piątek, 23 kwietnia 2010

Rozdział 2, część 5, odcinek 10

Siedząca na kamieniu czerwonowłosa kapitan rozmyślała. W jej głowie pałętały się różne myśli związane z Soul Society. Martwił ją bunt Zanpakutō. Wróciła do miejsca pokonania Awa Odori i Kuroi Kisamy. Zostały po nich tylko złamane miecze w formie Shikai — w przypadku Kuroi Kisamy, były to jednak połamane grabie. Dziwne to było dla niej, wydawało jej się, że po nich zostaną tylko martwe ciała, a może raczej dusze. Pomyślała, że Mayuri może wszystko zbadać dokładnie. Zabrała złamane Zanpakutō i pobiegła przed siebie. Spotkała Mizuki po drodze.
— Shizuka? Co ty, kurwa, robisz? Po co ci te grabie? — spytała zdziwiona.
— To Kuroi Kisama i Awa Odori — odpowiedziała.
— Zaraz… Dlaczego są w formie Shikai i na dodatek złamane?
— Zauważyłam, że po zabiciu czyjegoś Zanpakutō, tyle zostaje.
— Ale wrócą?
— Nie wiem. Pójdź ze mną do Kurotsuchiego, niech on wszystko przebada — po tych słowach ruszyły.
Niestety, minęło parę minut i już dalej nie mogły iść. Powód? Yukianesa i Jigoku no Hi.
— Ach, jak pięknie. Nawet ty jesteś, Mizuki — powiedziała z radością Yukianesa, po czym wyciągnęła swój miecz.
— Nie przejdziecie dalej. Możecie nas odgonić tylko siłą — rzekł Jigoku no Hi.
— Rozumiem — rzekła Kitsune, która od razu ruszyła do ataku na swoje Zanpakutō.
Shinigami robiła świetne uniki, ale ataki już nie były takie dobre na to Zanpakutō. Wzmacniała swoje ataki Shunkō, Yukianesa gorzej sobie radziła.
— Hadō numer 58, Tenran! — wielkie tornado pochłonęło Zanpakutō. Jednak nagle zmieniło się w lód. — Jednak użyłaś Shikai.
— Taa… Jednak to nie koniec… Pożałujesz, że w ogóle próbowałaś atakować — powiedziała zmęczona i lekko poocierana. — Bankai! — zerwał się wielki mroźny wiatr, który oplótł miecz Yukianesy. Reiatsu było ostre.
— Teraz już wiem, co czują inni, gdy używam Bankai… — wyszeptała Mizuki. — Ona mnie zniszczy, jeżeli jej nie obezwładnię. — starała się unikać ataków jej Zanpakutō. Musiała ją czymś na razie słabszym unieruchomić — Bakudō numer 4, Hainawa!
— Co do…? — Yukianesa była zaskoczona — Dobrze wiesz, że łatwo to zniszczę. Jesteś za słaba, idiotko! — jej reiatsu rosło w siłę.
— Bakudō numer 63, Sajō Sabaku! — łańcuchy obwinęły Zanpakutō — Teraz się nie ruszysz. Najpierw ręce, teraz całe ciało. — Mizuki miała teraz czas. — Ty, który nosisz ludzkie imię i maskę z ciała i krwi! Który przybywasz pośród trzepotu skrzydeł! Wyryj znak Bliźniaczego Lotosu na ścianie błękitnego ognia! Czekaj otchłani wielkiego płomienia, szybując po odległym niebie! Hadō numer 73, Sōren Sōkatsui! — wielki podwójny płomień błękitnego ognia uderzył w Yukianesę. Mizuki miała wrażenie, że ją zabiła. Jednak okazało się, że nie. Stała z trudem na nogach.
— To jeszcze nie koniec… Shinigami… — mówiła ciężko.
— To jest koniec, twój — podeszła do niej i przebiła ją mieczem.
Rozprysła się wielka energia, a zamiast duszy jej Zanpakutō, został tylko miecz, który był w formie Shikai.
— Wątpiłam w twoją siłę. Jednak dawałaś sobie radę beze mnie — słychać było głos Yukianesy z miecza. — Jednak masz rację, takie blokowanie przeciwnika i dopiero atakowanie go jest irytujące.
— Zamknij się. Chyba teraz możesz do mnie wrócić, skoro cię pokonałam?
— Tak… — miecz zniknął.
Mizuki czuła reiatsu Yukianesy w swoim mieczu.

