedziała mrużąc oczy Suzumebachi — Technika Yoruichi Shihōin i Suì-Fēng… — Kitsune milczała. Jednym sprawnym ruchem odcięła żądło Zanpakutō. — Argh… Dlaczego…? — szeptała cicho Suzumebachi i opadła bezwładnie na ziemię.
— Brawo, Kitsune! — Mizuki usłyszała głos Suì-Fēng — Z dnia na dzień coraz bardziej mnie zaskakujesz. Jednak nie jesteś tylko pomyłką wśród składu kapitanów — rzekła i od razu zniknęła.

Zgodnie z ustaleniami Shizuka wyruszyła wraz z Kapitanem Hitsugayą. Odrzuciła jednak jego pomysł zabrania poruczników i wysłała ich razem w inną stronę. Biegli spokojnie i równomiernie, mimo tego bardzo szybko. Przez cały czas Akane rozmyślała nad buntem Zanpakutō. Dlaczego tak się stało? Kto za tym stoi? Owszem wiadome było, że niejaki Muramasa, ale kim on był? Czy miał jakiś cel w tym? Przecież nie mogło chodzić o samo porwanie Yamamoto. No i jak to możliwe, że został porwany ktoś o tak ogromnej sile! Nagle przed kapitanami pojawiła się wysoka postać z turkusowymi, długimi włosami. Pierwszy atak postaci ukazał czyim jest Zanpakutō.
— Hyōrinmaru! — Tōshirō zwrócił się do swej katany po imieniu. Ledwo pojawił się jeden przeciwnik, za chwilę dwoje kapitanów wyczuło jeszcze trzy inne reiatsu.
— No proszę… Yuki Dorei, Awa Odori… Kuroi Kisama. Czyżbyście tworzyli teraz team? Heh… — powiedziała z kpiną w głosie Akane — Wybacz kapitanie, ale zostawię Cię samego z twym Zanpakutō.
— Poradzisz sobie z trzema?
— Heh… Oni razem nie mają nawet siły Zanpakutō 6. oficera… To będzie bułka z masłem.
— Nie zapominaj, że nie masz swojego Zanpakutō.
— Nie zapomniałam — skłamała, tak naprawdę czuła się bardzo pewnie w obliczu wrogów, bo liczyła swoją siłę z Jigoku no Hi, którego w tym momencie nie posiadała. Uznała to jednak za dobry sprawdzian umiejętności. Co prawda z takimi „workami treningowymi”, jak sama to określiła, niezbyt mogła przetestować swą siłę, ale bez katany… Mogło być ciekawie. Zaśmiała się tylko i odciągnęła wrogów od miejsca, gdzie miał walczyć Tōshirō z Hyōrinmaru.
— Uciekasz, Iwakurwo!? — krzyknął za czerwonowłosą Yuki Dorei.
— He-he, pewnie się ciebie boi! — droczył się Awa Odori.
— A co on jej może zrobić? — zapytała zaintrygowana Kuroi Kisama niezdająca sobie sprawy z zagrożenia.
— Zatrzymaj się, rudy bananie! — wrzasnął Awa Odori.
Tego Akane nie mogła przełknąć.
— Bo co mi zrobisz? Oblejesz mnie spermą? Też mi groźba!
— Żebyś wiedziała! — odszczeknął i wymierzył w nią kataną, z której wytrysnęła struga nasienia. Niestety, było pod wiatr. Wszystko poleciało na Kuroi Kisamę, która oblizała się ze smakiem.
Shizuka zatrzymała się i zaczęła śmiać. Trójka Zanpakutō była nieźle zdenerwowana. Teraz Yuki Dorei spróbował użyć na niej fałszywej zdolności, aby ją upokorzyć, ale i to nie wyszło. Zapomniał, że ta zdolność lubiła płatać figle. Strzał głupoty oczywiście trafił w białowłosego. Ostatnia nadzieja w Kuroi Kisamie. Uwolniła formę Shikai. którą były seksownie wygięte grabki do liści.
— Chyba ktoś ci grabie powyginał — zakpiła ponownie Shizuka przyglądając się wszystkiemu.
— To wina Satoru… Uderzył w nie przyrodzeniem, a Tsuki się broniła!
— Nie mam pytań… No dobra, to jak? Powalczymy na serio? — sytuacja już ją nudziła.
Zanpakutō otoczyły ją i przygotowały się do ataku, który nastąpił równocześnie. Shizuka wykonała parę zwinnych skoków i obrotów, grabie odbiła swą kataną, niestety nie było w niej już Jigoku no Hi, którego czerwonowłosa omal nie wezwała. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Znudzona skakaniem i odbijaniem mieczy zaczęła wyczekiwać, kiedy Yuki Dorei użyje swych zdolności, on jeden był nadzieją tej zgrai. Nie był zdolny, ale coś tam potrafił i zdecydowanie w tej sytuacji dla Akane był jedynym wyzwaniem. Szybko znokautowała Awa Odori oraz Kuroi Kisamę i zabrała się za białowłosego. Na początek zaatakował lodową klatką. Na szczęście uniknęła więzienia, kilkukrotnie odskakiwała oby uniknąć ponownego ataku. Yuki Dorei był szybszy jako Zanpakutō. Widać było, iż jego właściciel go bardzo ograniczał. Po kilkunastu atakach lodową klatką w końcu dorwał Akane. Nie miała innego wyjścia, musiała użyć Kidō, aby się wydostać, najskuteczniejszym wydało jej się Haien, ale było ono niebezpieczne. Mimo tego zaryzykowała.
— Hadō numer 54, Haien! — wytworzył się dysk fioletowej energii, która doszczętnie zniszczyła klatkę.
— Widzę, że potrafisz coś więcej niż skakać — zaśmiał się białowłosy.
— Ta, jak widać. Mógłbyś walczyć na serio.
— Och, czyli zauważyłaś.
— Kto by nie zauważył… Żałośnie się maskujesz… jak twój właściciel…
Wyraźnie zirytowany zaatakował ogromną lodową falą, po czym zbliżył się do Akane i zaczął atakować lodową tarczą. Wszystko, czego dotykał zamieniało się w lód. Zrobiło się niebezpiecznie. Złapała za swój miecz by móc się osłaniać i z pomocą zaklęcia Kidō zaczęła uderzać w Zanpakutō piorunami. Kilka z nich trafiło prosto w cel. Yuki Dorei nie dał rady się osłonić. Walka chyba go wyczerpała, dyszał mocno i trzymał się na dystans
— Heh, to jeszcze nie koniec Akane. Wygrałaś bitwę, ale wojna wciąż trwa, i to Pan Muramasa ją wygra! — krzyknął, po czym zniknął jej z oczu niczym cień.
Otrząsnęła się.
— Co, kurwa?! — była zirytowana, mimo to zadowolona z siebie, wygrała. Szkoda tylko, że go nie zabiła. — Cholera, musiał uciec. Tchórz! — krzyknęła za nim i usiadła na kamieniu w pobliżu by nieco odpocząć.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Rozdział 2, część 3, odcinek 8

Shinigami pobiegli do słupa reiatsu. Sytuacja wydawała się bardzo poważna. Kiedy dotarli na miejsce, zobaczyli zrujnowany kawał ziemi oraz rannych Shinigami.
— Co się tutaj stało?! — krzyknął Hitsugaya.
— Muramasa porwał Kapitana Yamamoto! — odpowiedział mu porucznik Shūhei.
Wszyscy byli w stanie gotowości. Bez Yamamoto, Gotei 13 miało niewielką siłę.

