— Już od dłuższego czasu Rukia Kuchiki nie wraca z misji w Karakurze. Podejmiemy wszelkie działania, aby ją odnaleźć. Misja tą przydzielę 6. Dywizji. Kapitanie Kuchiki, proszę wyznaczyć dwie osoby do pomocy w poszukiwaniach — powiedział Kapitan 1. Dywizji.
— Tak jest — odpowiedział mu posłusznie Byakuya.
— A teraz przejdźmy do kolejnej sprawy… — ciągnął dalej Yamamoto.
Po zebraniu Byakuya wrócił do swojego gabinetu. Jego porucznik i trzecia oficer byli nieobecni, także wysłał Piekielnego Motyla z wiadomością do nich. Mieli rozkaz pojawić się pod Senkaimonem, więc po odsłuchaniu wiadomości od razu wyruszyli tam. Zgodnie z informacjami Byakuyi, mieli we trójkę wyruszyć do Karakury.
Bramy do świata żywych zostały otwarte. Od razu, gdy trafili do miasta Karakura, zaczęły się poszukiwania. Była noc, jednak latarnie dobrze oświecały ulice. Po chwili zauważyli jakąś kobietę, która biegła, jakby przed kimś uciekała. Okazało się, że była to Rukia. Oboje wymienili porozumiewawcze spojrzenia i pobiegli w kierunku brunetki. Ścigali ją przez kilkanaście minut aż w końcu zniknęła za jednym z zakrętów.
— Musimy powiadomić Kapitana Kuchiki — stwierdziła Mizuki.
— Ta, ciekawe dlaczego Rukia uciekała.
— Może to nie była ona…
— Ale przecież sama widziałaś… Najpierw zdajmy raport Kapitanowi, a później wrócimy do poszukiwań. — Kitsune wyjęła telefon, standardowe wyposażenie podczas pobytu na Ziemi i przesłała raport kapitanowi.
Kapitan dotarł na miejsce, w którym byli Mizuki i Renji.
— Dokąd uciekła? — spytał.
Kitsune wskazała mu palcem najbliższy zakręt.
— Wie kapitan, dlaczego uciekała?
— Nie mam pojęcia, jest wiele opcji — odparł i ruszył we wskazane miejsce.
Oficer i porucznik ruszyli za nim. Gdy tylko skręcili zobaczyli, że znajdują się w jakimś parku.
— Mizuki, dobrze umiesz lokalizować reiatsu, może z tym ci się też uda? — spytał Renji.
— Może… Spróbuję… — chwila koncentracji, i wyczuła ją. — Ona jest tu gdzieś w pobliżu… Jej reiatsu jest bardzo słabe… Równie dobrze nasze może ją przygnębiać, ale tego to nie wiem.
— W którą stronę poszła? — spytał Byakuya swym oschłym głosem.
— W prawo — Mizuki wskazała miejsce.
— Prowadź — rozkazał.
Znaleźli Rukię, która leżała omdlała. Byakuya wziął ją na ręce i rozkazał Renjiemu otworzyć bramę do Soul Society. Nagle usłyszeli szelest. Mizuki i Renji odruchowo złapali za miecze. Z ciemności wyłonił się chłopak o pomarańczowych włosach. Przez chwilę patrzył na wszystkich zaskoczony, gdy nagle przemówił Renji.
— Kim ty do cholery jesteś?
— Ichigo Kurosaki — opowiedział.
— Kurosaki? Nie znam żadnego Kurosakiego — powiedziała Mizuki.
— Zabieramy ją do Soul Society — powiedział Renji — Musimy dowiedzieć się, co jej się stało.
— Ja wiem, co się stało… — powiedział i ucichł na chwilę, zastanawiając się nad czymś.
— To może byś nam łaskawie powiedział, co? — Mizuki zaczęła tracić cierpliwość.
— Ona oddała mi swoje moce… — powiedział cicho.
— To dlatego jest taka słaba. A to wszystko przez ciebie! Pójdziesz z nami! — Kitsune podeszła do niego lecz ją odepchnął. Złapała za miecz i przystawiła mu do gardła, po czym wybuchła śmiechem. — Albo mi się zdaje, albo on chce ze mną walczyć! — nie przestawała się śmiać i spojrzała na Renjiego oraz Byakuyę.
— Jakbyś zgadła! — powiedział Ichigo i swoim mieczem odrzucił ostrze Mizuki.
Znów zaczęła się śmiać.
— Chcesz ze mną walczyć? Gdy nawet nie znasz imienia Zanpakutō? A może nawet nie wiesz jak zapytać o nie? — zaśmiała się. — Zamroź na wieczność, Yukianesa! — powiedziała głośno i wyraźnie. — Co teraz zrobisz, hę? — spytała i podeszła do swojego przeciwnika.
Ten zamachnął mieczem, ale Kitsune zablokowała cios. Miecz Ichigo zamienił się w lód. Ichigo nie wierzył własnym oczom. Mizuki kopnęła go i na ziemię spadły tylko kawałki lodu.