— Zawsze za nią łazisz? — zapytał z wrednym uśmiechem Jigoku no Hi, przyglądając się chwilkę, jak Yukianesa i Mizuki Kitsune krzyżują miecze.
— Heh, los sprawia, że zawsze jesteśmy razem. Jak na główne bohaterki przystało — odparła z lekką dumą i równie denerwująco wykrzywioną w uśmiechu twarzą.
— Zobaczmy, na co cię stać, jak szybko pochłoną cię ognie piekielne.
— Jedyną osobą, którą pochłonie dziś ogień, będziesz ty. W końcu wrócisz do swej pierwotnej formy — dziewczyna przygotowała się do ataku, mężczyzna najzupełniej w świecie ją zignorował. Wiedziała, że chce ją tym zdenerwować i jak najbardziej zgodziła się na to. Zaatakowała szybko, z wściekłością i całą siłą mięśni, jaką posiadała. Mimo to, jej Zanpakutō z łatwością zatrzymał atak swą książką i odepchnął katanę przeciwniczki.
— O? Czyżbyś miała zamiar się poddać?
— Po moim trupie! — znów zaatakowała.
Odbijała się od ścian ją otaczających niczym piłeczka i wciąż atakowała, bez przerwy.
— To się da załatwić… — szepnął do siebie czerwonowłosy, zamykając oczy.
Ciągle odbijał jej ataki. Widziała, że są one bezsensowne. Jej Zanpakutō było potężne, nie najsilniejsze, ale wiedziała, że z łatwością mogłaby pokonać niejednego kapitana w Soul Society. Walka z taką siłą była dla niej prawdziwym wyzwaniem i na pewno kłopotem. Wątpiła w swoje zwycięstwo. Zawsze polegała na sile swej katany, teraz jednak nie miała jej siły, która się od niej odwróciła i stanęła jej naprzeciw. Dziewczyna schroniła się za rogiem jednego z budynków. Chciała obmyślić jakąś strategię, podczas gdy mężczyzna czekał na atak. W końcu jednak musiało mu się to znudzić. Zniknął. Shizuka lekko się wystraszyła. Nagle otoczyły ją płomienie. Znów pojawił się przed nią Jigoku no Hi.
— Poddaj się — przemówił — To nie ma sensu. Nie wygrasz.
— Nawet jeśli nie mam szans… Nie poddam się. Nie mogę z tobą przegrać. Powstałeś z mojej duszy i teraz miałabym zginać od odzwierciedlenia siebie?
— Idiotka… — słysząc to, Akane tylko się zaśmiała. Przeszła od razu do silniejszych sztuczek. Kidō nie było jej mocną stroną, ale ponownie pozostało jej tylko ono.
— Hadō numer 88, Hiryū Gekizoku Shinten Raihō! — przypominająca Cero energia została wystrzelona przez dziewczynę w stronę Jigoku no Hi.
Sprawnie osłonił się tarczą płomieni. Mimo to powstała ona dość wolno, przez co cześć niszczycielskiej energii uderzyła w przeciwnika i odepchnęła go. Walka zaczęła się na serio. Podczas, gdy czerwonowłosy aktywował Bankai, i zamienił swój ogień na czarny, przepalający wszystko, do póki nie zostanie to zniszczone, zaczęła atakować kolejnym zaklęciem.
— Hadō numer 73, Sōren Sōkatsui! — bez przerwy uderzała błękitnymi płomieniami w zbliżające się z ogromną prędkością Zanpakutō.
Mężczyzna widać było, że nie przejmuje się zadawanymi ciosami, część z nich udało mu się zablokować potężną kosą. Zbliżył się do czerwonowłosej i zaatakował ją. Odskoczyła szybko, aby czarny płomień jej nie dotknął, jednak jej kapitańskie haori zajęły czarne płomienie. Szybko zrzuciła z siebie szatę i przygotowała się na następny atak. Piekielny zbliżał się znów do dziewczyny, ale tym razem spokojnie, powoli, nie było widać aby chciał zaatakować.
— Jesteś słaba. Od zawsze denerwowało mnie to, że ktoś taki jak ty jest w posiadaniu takiego Zanpakutō jak ja. Ciągle tylko robisz z siebie idiotkę albo nie wiadomo jak cudowną przed tymi wszystkimi słabymi śmieciami. Na dodatek to ciągłe zakochiwanie. Ile ty masz lat?! — ostatnie zdanie krzyknął głośno z rozczarowaniem i nerwami tuż przy ich granicy.
— Co!? Masz coś do mojego wieku?! Na dodatek gadasz o mnie jak o najgorszej, a co sam robisz?! Czyżbyś zapomniał, że jesteś stworzony z mojej duszy? Taki jak ja?
— Oj, nie zapomniałem. Ale jestem od ciebie lepszy pod wieloma względami. I na pewno nie jestem tak słaby jak ty…
— Śmieszne… Naprawdę mnie bawisz. Zobaczymy, czy będziesz taki doskonały i silny, kiedy ja również będę posiadać siłę równą tobie.
— Chyba chciałaś powiedzieć moją siłę. Ale to niemożliwe, Pan Muramasa nigdy na to nie pozwoli.
— Założymy się? — po jej policzku spłynęła łza. Sama nie wiedziała, dlaczego — Płoń! Jigoku no Hi! — nagle katana będąca zwykłym kawałkiem miecza zamieniła się w kosę.
— Niemożliwe — szepnął zszokowany Jigoku no Hi. — To nie jest możliwe… Jak to zrobiłaś?! Czym próbujesz mnie oszukać?! — krzyczał.
Shizuka nawet nie chciała odpowiadać, nie miała najmniejszej chęci.
— Bankai — powiedziała spokojnie, zamknęła oczy.
Szybko zmieniła płomienie na niebieskie i zaatakowała całą swoją siłą. Najpierw sprowadziła deszcz ognia, aby ograniczyć miejsca, w które jej przeciwnik mógłby uciekać, następnie zamachnęła się kosą, od której ostrza „wypłynęła” ogromna fala ognia przeciskająca się poprzez ciasne uliczki wysokich budynków zniszczonych przez walkę. Aby uniknąć ataków, czerwonowłosy podskoczył wysoko. Widząc to, jego właścicielka w miejscu, w którym był stworzyła słup ognia który pochłonął mężczyznę. Po pewnym czasie, na jej komendę płomienie zgasły. Na ziemi leżał zmęczony, prawie pokonany, u kresu sił Jigoku no Hi. Z powodu zaskoczenia, w które wprawiła go Shizuka, nie zdążył zadać żadnego ataku by się obronić, teraz zaś nie miał na to siły. Nieudolnie próbował się podnieść i podnieść leżącą nieopodal kosę — bez skutecznie. Dziewczyna spokojnie podeszła do niego i ponownie zaatakowała. Tym razem był to ostateczny cios. Przecięła czerwonowłosego w pół.
— Nadal sądzisz, że jestem słaba? Może i tylko dzięki tobie posiadam swój status. Ale ty jesteś mną. Moją siłą. Jesteśmy niczym jedno. Mówiąc, że jestem słaba, nie obrażałeś nikogo innego jak siebie. Fakt, jestem wredna, kochliwa i zachowuję się jak rozpuszczona nastolatka, ale sam wiesz, że to nie jest moja jedyna twarz — mówiła do umierającego powoli znikającego ciała swej katany. — Szkoda, że to się tak skończyło…
— Heh, zamknij się. Nie chcę tego słuchać. Pokazywanie mi, że masz sumienie nic ci nie da — zaśmiał się.
— Może… Ale na pewno je uspokoi… — szepnęła.
Ciało Jigoku no Hi zniknęło, pozostała tylko kosa, która także rozpłynęła się. Czuła reiatsu swojego Zanpakutō w swoim mieczu.