Tymczasem Iwao Hisao siedział przed pornosami pobranymi z RedTube’a, waląc konia. Nagle poczuł coś mokrego na ręce.
— Skąd ta sperma? Przecież się nie spuściłem, ledwo zacząłem — Iwao był bardzo zdziwiony.
Zauważył postać za oknem. Zawstydził się.
— Iwao! Jak sobie trzepiesz, to chociaż okno zasłoń! — powiedziała tajemnicza postać i oblała go spermą. Nasienie wpadło mu do ust, odkaszlnął.
— Awa Odori?! Ty chuju, strzelałeś do mnie spermą! — powiedział uradowany a zarazem zażenowany, biegnąc do niego. Miał pecha, i poślizgnął się na świeżej spermie.
— Nakręćmy pornola — zaproponował Awa Odori.
— Ojej, bo cię pan Bóg piorunem pierdolnie… prosto w fiutasa! — powiedział podniecony.

Tymczasem Yoshirō chodził podirytowany po prawie całym Seireitei.
— No, jak one mogły zostać kapitanami?! Przecież ja jestem lepszy, mądrzejszy, ładniejszy, silniejszy, bardziej wysportowany, zwinniejszy! Ach, kurwa, mam na nie haka! Mówią, że jestem gejem! Pójdę do Kapitana Głównodowodzącego ze skargą! BU-HA-HA-HA-HA! — Satoru zaczął biec.
Drogę zatrzymał mu Yuki Dorei, który wymierzył w niego moc głupoty. Yoshirō zaczął robić fikołki, stać na głowie, ssać sobie chuja i dupę. Efekt był krótkotrwały, więc gdy Satoru się ocknął, puścił pawia.
— KURWA! — krzyknął — Przecież to była fałszywa moc! Używaj prawdziwej!
— Wiesz… Wolę nie używać prawdziwej, bo ciebie może to zniszczyć — powiedział z uśmiechem.
Yoshirō rzucił się na swoje Zanpakutō.

W jednym ze schowków na miotły, przy świetle świecy siedziały dwie osoby. Łatwo było stwierdzić, iż był to mężczyzna i kobieta. Na zimnej, brudnej podłodze, rozrzucone były ubrania. Ściany były niegdyś białe, dziś były jednak brudne, osmolone od starego pieca. Pomieszczenie było duże, przez niższych rangą Shinigami, używane jako melina. Zauważyć więc można było rozbite butelki, opakowania po papierosach, pety oraz czuć smród potu i rozlanego nieraz na podłogę sake. W jednym z rogów stała brudna, wilgotna i zagrzybiała kanapa. Cała pomieszczenie odrzucało już samymi drzwiami, odrapanymi i prawdopodobnie zapomnianymi. W Soul Society jednak nic nie ginie. Postacie powoli zbliżyły się do brudnego pieca, mimo pozorów bardzo dużego. Mężczyzna oparł się o piec, kobieta przyklęknęła. Słychać było jęki niczym ofiary w agonii, jednak w tym słychać było przyjemność nieopisaną. Dziewczyna była niską brunetką z ciemnymi oczyma, mężczyzna blondynem. On położył się na piecu, ona usiadła na nim. Wygięła się w zalotny łuk i podskakiwała delikatnie na mężczyźnie. On nie pozostawał bierny, przyłożył dłonie do jej klatki piersiowej i ściskał coś z ogromną siłą. Dziewczyna krzyczała jak zarzynane prosię. Uniosła się na kolanach i zeszła z mężczyzny, zeszła z pieca. Ledwo stała na nogach, upadła na ziemię, przeturlała się pod zagrzybiałą kanapą, na której właśnie tata karaluch prowadził swoje małe karaluszki do otworka, który pojawił się, gdy blondyn posadził brunetkę na kanapie. Nie będąc już przy swoich zmysłach, dziewczyna rozłożyła nogi, karaluszki właśnie wbiegły do otworka, który był teraz mocno widoczny, gdyż kobieta się przesunęła. Mężczyzna przysunął tułów do jej miednicy i zaczął poruszać się w równym tempie w przód i tył. Oboje krzyczeli, może się kłócili? Odwrócił dziewczynę i teraz przysuwał się do jej pośladków.
— Mocniej…! Kisuke! Ach!
— …Ach… Ach… Nie mogę! Coś mnie w niego łaskocze!… Ach…! Coś tam jest!!!
Nagle drzwi schowka na miotły otworzyły się.
— Kapitan Kuchiki! — pisnęła Tsuki.
Była przerażona, ale Urahara chyba bardziej. Miał oczy jak 5 złotych i rozdziawione usta. Byakuya niuchnął kilka razy i skrzywił się. Jego szlachecki węch nie był przyzwyczajony do tak okropnego smrodu.
— Dziwi mnie, że nie przeszkadza wam pieprzenie się w tak okropnych warunkach. — takie słowa z ust Byakuyi były wręcz nienormalne i niemożliwe. A jednak.
Urahara wraz z Tsuki ubrali się szybko. Nagle dziewczyna poczuła jak coś biega w jej intymnych okolicach. Krzyknęła. To były karaluchy…

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Rozdział 2, część 2, odcinek 7

Dziewczyny oddaliły się jak najdalej mogły. Mimo iż Mizuki nie podobał się pomysł ciągłego omawiania wszystkiego z innymi kapitanami, sytuacja była wyjątkowa. Wparowały do sali gdzie zazwyczaj odbywały się spotkania, wszyscy kapitanowie już tam byli.
— Kapitanie Yamamoto! Coś się stało z naszymi Zanpakutō!
— Dobrze o tym wiem, uspokójcie się i marsz do szeregu. — po takich słowach dziewczyny nie mogły nie wykonać polecenia. — Jak widzicie, nasze Zanpakutō się zbuntowały, a może raczej większość i coraz więcej ich jest. — mówił. — Nie pozostaje nam nic innego jak je zabić. Przekażcie to swoim oddziałom. — po kolejnych minutach wyszli wszyscy z sali.
Mizuki wolała się pospieszyć. nie chciała trafić na Yukianesę. Powtórzyła na spotkaniu dywizji prawie wszystko to, co usłyszała poprzednio.

Minęło trochę czasu od spotkania, wyczuła czyjeś wzburzone reiatsu — to należało do Shinju. Pobiegła w kierunku tej energii. Kolejne Zanpakutō się zbuntowało.

Tymczasem, starająca się zachować porządek Akane, zwołała wszystkich swoich oficerów i porucznika. Kiedy zobaczyła dokładnie 19 osób rozpoczęła.
— Wszyscy do szeregu! — chciała być chociaż częściowo tak straszna jak głównodowodzący. — Zapewne zauważyliście, że Zanpakutō zaczęły się buntować, głównie oficerów do piątego numeru. Mniej odnotowano problemów z numerami od 5 do 20 i bez rangi, mimo wszystko bądźcie ostrożni. Nie chcę problemów. Poza tym niskie numery i bez rangowi nie mają szans ze swoimi Zanpakutō… Zrozumiano? — na to pytanie wszyscy chórem odpowiedzieli: — Tak jest!
Akane łatwo zdobywała respekt ludzi, mimo iż nie zawsze go chciała. Oficerowie o niskich numerach zawsze dobrze ją traktowali, poza tym od początku kariery jako Shinigami szybko osiągnęła numer 3. oficera, a później kapitana.
— Następna sprawa. — kontynuowała Shizuka — Nabosaki! Wystąp. — brunetka chwiejnie wysunęła się przed szereg. — Czeka cię mały „awans”.
— Awans! Awans! Ach! Kisuke, słyszysz?! Dostałam awans! — krzyczała szczęśliwa, skacząc po placu, na którym wszyscy się zebrali.
— Zostajesz 20. oficerem, to nieodwołana decyzja. Obowiązywać będzie dotąd do póki będę kapitanem tej dywizji, zmienić to może tylko kapitan głównodowodzący.
— Ale dlaczego?! To niesprawiedliwe! — wrzeszczała Tsuki.
— Zamknij się, Nabosaki! Jesteś tylko jednym z bardziej beznadziejnych Shinigami. Jest wielu oficerów, którzy mają talent i mogą coś osiągnąć, nie będziesz im blokowała drogi do tego.
— Ale…
— Żadnych „ale”! Wracaj do szeregu. — Nabosaki była wyraźnie rozczarowana, podenerwowana, nie chciała nawet myśleć o pozycji 20. oficera… Najgorszego.
— Akane… Jesteś najgorszą dziwką ze wszystkich! — powiedziała ze spuszczoną głową.
Shizuka nie wytrzymała, podeszła do niej i uderzyła ją mocno w twarz, po czym szarpnęła za włosy i rzuciła w kałużę.
— Nie będziesz mnie pouczać ani obrażać, jeżeli chcesz w ogóle być dalej Shinigami to radzę ci się zamknąć i słuchać co mówię. Nie mam zamiaru ciągnąć tej farsy. Wszyscy rozejść się. Pamiętajcie, musicie uważać, Zanpakutō nawet słabych oficerów będą silne, znacznie silniejsze. Jeśli coś się stanie, zaalarmujcie. Izuru, zostań na chwilę.

