Od razu, gdy przyszła do Kitsune, zadała pytanie.
— Nie sądzisz, że powinnyśmy iść po rozkazy do Głównodowodzącego?
— No, oczywiście, zanim łaskawie odpowie… Poszukajmy intruzów, może będziemy miały szczęście i dorwiemy kogoś — odpowiedziała Mizuki.
Gdy wyszły z mieszkania wyczuły bardzo wysokie reiatsu.
— To jest chyba Zaraki… — powiedziała Kitsune — Tylko on ma takie zabójcze reiatsu. Chodźmy tam.
Obie najszybciej jak mogły ruszyły w kierunku, z którego wyczuwały reiatsu. Z każdą chwilą wydawało się być coraz większe. Potężne, ale i przytłaczające wręcz.
— Słyszałaś to? — zapytała Natsume zatrzymując się na chwilę.
— Coś się wali.
— Bardzo duże coś… — ostrożnie, ale nie zmieniając szybkości pobiegły dalej. Wskoczyły na dach jakiegoś budynku i obserwowały jak wszystko wokół nich się wali w ogniu walki.
— Porucznik Yachiru, co się dzieje? — zapytała zaintrygowana Iwakura, podczas gdy Mizuki przyglądała się temu, co działo się na dole.
— Ken-chan dobrze się bawi — odpowiedziała radośnie różowowłosa.
— Aż za dobrze — stwierdziła w myślach czerwonowłosa.
— Natsume… To ten, kurwa… Przecież ja go zabiłam… Powinien utracić wszystkie moce! To jest jakieś pojebane! — krzyczała Mizuki.
— Spokojnie… Kenpachi wszystkim się zajmie.
— Ale wiesz, że jakbym ja tego pacana zabiła, to by było inaczej, a jak Zaraki to jest inaczej?
— Wiem.
Dziewczyny obserwowały walkę. Ichigo w pewnym momencie zaczął uciekać. Kenpachi go gonił.
— Hej! Co jest?! — krzyknęła Natsume widząc, jak jakaś osoba wręcz porywa rudzielca.
— Widziałaś to!?
— No jasne, wiesz kto to był?!
— Nie mam pojęcia, idziemy za nim! — postanowiła Mizuki.
Przed długi czas ścigały dwoje osobników jednak na marne. Wkrótce i tak uciekli.
— Cholera, cholera, cholera! — krzyczała brunetka — Nie wiem, kto mu pomagał, ale musimy zabić ich oboje.
— Myślę, że powinnyśmy kogoś o tym powiadomić.
— Powinnyśmy ich szukać!
— Jeśli poinformujemy o tym kapitanów, to na pewno zorganizują więcej ludzi do poszukiwań. Tak będzie lepiej. Jeśli teraz będziemy ich szukać, to tylko zmęczymy się poszukiwaniami, a jak przyjdzie do walki to będziemy zbyt wyczerpane. Sama widziałaś, że ten gość jest silny!
— Dobra, ale jak tylko będzie coś wiadomo, od razu wyruszam. — Natsume uśmiechnęła się.
— Ja idę zagadać do Kapitana.
— No idź już, bo ci ucieknie! Hah! — zakończyła rozmowę Mizuki.
Iwakura zmierzała do baraków 10. Dywizji, coś jednak ją zaniepokoiło.
— Kapitanie… — nagły wzrost reiatsu Tōshirō zmusił Natsume do wyruszenia w kierunku Centrali Czterdziestu Sześciu.
Jej oczom ukazała się walka pomiędzy Hitsugayą a Aizenem. Dziewczyna nie mogła uwierzyć. Jej kapitan uwolnił formę Bankai. Coś stanowczo było nie tak. No i co tam robił Aizen? Przecież on był martwy! Wszyscy widzieli jego martwe ciało! Widok Daiguren Hyōrinmaru był jednym z niepowtarzalnych — Natsume uważała, iż Hyōrinmaru wraz z Yukianesą były najpiękniejszymi lodowymi Zanpakutō w Soul Society. Nie miała jednak czasu, aby podziwiać piękno Zanpakutō. Obaj kapitanowie wyraźnie się kłócili i bynajmniej nie były to żarty. Hitsugaya przygotował się do ataku i z całą siłą ruszył na Aizena. Natsume miała zaledwie ułamki sekundy, uwolniła Shikai, aby zwiększyć swoją szybkość i użyła Shunpo.
— Tōshirō! — krzyknęła i objęła go mocno zatrzymując przed atakiem. Chłopak był wyraźnie zaskoczony.
— Iwakura odsuń się, co ty sobie wyobrażasz!
— Nie! Zostaw go, sprowadzisz tylko na siebie kłopoty!
— Odsuń się!
— Przestań! Widać, że jesteś już zmęczony tą walką, chcesz zginąć!?
Dziewczyna miała rację. Walka nie trwała kilka sekund, a już kilkanaście minut. Czym był Aizen? Nie miał nawet jednego zadrapania. Natsume wyraźnie się bała. Pierwszy raz sprzeciwiła się kapitanowi, nazwała go po imieniu i na dodatek niechcący zasugerowała, że jest słaby. — Jeśli coś Ci się stanie, to co zrobimy? Ja, Matsumoto, cała 10. Dywizja.
— Iwakura… — szepnął Tōshirō.
Natsume prawie się rozpłakała, kompletnie nie mogła nad sobą zapanować, przecież białowłosemu nic nie groziło, a tak się o niego bała. Aizen przyglądał się z dystansu całemu zajściu i śmiał w wyjątkowo denerwujący sposób, po czym używając Shunpo pobiegł do Ichimaru.
— Żegnaj, Hitsugaya… Iwakura… — powiedział zadowolonym głosem i teleportował się z Ginem na miejsce gdzie odbywała się egzekucja Rukii Kuchiki.