piątek, 16 kwietnia 2010

Rozdział 2, część 4, odcinek 9

— O kurwa… — szepnęła z niedowierzaniem Mizuki Kitsune — Jak to porwany?! To niemożliwe by ktokolwiek temu podołał!
— Nie wierzę, to jakiś żart?! — krzyknęła po Mizuki Shizuka.
— To nie jest żart. Na dodatek Zanpakutō nie zaprzestają ataków. Trzeba przenieść rannych do baraków 4. Dywizji, tylko te kwatery nie zostały jeszcze zniszczone — stwierdziła Kapitan Unohana delikatnym głosem pełnym rozwagi.
— Zgadzam się — poparł Ukitake.
— Póki jesteśmy tu wszyscy razem, musimy jak najszybciej opracować plan działania — wtrąciła Amaya Hikari, która niczym kot wyłoniła się z ciemności — Myślę, że powinniśmy wysłać część ludzi na poszukiwania Głównodowodzącego, im szybciej tym lepiej. Jako skład wybrałabym minimum czterech kapitanów i sześciu poruczników, oraz większą część oficerów od numeru trzeciego do piątego. Reszta powinna zająć się rannymi
— Zgadzam się z tobą, Amaya. Wyruszę na poszukiwania jako ochotniczka, jeśli nikt nie ma nic przeciwko — zadeklarowała Shizuka. Dręczył ją niepokój, ale dzięki nie mu znalazła w sobie ogromny skład odwagi i chęci do działania.
— Ja również — zawtórowała Kitsune, jak zawsze pewna siebie i zadowolona, że będzie mogła dzięki temu stoczyć walki z innymi Zanpakutō.
— Weźmy w takim razie naszych poruczników do pomocy, Akane pójdę z tobą, jeśli zostaniemy zaatakowani mamy większe szanse i walka będzie krótsza oraz łatwiejsza — odezwał się Tōshirō Hitsugaya swym mroźnym głosem, przez który czerwonowłosa nigdy nie mogła zaprzeczyć.
— Tak jest!
— Dobrze, Kapitanko Mizuki, potrzebujesz pomocy w poszukiwaniach? — zapytał z nutką nadziei w głosie Kyōraku. Mimo trudnej sytuacji Gotei 13, jak widać nadal trzymały się żarty.
— Nie trzeba, poradzę sobie — powiedziała z przekonującym tonem.
Nagle usłyszeli wybuch, zobaczyli palące się budynki Seireitei i niektóre zamrożone.
— Kurwa! Ktoś tam jest! Przecież budynki same się nie zapalają ani nie zamrażają! — powiedziała Kitsune i od razu ruszyła przed siebie używając Shunpo.
Gdy biegła, poczuła czyjąś obecność, odwróciła się za siebie. Postać była malutka i świecąca na żółto, z prawą ręką jak żądło z Shikai Suì-Fēng.
— Uważaj! — powiedziała swoim nieco dziecinnym głosem i niesamowicie szybko ruszyła w Mizuki. Wywróciła się, a na ramieniu miała Znak Pszczelego Kwiatu.
— Ty jesteś Zanpakutō Kapitan Suì-Fēng, Suzumebachi? — spytała.
— Oczywiście. A ty jesteś tą Kitsune, tym nowym kapitanem, prawda? — powiedziała i wymierzyła w jej stronę żądłem i wyruszyła. Mizuki zasłonęła się drugą ręką, przez co zyskała kolejny Znak.
— Ty mała suko! — krzyknęła i wyciągnęła katanę.
Próbowała zaatakować Suzumebachi, jednak nadaremno, jest ona zbyt mała i łatwo robi uniki.
— Nie uda ci się mnie zranić — powiedziała Suzumebachi, która usiadła na ostrzu katany. — Cieszę się, że jestem taka mała. Jestem niezauważalna.
— Nie licząc tego, jak świecisz — oznajmiła zrzucając ją z katany, próbowała ją nadal atakować, jednak bezskutecznie — Mam dosyć! — krzyknęła Kitsune — Bakudō numer 61, Rikujōkōrō! — Suzumebachi została uwięziona w sześciu promieniach — Hadō numer 33, Sōkatsui! — wszystko było wręcz za piękne. Jednak Zanpakutō się uwolniło i natychmiast zaatakowało raniąc twarz Mizuki. Kolejne użądlenie, kolejny Znak.
— Ile jeszcze tego będzie? To już trzecie użądlenie. A gdzie będzie następne? W tym samym miejscu? — rzekła zadowolona.
Zanpakutō leciało w stronę twarzy Kitsune, a ona stała bez ruchu. Milimetr dzielił od użądlenia w to samo miejsce. Nagle na jej ramionach i plecach pojawiło się coś, co przypominało błyskawice.
— Co…? Shunkō…? — powiedziała mrużąc oczy Suzumebachi — Technika Yoruichi Shihōin i Suì-Fēng… — Kitsune milczała. Jednym sprawnym ruchem odcięła żądło Zanpakutō. — Argh… Dlaczego…? — szeptała cicho Suzumebachi i opadła bezwładnie na ziemię.
— Brawo, Kitsune! — Mizuki usłyszała głos Suì-Fēng — Z dnia na dzień coraz bardziej mnie zaskakujesz. Jednak nie jesteś tylko pomyłką wśród składu kapitanów — rzekła i od razu zniknęła.