— Densetsu, przestań! — krzyczała Shinju omijając ogniste pociski.
— Czy ty wiesz, jak ja nienawidzę, gdy mnie nazywasz tak, zamiast pełnym imieniem? — powiedziała i nadal atakowała z dystansu.
— Shinju! — krzyknęła Mizuki, chciała wyciągnąć swój miecz, jednak ktoś złapał ją mocno za nadgarstek. — Yukianesa… Znowu ty… kurwa…
— Jak ty fajnie się wkurwiasz… — powiedziała.
Mizuki wyrwała się i zaatakowała. Używała technik walki wręcz, ale jej Zanpakutō odpierało ataki.

Czerwonowłosa kapitan szła do swego biura, za nią z podejrzliwie przyglądający się jej porucznik. Nie pasowało mu zachowanie jego kapitan ani to, jak się do niego zwracała. Zazwyczaj było to zwykłe „Kira!”, a teraz?
— Izuru — przemówiła. Właśnie to miał na myśli. Akane zwracająca się do niego mile po imieniu? Coś tu stanowczo nie grało — Pomożesz mi zrobić kilka rzeczy. — mówiąc to otworzyła drzwi do gabinetu i wskazała na ogromną stertę papierów na biurku.
— A więc to o to chodziło… — pomyślał zdegustowany blondyn.
— Na początku przenieśmy część na drugie biurko, jeśli wypełnimy je razem będzie szybciej.
— Tak jest — odpowiedział.
Zebrał sporą stertę dokumentów i zaczął je przenosić, podobnie Shizuka. Nagle dziewczyna potknęła się, kartki wypadły jej z rąk i upadły wraz z nią na ziemię. Izuru oczywiście nie zdołał jej ominąć i zahaczył o jej nogę, skutkiem czego był również upadek. Wydawałoby się, że to zwykły wypadek i owszem. tak było, skutkiem tego wypadku był porucznik leżący na swojej kapitan mającej na policzkach wielki rumieniec. Czuła jego oddech na ustach, a on jej, patrzyli sobie prosto w oczy. Bliskość ich ciał była przerażająca. Blondyn spojrzał niżej i zobaczył obfity biust Shizuki, który zwykle dobrze ukrywała. Na jego policzkach również pojawił się rumieniec. Noga dziewczyny była niebezpiecznie blisko jego krocza i wyraźnie o nie zahaczała. Zbliżył się znów do jej różanych ust.
— Izuru… Jesteś za blisko… — po tych słowach drzwi gabinetu otworzyły się z lekkim trzaskiem, wiatr powiał złowieszczo. W drzwiach stanął kapitan Hitsugaya i Matsumoto. Na twarzy białowłosego widać było zniesmaczenie, zaś Rangiku wyraźnie się cieszyła i podobała jej się zaistniała sytuacja. Izuru przełknął ślinę i obrócił się w kierunku drzwi, Shizuka zaś próbowała się spod niego wydostać, ale nie wyglądało to zbyt przyzwoicie i już na pewno nie było widać w tym chęci wydostania się.
— Ach! Izuru, w końcu znalazłeś dziewczynę! — krzyknęła oczarowana Matsumoto.
Nerwy Akane niespokojnie rosły w końcu zrzuciła z siebie blondyna i wstała. Otrzepała się nieco, poprawiła włosy i pomogła mu wstać. Miała ochotę zamordować Matsumoto. Postanowiła jednak zachować zimną krew.
— Kapitanie Hitsugaya, czy coś się stało?
— Sam chciałbym wiedzieć, co to miało być? Iwakura!
— Kapitanie, nazywam się Shizuka Akane… Jeśli moglibyśmy na osobności…
— Wolałbym nie.
— Skoro tak, Kira, zbierz te papiery i zostaw na biurku — wydała rozkaz.
— Iwa… Akane, Yamamoto nakazał, aby 3. Dywizja współpracowała z 10. podczas poszukiwań zbuntowanych Zanpakutō.
— Niech tak będzie, i Kapitanie…
— Hmm?
— Nieważne — miała wyjaśnić całą sytuację, ale nie musiała ani nie chciała się tłumaczyć. — Zacznijmy jak najszybciej, jeśli nie będzie to problemem, chciałabym skontaktować się z Mizuki Kitsune.

Mizuki była cała poobijana przez tą walkę.
— Tylko na tyle cię stać? Widać nie było nawet sensu z tobą walczyć. Wrócę, gdy staniesz się silniejsza. Do tego czasu uważaj… — powiedziała Yukianesa.
— G…gdzie idziesz?!
— Tam, gdzie nikt nas nie znajdzie.
— N…nas…? — wyszeptała, a Yukianesa zrobiła wielką dziurę w suficie, przez którą wyszła. — Ma rację… Muszę być silniejsza… — Mizuki zobaczyła, że Kimagurena Densetsu też ucieka.
— Nie jest dobrze — powiedziała zmęczonym głosem Shinju. — Wezwę 4. Dywizję. — Kitsune przytaknęła.
— „Tam, gdzie nikt nas nie znajdzie”, hm… O jakim miejscu ona mogła mówić…?
Chwilę potem, Akane znalazła Kitsune.
— Mizuki, co się stało?!
— A jak myślisz? Yukianesa zaatakowała mnie… Gdzie ta 4. Dywizja?! — Mizuki była wyraźnie zirytowana.
— Tak, Kapitan Kitsune! Jesteśmy! — zawołali chórkiem i od razu zabrali się za leczenie.
— Kurwa, Kira się na mnie wywalił i na dodatek Hitsugaya z Matsumoto przyszli wtedy i wyglądało to kretyńsko — mówiła Shizuka.
— No popatrz, podrywa cię — powiedziała Kitsune śmiejąc się.
— Srywa, a nie podrywa.
— Jak on ci tak przeszkadza, to sobie zmień porucznika. Na przykład Amaya chce zmienić sobie porucznika na swojego kochanego Orochiego.