Zgodnie z ustaleniami Shizuka wyruszyła wraz z Kapitanem Hitsugayą. Odrzuciła jednak jego pomysł zabrania poruczników i wysłała ich razem w inną stronę. Biegli spokojnie i równomiernie, mimo tego bardzo szybko. Przez cały czas Akane rozmyślała nad buntem Zanpakutō. Dlaczego tak się stało? Kto za tym stoi? Owszem wiadome było, że niejaki Muramasa, ale kim on był? Czy miał jakiś cel w tym? Przecież nie mogło chodzić o samo porwanie Yamamoto. No i jak to możliwe, że został porwany ktoś o tak ogromnej sile! Nagle przed kapitanami pojawiła się wysoka postać z turkusowymi, długimi włosami. Pierwszy atak postaci ukazał czyim jest Zanpakutō.
— Hyōrinmaru! — Tōshirō zwrócił się do swej katany po imieniu. Ledwo pojawił się jeden przeciwnik, za chwilę dwoje kapitanów wyczuło jeszcze trzy inne reiatsu.
— No proszę… Yuki Dorei, Awa Odori… Kuroi Kisama. Czyżbyście tworzyli teraz team? Heh… — powiedziała z kpiną w głosie Akane — Wybacz kapitanie, ale zostawię Cię samego z twym Zanpakutō.
— Poradzisz sobie z trzema?
— Heh… Oni razem nie mają nawet siły Zanpakutō 6. oficera… To będzie bułka z masłem.
— Nie zapominaj, że nie masz swojego Zanpakutō.
— Nie zapomniałam — skłamała, tak naprawdę czuła się bardzo pewnie w obliczu wrogów, bo liczyła swoją siłę z Jigoku no Hi, którego w tym momencie nie posiadała. Uznała to jednak za dobry sprawdzian umiejętności. Co prawda z takimi „workami treningowymi”, jak sama to określiła, niezbyt mogła przetestować swą siłę, ale bez katany… Mogło być ciekawie. Zaśmiała się tylko i odciągnęła wrogów od miejsca, gdzie miał walczyć Tōshirō z Hyōrinmaru.
— Uciekasz, Iwakurwo!? — krzyknął za czerwonowłosą Yuki Dorei.
— He-he, pewnie się ciebie boi! — droczył się Awa Odori.
— A co on jej może zrobić? — zapytała zaintrygowana Kuroi Kisama niezdająca sobie sprawy z zagrożenia.
— Zatrzymaj się, rudy bananie! — wrzasnął Awa Odori.
Tego Akane nie mogła przełknąć.
— Bo co mi zrobisz? Oblejesz mnie spermą? Też mi groźba!
— Żebyś wiedziała! — odszczeknął i wymierzył w nią kataną, z której wytrysnęła struga nasienia. Niestety, było pod wiatr. Wszystko poleciało na Kuroi Kisamę, która oblizała się ze smakiem.
Shizuka zatrzymała się i zaczęła śmiać. Trójka Zanpakutō była nieźle zdenerwowana. Teraz Yuki Dorei spróbował użyć na niej fałszywej zdolności, aby ją upokorzyć, ale i to nie wyszło. Zapomniał, że ta zdolność lubiła płatać figle. Strzał głupoty oczywiście trafił w białowłosego. Ostatnia nadzieja w Kuroi Kisamie. Uwolniła formę Shikai. którą były seksownie wygięte grabki do liści.
— Chyba ktoś ci grabie powyginał — zakpiła ponownie Shizuka przyglądając się wszystkiemu.
— To wina Satoru… Uderzył w nie przyrodzeniem, a Tsuki się broniła!
— Nie mam pytań… No dobra, to jak? Powalczymy na serio? — sytuacja już ją nudziła.
Zanpakutō otoczyły ją i przygotowały się do ataku, który nastąpił równocześnie. Shizuka wykonała parę zwinnych skoków i obrotów, grabie odbiła swą kataną, niestety nie było w niej już Jigoku no Hi, którego czerwonowłosa omal nie wezwała. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Znudzona skakaniem i odbijaniem mieczy zaczęła wyczekiwać, kiedy Yuki Dorei użyje swych zdolności, on jeden był nadzieją tej zgrai. Nie był zdolny, ale coś tam potrafił i zdecydowanie w tej sytuacji dla Akane był jedynym wyzwaniem. Szybko znokautowała Awa Odori oraz Kuroi Kisamę i zabrała się za białowłosego. Na początek zaatakował lodową klatką. Na szczęście uniknęła więzienia, kilkukrotnie odskakiwała oby uniknąć ponownego ataku. Yuki Dorei był szybszy jako Zanpakutō. Widać było, iż jego właściciel go bardzo ograniczał. Po kilkunastu atakach lodową klatką w końcu dorwał Akane. Nie miała innego wyjścia, musiała użyć Kidō, aby się wydostać, najskuteczniejszym wydało jej się Haien, ale było ono niebezpieczne. Mimo tego zaryzykowała.
— Hadō numer 54, Haien! — wytworzył się dysk fioletowej energii, która doszczętnie zniszczyła klatkę.
— Widzę, że potrafisz coś więcej niż skakać — zaśmiał się białowłosy.
— Ta, jak widać. Mógłbyś walczyć na serio.
— Och, czyli zauważyłaś.
— Kto by nie zauważył… Żałośnie się maskujesz… jak twój właściciel…
Wyraźnie zirytowany zaatakował ogromną lodową falą, po czym zbliżył się do Akane i zaczął atakować lodową tarczą. Wszystko, czego dotykał zamieniało się w lód. Zrobiło się niebezpiecznie. Złapała za swój miecz by móc się osłaniać i z pomocą zaklęcia Kidō zaczęła uderzać w Zanpakutō piorunami. Kilka z nich trafiło prosto w cel. Yuki Dorei nie dał rady się osłonić. Walka chyba go wyczerpała, dyszał mocno i trzymał się na dystans
— Heh, to jeszcze nie koniec Akane. Wygrałaś bitwę, ale wojna wciąż trwa, i to Pan Muramasa ją wygra! — krzyknął, po czym zniknął jej z oczu niczym cień.
Otrząsnęła się.
— Co, kurwa?! — była zirytowana, mimo to zadowolona z siebie, wygrała. Szkoda tylko, że go nie zabiła. — Cholera, musiał uciec. Tchórz! — krzyknęła za nim i usiadła na kamieniu w pobliżu by nieco odpocząć.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Rozdział 2, część 3, odcinek 8

Shinigami pobiegli do słupa reiatsu. Sytuacja wydawała się bardzo poważna. Kiedy dotarli na miejsce, zobaczyli zrujnowany kawał ziemi oraz rannych Shinigami.
— Co się tutaj stało?! — krzyknął Hitsugaya.
— Muramasa porwał Kapitana Yamamoto! — odpowiedział mu porucznik Shūhei.
Wszyscy byli w stanie gotowości. Bez Yamamoto, Gotei 13 miało niewielką siłę.

Tymczasem Iwao Hisao siedział przed pornosami pobranymi z RedTube’a, waląc konia. Nagle poczuł coś mokrego na ręce.
— Skąd ta sperma? Przecież się nie spuściłem, ledwo zacząłem — Iwao był bardzo zdziwiony.
Zauważył postać za oknem. Zawstydził się.
— Iwao! Jak sobie trzepiesz, to chociaż okno zasłoń! — powiedziała tajemnicza postać i oblała go spermą. Nasienie wpadło mu do ust, odkaszlnął.
— Awa Odori?! Ty chuju, strzelałeś do mnie spermą! — powiedział uradowany a zarazem zażenowany, biegnąc do niego. Miał pecha, i poślizgnął się na świeżej spermie.
— Nakręćmy pornola — zaproponował Awa Odori.
— Ojej, bo cię pan Bóg piorunem pierdolnie… prosto w fiutasa! — powiedział podniecony.

Tymczasem Yoshirō chodził podirytowany po prawie całym Seireitei.
— No, jak one mogły zostać kapitanami?! Przecież ja jestem lepszy, mądrzejszy, ładniejszy, silniejszy, bardziej wysportowany, zwinniejszy! Ach, kurwa, mam na nie haka! Mówią, że jestem gejem! Pójdę do Kapitana Głównodowodzącego ze skargą! BU-HA-HA-HA-HA! — Satoru zaczął biec.
Drogę zatrzymał mu Yuki Dorei, który wymierzył w niego moc głupoty. Yoshirō zaczął robić fikołki, stać na głowie, ssać sobie chuja i dupę. Efekt był krótkotrwały, więc gdy Satoru się ocknął, puścił pawia.
— KURWA! — krzyknął — Przecież to była fałszywa moc! Używaj prawdziwej!
— Wiesz… Wolę nie używać prawdziwej, bo ciebie może to zniszczyć — powiedział z uśmiechem.
Yoshirō rzucił się na swoje Zanpakutō.