Tymczasem Amaya wezwała do siebie Hinamori.
— Usiądź. — rozkazała. — Muszę zmienić twoją pozycję. Na niższą, oczywiście.
— A…ale dlaczego?!
— Ponieważ jesteś zbyt słaba na stanowisko porucznika, na dodatek głupia, upośledzona i gotowa zdradzić Gotei 13 dla tego zdrajcy Aizena. — w oczach Momo pojawiały się łzy.
— Ale kto zostanie porucznikiem jeśli nie… ja?
— Jest już wyznaczona na to miejsce osoba, znacznie silniejsza o większych kompetencjach.
— Nie wierzę! Kapitan Głównodowodzący nigdy by się nie zgodził! Wszystkie rządzicie się, od kiedy zostałyście kapitanami!
— Nie kwestionuj moich decyzji! Yamamoto wyraził zgodę na taką zamianę, nie widzę problemu.
— Ogłupiłaś go! Co mu powiedziałaś?!
— Nic, stwierdziłam tylko, że jesteś zbyt przemęczona, a twoje zdrowie psychiczne zostało zachwiane po zdradzie Gotei 13 przez twojego ukochanego.
— Wiedziałam, jesteś wstrętną oszustką!
— Zamknij się, tylko pogarszasz swoją sytuację. Zostajesz szeregowym Shinigami tej dywizji do czasu, aż nie dojdziesz do siebie. A teraz wyjdź.
Hinamori z płaczem pobiegła do swojej znajomej, którą spotkało podobne nieszczęście — Tsuki Nabosaki. Jedyna różnica między tymi naiwnymi głupimi istotami była taka, że Tsuki była śmieszna, a Hinamori żałosna. Fakt ten jednak sprawił, że zostały one najlepszymi przyjaciółkami.

Kiedy Hinamori płakała w brudne cyce Tsuki, ludzie z 4. Dywizji uleczyli rany Ume i Kitsune, obok których stała już Akane, Matsumoto, Kira oraz Hitsugaya. Nagle ziemia zadrżała, wszyscy obrócili się w stronę, z której czuć było wstrząs. Przed ich oczyma widać było ogromny słup reiatsu.

wtorek, 23 marca 2010

Rozdział 2, część 1, odcinek 6

Rozdział 2: New Captains Versus the Mutiny of Zanpakutō
— Arrancarzy, wstrętny nieudany eksperyment, i jeszcze my musimy się nimi zajmować — narzekała Akane.
— Noo, jakbyśmy nie mieli poruczników — odpowiedziała równie zdegustowana Mizuki.
— Mnie trafił się Kira. Lubię gościa, ale mógł by być silniejszy… Sporo.
— A mnie Hisagi.
— Zawsze lepsze to, niż Hinamori… Ach, ale bym jej coś zrobiła, ostatnio jak powiedziałam „cześć” to się rozpłakała i uciekła…
— Ha-ha, aż tak? — wydukała, śmiejąc się brunetka.
— Ej, ale przyznaj, że Hisagi jest całkiem niezły.
— Chyba cię…
— Ha-ha, spokojnie, nie zgwałcę ci porucznika. — rozmowa trwała by dłużej, gdyby tylko Mizuki nie wyczuła w oddali czyjegoś reiatsu.
— Shizuka, czujesz to?
— Hmm? — zastanowiła się, po czym czując lekkie drgania spojrzała w stronę z której dochodziły.
— POMOCY!!! — dało się usłyszeć czyjś żałosny krzyk w oddali, osoba wciąż błagająca o pomoc zbliżała się wyjątkowo szybko. Zdawała się by nieprzewidywalna i gotowa na wszystko.
Ni stąd, ni zowąd, zza rogu ktoś rzucił ciałem krzyczącej postaci. Ciało przeleciało pomiędzy dziewczynami i jęknęło porządnie.
— Satoru?! — krzyknęły razem, po czym jakaś nieznana im siła pchnęła je w jego stronę.
Zza rogu wyszedł białowłosy mężczyzna w kapturze. Mizuki i Shizuka gotowe były do odparcia każdego z ataków.
— Zamroź na wieczność, Yukianesa!
— Płoń, Jigoku no Hi!
Dziewczyny wypowiedziały imienia swoich Zanpakutō, aby je uwolnić. Ale ku ich zdziwieniu, nie uwolniły się. Białowłosy mężczyzna zamroził ich falą mrozu, uwolniły się jednak — w końcu są kapitanami.
— Ech, Yoshirō, jesteś żałosny… — powiedział nieznajomy i zamknął Satoru w lodowej klatce, otworzył bramy do Soul Society, znikając z oczu Shinigami. Mizuki zniszczyła kraty.
— KTO TO BYŁ, DO KURWY NĘDZY?! — rzuciła się z pięściami Mizuki na Yoshirō, ze złości uwalniała dużo reiatsu.
— To było moje Zanpakutō!!! Nie wiem, dlaczego sam się uwolnił!!! — mówił spanikowanym głosem.
— Nie wkurwiaj mnie nawet dzisiaj!
— Nie mogę swojego miecza uwolnić, bo Yuki Dorei uciekł sobie! A ty co, mogłaś uwolnić?! I ty, Iwakurwo?! Nie mogłyście!
— Nie mów na mnie „Iwakurwa”, tylko „Kapitan Shizuka Akane” — mówiła śmiejąc się.
— Pomyślmy, że ci wierzę.
— Wiecie, widziałem jak Tsuki walczy z jakąś chyba dziwką… — rzekł zdziwiony, na co dziewczyny ryknęły śmiechem.
— Dziwką, czyli z tobą? — spytała Kitsune, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Yoshirō czuł się wyraźnie urażony, bo nic nie mówił.
— Przyznam, że ten jego Zanpakutō to dość mądry jest — stwierdziła Akane. — No, ale któż by lepiej wiedział jaki jest jego właściciel niż podwładny? — dziewczyny ponownie wybuchnęły śmiechem. Sprawa jednak była poważna
— Ciekawe dlaczego nie mogłyśmy uwolnić Zanpakutō. — w końcu, spokojnie już powiedziała Kitsune. Czerwonowłosa przytaknęła
— Ciekawa sprawa, wróćmy do Soul Society i złóżmy raport, Arrancar i tak już nie żyje, a jeśli nawet to nic się nie stanie jak zabije Satoru. — przemówiła głośno Akane otwierając bramę do Seireitei.
— Czy ty zawsze musisz tak trzymać się protokołów? — zapytała brunetka.
— Podoba mi się stanowisko kapitana i wolałabym je zachować… Yoshirō, idziesz czy chcesz zabawić się z Arrancarem? — brązowooki wystraszył się i uciekł przez bramę w uporządkowanym pośpiechu. Przechodząc przez bramę Mizuki szepnęła do Akane.
— Wyluzuj.
Przeszły przez bramę. Zobaczyły, jak jakaś osoba spada bardzo szybko. Shizuka złapała ją — to była Tsuki.
— Co jest z wami? Wszyscy od nie wiadomo kogo obrywacie — powiedział zirytowana.
— U-u… Uciekaj… Przed… Kuroi Kisamą… — powiedziała konającym głosem Nabosaki.
Skąpo ubrana dziewczyna rzuciła się z mieczem w ich stronę.
— Ha… Nabosaki, co jest?! Parę bęcków i padasz?! Kocham normalnie to! Ciągle pada, desperacko i na przekór wszystkim moknę! — powiedziała swym idiotycznym głosem.
— E? To twoje Zanpakutō? — zaśmiała się Akane — Takie coś mogę wykończyć palcem.
Chciała wymachnąć mieczem do Kuroi Kisamy, ale coś ją odepchnęło na kilka metrów, na szczęście zablokowała ten cios. Oczom dziewczyny ukazała się postać, która wręcz opanowała jej serce. Shizuka miała jedną smutną wadę, serce jej było niestałe i byle mężczyzna był w stanie zawrócić jej w głowie. Ten był akurat w jej typie. W ustach trzymał papierosa, oczy miał niebieskie, włosy zaś czerwone niczym płomień. Różnił się ubiorem od do tej pory spotkanych Zanpakutō, nosił garnitur przystrojony kwiatem i księgę w ręce. Do tego ta szatańska aura otaczająca go. Tajemniczy zbliżył się do Shizuki i spojrzał na nią z góry.
— Miło Cię widzieć… Jigoku no Hi… — wytarła odrobinę krwi z kącika ust. Nawet nie zauważyła kiedy została zraniona. Nie dało się nie poznać własnej katany. — Skoro już tu jesteś to powiedz mi, co jest… — przerwało jej uderzenie książką w twarz. Była zaszokowana. Nie oczekiwała ataku zwłaszcza w takiej postaci po swojej katanie. — Teraz przegiąłeś. — wyjęła miecz i spróbowała uwolnić Zanpakutō. Logika jednak nakazywała jej twierdzić, że to nic nie da, w końcu skoro Jigoku no Hi stoi przed nią, to nie będzie go w mieczu. Sprawnym ruchem ręki wytrąciła mu książkę z ręki. Wyglądali jak dwoje droczących się dzieci… Szkoda tylko, że nieco brutalnych.
Mizuki chciała ruszyć na pomoc Shizuce. Jakaś kobieta krzyknęła do niej.
— Bądź uważniejsza! Orient! — od razu zaatakowała, Kitsune zablokowała atak.
— To ty, Yukianesa?!
— Ha, a nie widać? Mój ty Kapitanku! — próbowała atakować, ale Mizuki z trudem blokowała. — Pajęcza sieć! — Kitsune została przyciśnięta do budynku, jednak uwolniła się z trudem przed natarciem jej Zanpakutō.
— O-co-tu-do-cholery-chodzi?! — mówiła z przerwami przez ataki. — Jestem twoją panią! Nie atakuj mnie!
— Moim panem jest Muramasa, a nie jakiś Shinigami! — to samo powiedział Jigoku no Hi.
— Kto, kurwa?! Co wy pierdolicie?! Jaka Musasasa?! — krzyknęła Shizuka starając się uwolnić z ognistej pułapki stworzonej przez falę ognia. Bez Zanpakutō była jak bez ręki, na dodatek jej przyjaciółka obrywała. W końcu użyła zaklęcie Kidō, aby zgasić w jednym miejscu płomienie i uwolnić się. Używając Shunpo zbliżyła się do Mizuki.
— Czy to jakiś bunt, do cholery?! — krzyknęła Kitsune.
Odpowiedź była aż nazbyt przerażająco oczywista.
— Mizuki… Nie chcę tego mówić, ale… uciekamy! — krzyknęła do brunetki czerwonooka i rzuciła się do ucieczki.
— Nie wiem jak ty, ale ja na razie wolę się gdzieś schować i obmyślić plan działania. Jest źle… Ciekawe, czy reszta ma taki sam problem.

niedziela, 21 marca 2010

Rozdział 1, część 5, odcinek 5

Sōkyoku, halabarda stworzona do zabijania. Dziś na egzekucję czekała Rukia Kuchiki. Oddała swą moc Ichigo i teraz czeka ją śmierć. Czy postąpiła dobrze? Przymknęła lekko oczy i czekała. Nagły huk sprawił, że znów spojrzała przed siebie. Wszędzie widziała dym. Przed nią pojawiła się rudowłosa postać — Ichigo. Zniszczył szybko Sōkyoku, po czym wziął na ręce Rukię i rzucił stojącemu na ziemi Renjiemu. Czas gonił. Oboje chcieli uwolnić czarnowłosą. Abarai biegł czym prędzej w bezpieczne miejsce. Wydawało się, że uda się ją uratować. Aizen jednak miał inne plany. Sōsuke pojawił się nagle obok zniszczonego Sōkyoku. Tōsen zagrodził drogę Renjiemu i Rukii. Przeteleportował ich znowu na miejsce egzekucji. Aizen miał ze sobą coś dziwnego, założył to na rękę. Wbił w klatkę piersiową Rukii. Po chwili wydobył dziwny kryształ.
— Nie wiedziałam, że Hōgyoku jest takie małe — rzekł Aizen — Ale to nic. — pstryknął palcami, przez co wezwał grupę Gillianów, którzy oświecili ich ochronnym światłem. Przybyła Mizuki i Natsume. — Na pożegnanie zostawię wam mały prezent. — Nagle przybyło kilkanaście Adjuchasów.
Nie była by możliwa współpraca między dziewczynami gdyby nie spojrzały porozumiewawczo na siebie. Tak jakby przekazywały sobie plan ataku. Mizuki nie miała zamiaru się bawić, podobnie jak Natsume. Od razu uwolniły formy Shikai i zaczęły siekać Hollowy. Każdy atak wykonywały z należytą gracją i skutecznością. Wydawałoby się, że są jednymi z grona kapitanów a jednak były zaledwie trzecie. Ogół Shinigami uważał, że Kitsune jest silniejsza od Iwakury gdyż posiadała Bankai. Coś takiego u trzeciego oficera było niezwykłe. O Bankai Natsume wiedziała zaś jedna tylko osoba w Soul Society — Amaya Hikari z która często trenowała. Natsume wykazywała się w stosunku do niej ogromnym zaufaniem. W momencie, kiedy ją nim obdarzyła utraciła część opinii o samej sobie. Jednak ufała komuś. Może nie tylko Hikari, ale też innym? Czerwonowłosa ukrywała się ze swoim Bankai jednak powodu takiego działania nie znał nikt. Mizuki była bardziej otwarta, dumna z posiadania Bankai, chciała by wszyscy o tym wiedzieli. Nie tylko o tym. Jeżeli chciałeś by wszyscy o czymś wiedzieli — powiedz o tym Mizuki. Sytuacja robiła się napięta. Miało być kilku Hollowów, a pojawiało się ich coraz więcej i więcej. Kitsune uwolniła Bankai. Jej szybkość diametralnie wzrosła. Odbiła się mocno od ziemi i użyła jednego ze swych ataków. Z nieba prosto na wrogów począł spadać lodowy deszcz. Wydawałoby się to zakończeniem — nie tylko 3. oficer walczyły — jednak pojawiły się trzy Vasto Lorde. Wszyscy w Soul Society ruszyli do ataku. Pojawiła się także Amaya, która uwolniła Bankai Murasaki no Akumu Kageyoshi.
Gdzieś w pobliżu Natsume z Hollowami walczył kapitan Hitsugaya. Był wycieńczony walką z Aizenem, a teraz jeszcze to. Z każdej strony atakowały go Hollowy, mimo uwolnienia Bankai nie mógł sobie z nimi poradzić. Był utalentowany — to prawda, ale był też młody i nie posiadał wiele doświadczenia. W pewnym momencie upadł. Jeden z pustych przyszykował się, by zadać ostateczny cios. Natsume musiała coś zrobić.
— Bankai! Akuma no Hi! — uwolniła swoje Bankai, ogromna ilość reiatsu otaczała ją. Zawsze cieszyło ją, że gdy uwalniała Bankai stawała się szybsza. Dzięki temu w ostatniej chwili pojawiła się obok swego Kapitana i zablokowała cios Hollowa, po czym zabiła wrogów wokół siebie. — Cholera… — pomyślała czerwonowłosa.
Wszyscy widzieli jak uwolniła Bankai. Teraz długo skrywany sekret wyszedł na jaw. Nie było co stać i narzekać, nie czekając dłużej zabrała swego Kapitana do baraków 4. Dywizji. Mizuki zajęła się jednym Vasto Lorde, lecz drugi pędził do ataku, ale padł na ziemię — Suì-Fēng swoim Suzumebachi użądliła go dwa razy w to samo miejsce. Mizuki używała różnych wyskoków, kopów i innych, byle by pokonać Hollowa. Udało się po chwili.
— Czy to jest twoje Bankai, Kitsune?
— Oczywiście, kapitan Suì-Fēng — odpowiedziała.
— Interesujące…
Pojawił się Kapitan Głównodowodzący.
— Gdzie jest Sōsuke Aizen? — zadał pytanie swym starczym głosem.
— Uciekł, razem z Ginem Ichimaru i Kaname Tōsenem — odpowiedziała Mizuki.
— Niedobrze, zostaliśmy zdradzeni i straciliśmy trzech kapitanów — powiedział i oddalił się.