W jednym ze schowków na miotły, przy świetle świecy siedziały dwie osoby. Łatwo było stwierdzić, iż był to mężczyzna i kobieta. Na zimnej, brudnej podłodze, rozrzucone były ubrania. Ściany były niegdyś białe, dziś były jednak brudne, osmolone od starego pieca. Pomieszczenie było duże, przez niższych rangą Shinigami, używane jako melina. Zauważyć więc można było rozbite butelki, opakowania po papierosach, pety oraz czuć smród potu i rozlanego nieraz na podłogę sake. W jednym z rogów stała brudna, wilgotna i zagrzybiała kanapa. Cała pomieszczenie odrzucało już samymi drzwiami, odrapanymi i prawdopodobnie zapomnianymi. W Soul Society jednak nic nie ginie. Postacie powoli zbliżyły się do brudnego pieca, mimo pozorów bardzo dużego. Mężczyzna oparł się o piec, kobieta przyklęknęła. Słychać było jęki niczym ofiary w agonii, jednak w tym słychać było przyjemność nieopisaną. Dziewczyna była niską brunetką z ciemnymi oczyma, mężczyzna blondynem. On położył się na piecu, ona usiadła na nim. Wygięła się w zalotny łuk i podskakiwała delikatnie na mężczyźnie. On nie pozostawał bierny, przyłożył dłonie do jej klatki piersiowej i ściskał coś z ogromną siłą. Dziewczyna krzyczała jak zarzynane prosię. Uniosła się na kolanach i zeszła z mężczyzny, zeszła z pieca. Ledwo stała na nogach, upadła na ziemię, przeturlała się pod zagrzybiałą kanapą, na której właśnie tata karaluch prowadził swoje małe karaluszki do otworka, który pojawił się, gdy blondyn posadził brunetkę na kanapie. Nie będąc już przy swoich zmysłach, dziewczyna rozłożyła nogi, karaluszki właśnie wbiegły do otworka, który był teraz mocno widoczny, gdyż kobieta się przesunęła. Mężczyzna przysunął tułów do jej miednicy i zaczął poruszać się w równym tempie w przód i tył. Oboje krzyczeli, może się kłócili? Odwrócił dziewczynę i teraz przysuwał się do jej pośladków.
— Mocniej…! Kisuke! Ach!
— …Ach… Ach… Nie mogę! Coś mnie w niego łaskocze!… Ach…! Coś tam jest!!!
Nagle drzwi schowka na miotły otworzyły się.
— Kapitan Kuchiki! — pisnęła Tsuki.
Była przerażona, ale Urahara chyba bardziej. Miał oczy jak 5 złotych i rozdziawione usta. Byakuya niuchnął kilka razy i skrzywił się. Jego szlachecki węch nie był przyzwyczajony do tak okropnego smrodu.
— Dziwi mnie, że nie przeszkadza wam pieprzenie się w tak okropnych warunkach. — takie słowa z ust Byakuyi były wręcz nienormalne i niemożliwe. A jednak.
Urahara wraz z Tsuki ubrali się szybko. Nagle dziewczyna poczuła jak coś biega w jej intymnych okolicach. Krzyknęła. To były karaluchy…

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Rozdział 2, część 2, odcinek 7

Dziewczyny oddaliły się jak najdalej mogły. Mimo iż Mizuki nie podobał się pomysł ciągłego omawiania wszystkiego z innymi kapitanami, sytuacja była wyjątkowa. Wparowały do sali gdzie zazwyczaj odbywały się spotkania, wszyscy kapitanowie już tam byli.
— Kapitanie Yamamoto! Coś się stało z naszymi Zanpakutō!
— Dobrze o tym wiem, uspokójcie się i marsz do szeregu. — po takich słowach dziewczyny nie mogły nie wykonać polecenia. — Jak widzicie, nasze Zanpakutō się zbuntowały, a może raczej większość i coraz więcej ich jest. — mówił. — Nie pozostaje nam nic innego jak je zabić. Przekażcie to swoim oddziałom. — po kolejnych minutach wyszli wszyscy z sali.
Mizuki wolała się pospieszyć. nie chciała trafić na Yukianesę. Powtórzyła na spotkaniu dywizji prawie wszystko to, co usłyszała poprzednio.

Minęło trochę czasu od spotkania, wyczuła czyjeś wzburzone reiatsu — to należało do Shinju. Pobiegła w kierunku tej energii. Kolejne Zanpakutō się zbuntowało.