Po godzinie było zebranie kapitanów. Mizuki, Natsume i Amaya czasami podsłuchiwały takie zebrania, tym razem też. Kapitan Głównodowodzący nadal ciągnął zebranie.
— Jakoby, że straciliśmy troje kapitanów, myślę, że znaleźliśmy godnych następców. — wezwał wtedy Piekielnego Motyla. — Kitsune, Iwakura, Hikari, jesteście pilnie wzywane na zebranie kapitanów. — Motyl nie odfrunął daleko, one także nie miały zbyt długiej drogi do przejścia.
— Tak jest Kapitanie Głównodowodzący! — powiedziały chórkiem i uklęknęły.
— Podejdźcie do mnie — rzekł, wykonały rozkaz. — Wiecie o tym dobrze, że nie mamy już trzech kapitanów. Podczas walki z hordą Hollowów pokazałyście swoje wysokie umiejętności przez możliwość pokonania w pojedynkę silnych osobników. Dlatego razem z kapitanami zadecydowaliśmy, że zajmiecie trzy wolne pozycje. Natsume Iwakura, zostałaś przydzielona do 3. Dywizji, Amaya Hikari, 5. Dywizja, a ty, Mizuki Kitsune, 9. Dywizja. — dziewczyny nie wierzyły w jego słowa, myślały, że to jakiś żart.
— Kapitanie Yamamoto… To zaszczyt, że uznał nas Kapitan za godnych tej pozycji — powiedziała Kitsune i ukłoniła się. Hikari i Iwakura zrobiły to samo.
— Kapitanie Głównodowodzący… Chciałabym ujawnić coś ważnego. Czy mogę oznajmić to teraz, w tym momencie? Sądzę, że to ważne. — zapytała Iwakura.
— Udzielam ci głosu — powiedział Yamamoto, jak zwykle z kamienną twarzą.
— Od pewnego czasu byłam tutaj na tajnym zadaniu, które dostałam od Centrali Czterdziestu Sześciu. Natsume Iwakura to był pseudonim, który wraz z zadaniem stał się moim przybranym imieniem. Moje prawdziwe nazwisko brzmi Shizuka Akane. — wszyscy byli zdziwieni, oprócz Kapitana Głównodowodzącego.
— Wiem o tym nie od dziś. — Natsume, a może raczej Shizuka, nie była pewna czy Głównodowodzący kłamie, by nie przyznać się do błędu, czy mówi prawdę. Bardziej prawdopodobną była jednak ta druga wersja. Yamamoto wiedział wiele i jeszcze więcej, i pewnie tak jak Czterdziestu Sześciu miał wszędzie swoje wtyki.
— Co to było za zadanie? — zapytał Kyōraku.
— To tajne, mimo iż Centrala nie istnieje, obowiązuje mnie tajemnica.
— W takim razie byłaś szpiegiem. W związku z tą okolicznością sądzę, że nie nadajesz się na kapitana — odezwał się Byakuya Kuchiki.
— Kapitanie Kuchiki, rozumiem, co masz na myśli, jednak mylisz się. Jeżeli podejmiecie decyzję, że nie mogę objąć stanowiska kapitana, to pogodzę się z tym. Nie sądzę jednak, by moje zadanie powierzone przez Czterdziestu Sześciu miało być powodem, dla którego miałabym kapitanem nie zostać.
— Decyzja została podjęta. Zarówno Kitsune, Hikari jak i ty Akane obejmiecie stanowiska kapitanów — przemówił Yamamoto powstrzymując możliwą kłótnię. — Dzisiejsze posiedzenie jest zakończone. Rozejść się!
Obie dziewczyny ukłoniły się nisko i podziękowały. Na ich twarzach widać było radość i dumę. Po wyjściu z sali, w której przebywały, Shizuka szepnęła: „trzeba to opić”.

niedziela, 7 lutego 2010

Rozdział 1, część 4, odcinek 4

Od razu, gdy przyszła do Kitsune, zadała pytanie.
— Nie sądzisz, że powinnyśmy iść po rozkazy do Głównodowodzącego?
— No, oczywiście, zanim łaskawie odpowie… Poszukajmy intruzów, może będziemy miały szczęście i dorwiemy kogoś — odpowiedziała Mizuki.
Gdy wyszły z mieszkania wyczuły bardzo wysokie reiatsu.
— To jest chyba Zaraki… — powiedziała Kitsune — Tylko on ma takie zabójcze reiatsu. Chodźmy tam.
Obie najszybciej jak mogły ruszyły w kierunku, z którego wyczuwały reiatsu. Z każdą chwilą wydawało się być coraz większe. Potężne, ale i przytłaczające wręcz.
— Słyszałaś to? — zapytała Natsume zatrzymując się na chwilę.
— Coś się wali.
— Bardzo duże coś… — ostrożnie, ale nie zmieniając szybkości pobiegły dalej. Wskoczyły na dach jakiegoś budynku i obserwowały jak wszystko wokół nich się wali w ogniu walki.
— Porucznik Yachiru, co się dzieje? — zapytała zaintrygowana Iwakura, podczas gdy Mizuki przyglądała się temu, co działo się na dole.
— Ken-chan dobrze się bawi — odpowiedziała radośnie różowowłosa.
— Aż za dobrze — stwierdziła w myślach czerwonowłosa.
— Natsume… To ten, kurwa… Przecież ja go zabiłam… Powinien utracić wszystkie moce! To jest jakieś pojebane! — krzyczała Mizuki.
— Spokojnie… Kenpachi wszystkim się zajmie.
— Ale wiesz, że jakbym ja tego pacana zabiła, to by było inaczej, a jak Zaraki to jest inaczej?
— Wiem.
Dziewczyny obserwowały walkę. Ichigo w pewnym momencie zaczął uciekać. Kenpachi go gonił.
— Hej! Co jest?! — krzyknęła Natsume widząc, jak jakaś osoba wręcz porywa rudzielca.
— Widziałaś to!?
— No jasne, wiesz kto to był?!
— Nie mam pojęcia, idziemy za nim! — postanowiła Mizuki.
Przed długi czas ścigały dwoje osobników jednak na marne. Wkrótce i tak uciekli.
— Cholera, cholera, cholera! — krzyczała brunetka — Nie wiem, kto mu pomagał, ale musimy zabić ich oboje.
— Myślę, że powinnyśmy kogoś o tym powiadomić.
— Powinnyśmy ich szukać!
— Jeśli poinformujemy o tym kapitanów, to na pewno zorganizują więcej ludzi do poszukiwań. Tak będzie lepiej. Jeśli teraz będziemy ich szukać, to tylko zmęczymy się poszukiwaniami, a jak przyjdzie do walki to będziemy zbyt wyczerpane. Sama widziałaś, że ten gość jest silny!
— Dobra, ale jak tylko będzie coś wiadomo, od razu wyruszam. — Natsume uśmiechnęła się.
— Ja idę zagadać do Kapitana.
— No idź już, bo ci ucieknie! Hah! — zakończyła rozmowę Mizuki.
Iwakura zmierzała do baraków 10. Dywizji, coś jednak ją zaniepokoiło.
— Kapitanie… — nagły wzrost reiatsu Tōshirō zmusił Natsume do wyruszenia w kierunku Centrali Czterdziestu Sześciu.
Jej oczom ukazała się walka pomiędzy Hitsugayą a Aizenem. Dziewczyna nie mogła uwierzyć. Jej kapitan uwolnił formę Bankai. Coś stanowczo było nie tak. No i co tam robił Aizen? Przecież on był martwy! Wszyscy widzieli jego martwe ciało! Widok Daiguren Hyōrinmaru był jednym z niepowtarzalnych — Natsume uważała, iż Hyōrinmaru wraz z Yukianesą były najpiękniejszymi lodowymi Zanpakutō w Soul Society. Nie miała jednak czasu, aby podziwiać piękno Zanpakutō. Obaj kapitanowie wyraźnie się kłócili i bynajmniej nie były to żarty. Hitsugaya przygotował się do ataku i z całą siłą ruszył na Aizena. Natsume miała zaledwie ułamki sekundy, uwolniła Shikai, aby zwiększyć swoją szybkość i użyła Shunpo.
— Tōshirō! — krzyknęła i objęła go mocno zatrzymując przed atakiem. Chłopak był wyraźnie zaskoczony.
— Iwakura odsuń się, co ty sobie wyobrażasz!
— Nie! Zostaw go, sprowadzisz tylko na siebie kłopoty!
— Odsuń się!
— Przestań! Widać, że jesteś już zmęczony tą walką, chcesz zginąć!?
Dziewczyna miała rację. Walka nie trwała kilka sekund, a już kilkanaście minut. Czym był Aizen? Nie miał nawet jednego zadrapania. Natsume wyraźnie się bała. Pierwszy raz sprzeciwiła się kapitanowi, nazwała go po imieniu i na dodatek niechcący zasugerowała, że jest słaby. — Jeśli coś Ci się stanie, to co zrobimy? Ja, Matsumoto, cała 10. Dywizja.
— Iwakura… — szepnął Tōshirō.
Natsume prawie się rozpłakała, kompletnie nie mogła nad sobą zapanować, przecież białowłosemu nic nie groziło, a tak się o niego bała. Aizen przyglądał się z dystansu całemu zajściu i śmiał w wyjątkowo denerwujący sposób, po czym używając Shunpo pobiegł do Ichimaru.
— Żegnaj, Hitsugaya… Iwakura… — powiedział zadowolonym głosem i teleportował się z Ginem na miejsce gdzie odbywała się egzekucja Rukii Kuchiki.