Tymczasem, starająca się zachować porządek Akane, zwołała wszystkich swoich oficerów i porucznika. Kiedy zobaczyła dokładnie 19 osób rozpoczęła.
— Wszyscy do szeregu! — chciała być chociaż częściowo tak straszna jak głównodowodzący. — Zapewne zauważyliście, że Zanpakutō zaczęły się buntować, głównie oficerów do piątego numeru. Mniej odnotowano problemów z numerami od 5 do 20 i bez rangi, mimo wszystko bądźcie ostrożni. Nie chcę problemów. Poza tym niskie numery i bez rangowi nie mają szans ze swoimi Zanpakutō… Zrozumiano? — na to pytanie wszyscy chórem odpowiedzieli: — Tak jest!
Akane łatwo zdobywała respekt ludzi, mimo iż nie zawsze go chciała. Oficerowie o niskich numerach zawsze dobrze ją traktowali, poza tym od początku kariery jako Shinigami szybko osiągnęła numer 3. oficera, a później kapitana.
— Następna sprawa. — kontynuowała Shizuka — Nabosaki! Wystąp. — brunetka chwiejnie wysunęła się przed szereg. — Czeka cię mały „awans”.
— Awans! Awans! Ach! Kisuke, słyszysz?! Dostałam awans! — krzyczała szczęśliwa, skacząc po placu, na którym wszyscy się zebrali.
— Zostajesz 20. oficerem, to nieodwołana decyzja. Obowiązywać będzie dotąd do póki będę kapitanem tej dywizji, zmienić to może tylko kapitan głównodowodzący.
— Ale dlaczego?! To niesprawiedliwe! — wrzeszczała Tsuki.
— Zamknij się, Nabosaki! Jesteś tylko jednym z bardziej beznadziejnych Shinigami. Jest wielu oficerów, którzy mają talent i mogą coś osiągnąć, nie będziesz im blokowała drogi do tego.
— Ale…
— Żadnych „ale”! Wracaj do szeregu. — Nabosaki była wyraźnie rozczarowana, podenerwowana, nie chciała nawet myśleć o pozycji 20. oficera… Najgorszego.
— Akane… Jesteś najgorszą dziwką ze wszystkich! — powiedziała ze spuszczoną głową.
Shizuka nie wytrzymała, podeszła do niej i uderzyła ją mocno w twarz, po czym szarpnęła za włosy i rzuciła w kałużę.
— Nie będziesz mnie pouczać ani obrażać, jeżeli chcesz w ogóle być dalej Shinigami to radzę ci się zamknąć i słuchać co mówię. Nie mam zamiaru ciągnąć tej farsy. Wszyscy rozejść się. Pamiętajcie, musicie uważać, Zanpakutō nawet słabych oficerów będą silne, znacznie silniejsze. Jeśli coś się stanie, zaalarmujcie. Izuru, zostań na chwilę.

— Densetsu, przestań! — krzyczała Shinju omijając ogniste pociski.
— Czy ty wiesz, jak ja nienawidzę, gdy mnie nazywasz tak, zamiast pełnym imieniem? — powiedziała i nadal atakowała z dystansu.
— Shinju! — krzyknęła Mizuki, chciała wyciągnąć swój miecz, jednak ktoś złapał ją mocno za nadgarstek. — Yukianesa… Znowu ty… kurwa…
— Jak ty fajnie się wkurwiasz… — powiedziała.
Mizuki wyrwała się i zaatakowała. Używała technik walki wręcz, ale jej Zanpakutō odpierało ataki.

Czerwonowłosa kapitan szła do swego biura, za nią z podejrzliwie przyglądający się jej porucznik. Nie pasowało mu zachowanie jego kapitan ani to, jak się do niego zwracała. Zazwyczaj było to zwykłe „Kira!”, a teraz?
— Izuru — przemówiła. Właśnie to miał na myśli. Akane zwracająca się do niego mile po imieniu? Coś tu stanowczo nie grało — Pomożesz mi zrobić kilka rzeczy. — mówiąc to otworzyła drzwi do gabinetu i wskazała na ogromną stertę papierów na biurku.
— A więc to o to chodziło… — pomyślał zdegustowany blondyn.
— Na początku przenieśmy część na drugie biurko, jeśli wypełnimy je razem będzie szybciej.
— Tak jest — odpowiedział.
Zebrał sporą stertę dokumentów i zaczął je przenosić, podobnie Shizuka. Nagle dziewczyna potknęła się, kartki wypadły jej z rąk i upadły wraz z nią na ziemię. Izuru oczywiście nie zdołał jej ominąć i zahaczył o jej nogę, skutkiem czego był również upadek. Wydawałoby się, że to zwykły wypadek i owszem. tak było, skutkiem tego wypadku był porucznik leżący na swojej kapitan mającej na policzkach wielki rumieniec. Czuła jego oddech na ustach, a on jej, patrzyli sobie prosto w oczy. Bliskość ich ciał była przerażająca. Blondyn spojrzał niżej i zobaczył obfity biust Shizuki, który zwykle dobrze ukrywała. Na jego policzkach również pojawił się rumieniec. Noga dziewczyny była niebezpiecznie blisko jego krocza i wyraźnie o nie zahaczała. Zbliżył się znów do jej różanych ust.
— Izuru… Jesteś za blisko… — po tych słowach drzwi gabinetu otworzyły się z lekkim trzaskiem, wiatr powiał złowieszczo. W drzwiach stanął kapitan Hitsugaya i Matsumoto. Na twarzy białowłosego widać było zniesmaczenie, zaś Rangiku wyraźnie się cieszyła i podobała jej się zaistniała sytuacja. Izuru przełknął ślinę i obrócił się w kierunku drzwi, Shizuka zaś próbowała się spod niego wydostać, ale nie wyglądało to zbyt przyzwoicie i już na pewno nie było widać w tym chęci wydostania się.
— Ach! Izuru, w końcu znalazłeś dziewczynę! — krzyknęła oczarowana Matsumoto.
Nerwy Akane niespokojnie rosły w końcu zrzuciła z siebie blondyna i wstała. Otrzepała się nieco, poprawiła włosy i pomogła mu wstać. Miała ochotę zamordować Matsumoto. Postanowiła jednak zachować zimną krew.
— Kapitanie Hitsugaya, czy coś się stało?
— Sam chciałbym wiedzieć, co to miało być? Iwakura!
— Kapitanie, nazywam się Shizuka Akane… Jeśli moglibyśmy na osobności…
— Wolałbym nie.
— Skoro tak, Kira, zbierz te papiery i zostaw na biurku — wydała rozkaz.
— Iwa… Akane, Yamamoto nakazał, aby 3. Dywizja współpracowała z 10. podczas poszukiwań zbuntowanych Zanpakutō.
— Niech tak będzie, i Kapitanie…
— Hmm?
— Nieważne — miała wyjaśnić całą sytuację, ale nie musiała ani nie chciała się tłumaczyć. — Zacznijmy jak najszybciej, jeśli nie będzie to problemem, chciałabym skontaktować się z Mizuki Kitsune.

Mizuki była cała poobijana przez tą walkę.
— Tylko na tyle cię stać? Widać nie było nawet sensu z tobą walczyć. Wrócę, gdy staniesz się silniejsza. Do tego czasu uważaj… — powiedziała Yukianesa.
— G…gdzie idziesz?!
— Tam, gdzie nikt nas nie znajdzie.
— N…nas…? — wyszeptała, a Yukianesa zrobiła wielką dziurę w suficie, przez którą wyszła. — Ma rację… Muszę być silniejsza… — Mizuki zobaczyła, że Kimagurena Densetsu też ucieka.
— Nie jest dobrze — powiedziała zmęczonym głosem Shinju. — Wezwę 4. Dywizję. — Kitsune przytaknęła.
— „Tam, gdzie nikt nas nie znajdzie”, hm… O jakim miejscu ona mogła mówić…?
Chwilę potem, Akane znalazła Kitsune.
— Mizuki, co się stało?!
— A jak myślisz? Yukianesa zaatakowała mnie… Gdzie ta 4. Dywizja?! — Mizuki była wyraźnie zirytowana.
— Tak, Kapitan Kitsune! Jesteśmy! — zawołali chórkiem i od razu zabrali się za leczenie.
— Kurwa, Kira się na mnie wywalił i na dodatek Hitsugaya z Matsumoto przyszli wtedy i wyglądało to kretyńsko — mówiła Shizuka.
— No popatrz, podrywa cię — powiedziała Kitsune śmiejąc się.
— Srywa, a nie podrywa.
— Jak on ci tak przeszkadza, to sobie zmień porucznika. Na przykład Amaya chce zmienić sobie porucznika na swojego kochanego Orochiego.

Tymczasem Amaya wezwała do siebie Hinamori.
— Usiądź. — rozkazała. — Muszę zmienić twoją pozycję. Na niższą, oczywiście.
— A…ale dlaczego?!
— Ponieważ jesteś zbyt słaba na stanowisko porucznika, na dodatek głupia, upośledzona i gotowa zdradzić Gotei 13 dla tego zdrajcy Aizena. — w oczach Momo pojawiały się łzy.
— Ale kto zostanie porucznikiem jeśli nie… ja?
— Jest już wyznaczona na to miejsce osoba, znacznie silniejsza o większych kompetencjach.
— Nie wierzę! Kapitan Głównodowodzący nigdy by się nie zgodził! Wszystkie rządzicie się, od kiedy zostałyście kapitanami!
— Nie kwestionuj moich decyzji! Yamamoto wyraził zgodę na taką zamianę, nie widzę problemu.
— Ogłupiłaś go! Co mu powiedziałaś?!
— Nic, stwierdziłam tylko, że jesteś zbyt przemęczona, a twoje zdrowie psychiczne zostało zachwiane po zdradzie Gotei 13 przez twojego ukochanego.
— Wiedziałam, jesteś wstrętną oszustką!
— Zamknij się, tylko pogarszasz swoją sytuację. Zostajesz szeregowym Shinigami tej dywizji do czasu, aż nie dojdziesz do siebie. A teraz wyjdź.
Hinamori z płaczem pobiegła do swojej znajomej, którą spotkało podobne nieszczęście — Tsuki Nabosaki. Jedyna różnica między tymi naiwnymi głupimi istotami była taka, że Tsuki była śmieszna, a Hinamori żałosna. Fakt ten jednak sprawił, że zostały one najlepszymi przyjaciółkami.

Kiedy Hinamori płakała w brudne cyce Tsuki, ludzie z 4. Dywizji uleczyli rany Ume i Kitsune, obok których stała już Akane, Matsumoto, Kira oraz Hitsugaya. Nagle ziemia zadrżała, wszyscy obrócili się w stronę, z której czuć było wstrząs. Przed ich oczyma widać było ogromny słup reiatsu.