czwartek, 4 lutego 2010

Rozdział specjalny 1

Party

W mile urządzonym pokoju siedziały Natsume i Mizuki, panowała złowieszcza cisza. Tylko czekać, aż wydarzy się nieszczęście. Mizu spojrzała podejrzanie na Natsu.
— Tylko nie mów, że masz plan…
— Mam.
To był wstęp do apokalipsy według Natsume Iwakury w oparciu o zeznania Mizuki Kitsune.
Po wypowiedzeniu w wyjątkowo tajemniczy sposób słowa „mam”, Natsume poderwała się z fotela, na którym siedziała, przewracając zarówno fotel jak i siebie. Dogorywając na podłodze jęczała:
— Moje kolanoooo!
Mizuki nie mogła wyjść z głębokiego stanu zdziwienia. Wstała z sofy, by pomóc wstać przyjaciółce. Już wyciągnęła rękę w jej stronę, gdy nagle potknęła się o kawałek dywanu. Znów panowała cisza, dziewczyny leżały na podłodze z niezadowolonymi minami przyglądając się sobie.
— Mój plan jest straszny — rzekła Natsume z diabelskim uśmiechem.
— Ale jaki to plan?
— Zły, okrutny, nieprzewidywalny, wprowadzający zamieszanie w całym Soul Society.
— No ale o co w tym planie chodzi?!
— Zobaczysz. — pozostawiając przyjaciółkę w niewiedzy i niepohamowanej chęci dowiedzenia się, o co chodzi, wybiegła ze swojego mieszkania. Mizuki pobiegła za nią, nie mogła przegapić realizacji przez Natsume jej złowieszczego planu. Wybiegła tuż za nią, a że dzień nie należał do najszczęśliwszych, oberwała zamykającymi się drzwiami i upadła na podłogę.

— Ohayō, Natsume. Coś się stało? Czemu jesteś taka poobdzierana? — zapytał Izuru Kira.
— Ohayō, potknęłam się. Jest sprawa.
— O co chodzi?
— Masz jeszcze to sake na zbyciu?

— Ej! Natsume, czekaj, do kurwy!
— O, Mizuki.
— No wow, co to jest za plan?
— Zobaczysz, idź do Iwao Hisao i zapytaj czy może zarezerwować jakąś wolną salę.
— Iwao Hisao? Ha-ha!
— Tak, ten od spermy, idź do niego i się zapytaj.
— Nie! Jeszcze się syfem zarażę! Ha-ha!
— LOL, najwyżej cię obleje spermą, nie martw się.
— No jasne, nie martw się.
— A idź, ja muszę się skontaktować z Yoshirō.
— Po co?
— He-he, tajemnica. — po tych słowach, Iwakura uciekła 3. oficer i pobiegła szukać Yoshirō Satoru.

— Hejka, Satoru.
— No nie, czego znowu chcesz?! — powiedział załamany widząc jeden z koszmarów swego życia, drugim bowiem była Mizuki Kitsune.
— Masz tutaj magiczną karteczkę. — dziewczyna podała chłopakowi całkiem spory i ciężki zwój. — Skontaktuj się z osobami z listy i zaproś je pod adres wskazany na samym dole. — bez słowa dalszych wyjaśnień, zniknęła za rogiem jednego z budynków.
— O! Yoshirō! Widziałeś może Kisuke?!
— Tylko nie to… — pomyślał Satoru widząc Tsuki Nabosaki.
Jak zawsze zadowolona, skretyniała i zakochana po uszy w Uraharze krzyczała do ucha okularnikowi. Rzuciła się na jego długą, chudą szyję, a on usilnie próbował ją z siebie zrzucić. Bez skutku. Oplatała go jak jakiś wąż i nie pozwalała się zrzucić. Satoru był zdesperowany. Nic się już nie liczyło bardziej, niż pozbycie się pasożyta. Skakał, biegał, uderzał nią o ściany, wołał o pomoc. Na nic się to zdało.
— Silna — pomyślał, w ostateczności wskakując do gnojownika z nadzieją, że będzie to dla niej obrzydliwe i ucieknie. I to nie pomogło, w końcu krzyknął: — Widziałem go ostatnio w towarzystwie Kitsune i Iwakury! — cóż, najlepiej było zrzucić problem na swoich „przyjaciół”.

Mizuki nieco zestresowana szła na pole treningowe, gdzie stał Iwao Hisao i próbował nauczyć się nowego ataku. W ostateczności wycelował swoim Zanpakutō w drzewo.
— Homoseksualista, Awa Odori! — krzyknął.
Nie byłoby problemu, gdyby tylko struga nasienia, którym posługiwało się jego Zanpakutō, rzeczywiście trafiło w drzewo, a nie w 3. oficer, która w ostatniej chwili zasłoniła się techniką Kidō. Z odrobinom zażenowania i rozbawienia przemówiła:
— Oficer Iwakura pyta, czy możesz zarezerwować dla niej jakąś wolną salę.
— Dużą? — odpowiedział przerażony Iwao.
— Jak ją znam to pewnie tak, bardzo dużą.
— Na kiedy?
— Nie wiem, nie powiedziała. Załatw na dziś.
— Tak jest!
Kiedy sprawa była już załatwiona, Kitsune oddaliła się w uporządkowanym pośpiechu z miejsca treningu Hisao.

Nadszedł wieczór. Iwakura, która doskonale zaplanowała całą operację, uzgodniła ostatnie szczegóły z Izuru, Hisagim, Satoru i Hisao. Zaproszone przez 6. oficera Yoshirō osoby, powoli wchodziły do ogromnej, wystrojonej sali. Sporo było w niej stołów, duży bar, scena oraz miejsce do tańczenia. Sprzęt używany podczas różnych spotkań został użyty także wtedy. Po sali rozchodziła się przyjemna muzyka. Ludzie kierowani przez Megumi Mai siadali na wyznaczonych miejscach. Nagle światło zgasło. Jedna z lamp oświetliła miejsce na scenie gdzie stała Iwakura.
— A teraz drodzy przyjaciele, panie, panowie, Kapitanowie, Porucznicy, oraz Oficerowie, zapraszam do wspólnej zabawy prowadzonej przez… Mizuki Kitsune! — brunetka siłą została wepchnięta na scenę przez Shinju i Amayę. — Jedzcie, pijcie i bawcie się dobrze. Wszystko na mój koszt! — nikt nie rozumiał, o co chodzi.
Rzeczywiście, w Soul Society zapanował drobny chaos. Ludzie zewsząd byli zbierani do ogromnej wręcz izby. Podstępem przetransportowano tam również Byakuyę Kuchiki, który ku zdziwieniu prawie wszystkich, spał. Tylko Iwakura i Hiroki wiedzieli dlaczego. To oni bowiem przenieśli Kapitana do sali.
Po kilku godzinach, zebrani byli już nieźle wstawieni. Sake, które przynieśli Kira i Hisagi, bardzo dobrze pasowało zebranym. Rozpoczęły się tańce, krzesła się przewracały, kto miał słabszą głowę powoli odlatywał. Mizuki trzymała się blisko Renjiego, zaś Natsume siłą woli usiłowała opanować wymykającą się spod kontroli zabawę, jednocześnie nie oddalając się zbytnio od Kapitana Hitsugayi, który starał się uciec z imprezy niezauważony. Byakuya wciąż spał, jednak powoli dawał oznaki życia. Pech chciał, iż usadzono go naprzeciwko drzwi. Otworzyły się ona z hukiem, tak jak i przy ostatnim spotkaniu, i tak jak wtedy wpadła przez nie Tsuki Nabosaki. Atrakcja wieczoru.
— Iwakura! Kitsune! Gdzie one są! — zdenerwowana pobiegła przed siebie potykając się o nogę jednego z gości i wpadając prosto na stół.
Obrus zaczął ciągnąć się za nią, a torty i ciasta spadły prosto na budzącego się Kapitana Kuchiki. Jego twarz wyrażała gniew, irytację i rządzę zemsty. Jak ona mogła… Niezwykle szybko poderwał się z krzesła, na którym go pozostawiono, jednak szybko usiadł na nim z powrotem. Środek odurzający, który stworzył Mayuri dla Hirokiego, był wyjątkowo silny, a kiedy jego ofiara się budziła, stan jego umysłu był niczym po 10-dniowej libacji. Wszystko, co próbował powiedzieć Kapitan, stawało się tylko niezrozumiałym bełkotem, cudem dającym się usłyszeć. Nabosaki skorzystała z okazji i zbiegła ze stołu trafiając prosto w sidła Amayi i Shinju. One już wiedziały, co z nią zrobić. Nikt już nie mógł jej uratować. No, może z wyjątkiem nieszczęsnego Kisuke, który właśnie ewakuował się z sali. Trudno zrozumieć, czemu tak obawiał się własnej narzeczonej. Natsume i Mizuki pozostawiły tą sprawę dziewczynom. Nie miały teraz czasu na bawienie się z dzieciakiem takim jak ona.
— Ej, Natsume.
— Co?
— Jesteś pewna, że Bakoma jest nawalony?
— Powinien. A co? — oczom Iwakury ukazał się nadal nieco oszołomiony, ale świadom wszystkiego co, dzieje się dookoła, Byakuya. Zło w czystej postaci. Mimo iż lekko się jeszcze chwiał, starał się to zatuszować.
— O kurwa… Chyba wytrzeźwiał. Kto by pomyślał, że ten specyfik będzie tak krótkotrwały.
Trzeba było wymyślić coś na poczekaniu. Bakoma to Bakoma, ale przecież nadal był człowiekiem! Niemożliwe, by następnego dnia coś pamiętał. Panie spojrzały na siebie porozumiewawczo i podbiegły do Byakuyi. Jedna złapała go za jedno ramię, druga za drugie. Mizuki zaczęła mówić.
— Kapitanie, właśnie chciałyśmy powiedzieć, że przynieśli pana tutaj kosmici — mówiła słodko.
— Powiedzieli, że zaatakował Kapitana Iwao Hisao i Yoshirō Satoru — kontynuowała Natsu.
— Później Nabosaki obrzuciła Kapitana tortem i groziła śmiercią za uwodzenie Kisuke Urahary! — dziewczyny kłamały jak tylko mogły i wciskały mężczyźnie co dziwniejsze bzdury.
W ostateczności postanowiły wkręcić ciągle odurzonego Kapitana do zabawy. Działały szybko, w końcu trzeba było wcisnąć z Bakomę tyle sake, aby był na chodzie, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi. Bakuś jednak nawet po powtórnym użyciu trucizny trzymał się całkiem nieźle i trzeźwiał coraz szybciej. Bronią ostateczną był przechowywany przez Iwakurę spirytus. Porządny, rosyjski, zakupiony w Polsce i nierozcieńczony. Skrzynek było około 10. Przeciętny osobnik wymiękł, by po kilku kieliszkach jednak istniało podejrzenie, że Byakuya nawet po 10. skrzynkach byłby trzeźwy. Na szczęście były też resztki trucizny Mayuriego. Goście zostali poproszeni o zajęcie miejsca przy stole. Zgodzili się jednak niechętnie. Kapitanowie zajęli miejsca obok Byakuyi. Widok był zdumiewający. Śpiewający Kapitanowie wmuszający kolejne kieliszki spirytusu w Bakomę, którego twarz robiła się coraz czerwieńsza.
— Nie ma to jak spirytus! — powiedziała z uznaniem Mizuki.
— Właściwie… to ja wypiłam zaledwie trochę sake i kieliszek spirytusu…
— Ktoś to musi kontrolować chyba, ha-ha! — krzyknęła Kitsune.
To był fakt niezbity. Imprezka rozkręciła się na 100%, kiedy Kuchiki dorwał się do mikrofonu i zaczął śpiewać, podskakując przy tym w rytm muzyki. Ograniczenia alkoholu, jakie nałożyły na siebie przyjaciółki oficjalnie zostały zdjęte. Od razu porwały po butelce 100% trunku i przyłączyły się do zabawy.
Dźwięk głośnej muzyki i radosnych krzyków dotarł do uszu poczciwego starca czytającego książkę z zamkniętymi oczyma. Zamknął księgę z drobnym trzaskiem i położył na stoliku. Podszedł do drzwi, przy których stała staromodna laska z kręconymi włosami. Od razu, gdy ją wziął, przybrał na prędkości i sile.
Po raz kolejny drzwi do izby, w której trwała zabawa, otworzyły się z hukiem. Każdy sądził, że Nabosaki znów poszukuje Kisuke, albo co gorsza przyprowadziła „Czada”, emo Ishidę i cycatą Orihime. Jakież było zaskoczenie, gdy zobaczyli wyłaniającą się z opadającego kurzu postać. Starzec robił kolejne kroki do przodu ciągle potykając się o długaśną siwą brodę. Otworzył oczy (!) i zmierzył wzrokiem pijane towarzystwo
— Kapitan Głównodowodzący…!
— Shigekuni-chan, napijesz się?… Hic! — wskazał na trzymaną w ręku butelkę uśmiechając się Kyōraku.
— Jesteś spoconaaaa… Hic!
— Kuchiki Taichō… — wyszeptał pod nosem zaskoczony, oburzony, zniesmaczony i wkurwiony na maksa Yamamoto. Granica została przekroczona. Starzec jął w dłoń swą pałowatą laskę z kręconymi włosami i przewrócił stoły. — Wszyscy jak tu jesteście macie to posprzątać! Kapitanów chcę widzieć rano na spotkaniu! — wyszedł ze zdemolowanej izby i zniknął. To niby był koniec imprezy, ale dopóki Byakuya śpiewał, nie mogło się to zakończyć.