— Żałosny śmieć… Nawet nie może dać sobie rady z tak banalnym atakiem… — powiedziała, po czym przebiła go mieczem.
Zapieczętowała znów swoje Zanpakutō. Renji otworzył bramę do Soul Society.
— Zostawcie… ją… — powiedział umierającym głosem Ichigo.
— O! Jeszcze może mówić! A sram na niego. I tak utraci moc Rukii. — nie zwracając uwagę na Ichigo, przeszli przez bramę do Soul Society.
Jak dla Mizuki, Ichigo był już ku śmierci, więc nie widziała powodu, by go dobijać.
Dotarcie do Soul Society było spokojne. Po trzech dniach, dotarła informacja o ryoka.
Trzeci oficer 10. Dywizji — Natsume Iwakura, razem z 6. oficerem — Yoshirō Satoru, udali się do kapitana 6. Dywizji.
— Kapitanie Kuchiki! — krzyknęła i ukłoniła się. — Pragnę poinformować, iż do Soul Society dostali się ryoka! — Kapitan tylko mruknął coś pod nosem.
— Rozumiem, możecie odejść.
— Tak jest! — krzyknęli jednocześnie Iwakura i Satoru, po czym odeszli dalej by przyłączyć się do poszukiwań ryoka.
— Abarai, zabierz Rukię do wieży skruchy, więzienia Shishin, aby czekała na wyrok — rozkazał Kuchiki.
— Kapitanie… — przerwała Mizuki — Czy to mogą być…? — Kapitan skinął głową — Przecież to niemożliwe! On był na skraju śmierci! I jakim cudem oni przebili się przez bramy Seiteirei?!
— Kitsune, wyrusz zatrzymać ryoka, których znajdziesz.
— Tak jest, Kapitanie! — Mizuki od razu zniknęła mu z przed oczu, używając Shunpo.
W tym samym czasie, ryoka w okularach został zatrzymany przez Rangiku Matsumoto.
— Stój! — krzyknęła Matsumoto.
Ryoka stworzył od razu jakiś dziwny łuk z Reiatsu. Zaatakował strzałą. Rangiku nie zdążyła zrobić uniku, i trafiło ją prosto w brzuch.
— Szybko dałaś się wykończyć Shinigami. Jestem Uryū Ishida, Quincy.
— Rangiku… Matsumoto… — powiedziała ostatkami sił. — Warcz… Haineko… — jej atak nie powiódł się, dym, który powinien kaleczyć był do niczego, przez to, że miała bardzo mało energii.
Tymczasem Mizuki szukała jakiś intruzów w Soul Society. Zobaczyła rudowłosą kobietę.
— Ej, ty! — rudowłosa popatrzyła na nią, i zaczęła uciekać — Stój! — Kitsune nie miała zamiaru bawić się z nią w kotka i myszkę, Shunpo załatwiło sprawę. — Rusz się, a odetnę ci tą główkę…
— Zostaw ją! — nadleciała nagle strzała z łuku.
— No pięknie, ruda i emo… — pomyślała głośno Mizuki.
Uryū zdenerwował się, jego marne próby ukrycia tego były daremne. Ostatkiem sił i pomysłów krzyknął:
— Puść Orihime a oszczędzę twoje życie! — Kitsune spojrzała na niego jak na idiotę i przez dłuższą chwilę nie mogła się otrząsnąć z szoku. Jak ktoś taki mógł jej grozić śmiercią?
Lekko podenerwowana tym faktem złapała Orihime za włosy z przodu głowy, po czym podchodząc do bruneta z wyjętą kataną ciągnęła ją za sobą. Chłopak przestraszył się, gdy Mizuki wykonała wymach kataną jednak ta zamiast trafić jego odcięła trzymane przez dziewczynę włosy rudej.
W tym samym czasie, gdzieś w odległej części Seireitei znana ze swoich porażek Shinigami rozmawiała w najlepsze z jednym z ryoka.
— A więc nazywasz się Chad! — wykrzyknęła z uznaniem próbując uśmiechać się uroczo.
W tym czasie wysoki mudżyn z ogromnymi warami rozglądał się za najlepszą drogą ucieczki. Już wymyślił idealny plan, jednak ona miała idealny stan upojenia, co doprowadziło do jej skoku na Chada. Wisiała tak na jego ogromnym karczychu, o ile to można tak nazwać, i usiłowała pocałować przykuwając jego wzrok do swojego. Zza rogu wyłoniła się Shinju Ume. Długowłosa brunetka przyglądała się temu zjawisku i z kpiną w głosie, nie zaprzestając śmiechu, zaczęła mówić:
— Ha-ha! Nabosaki zostaw tego mudżyna! Zobacz jak się boi! I to jest niby wielki ryoka, który dostał się do Seireitei!? Ha-ha, wielki to może i jest, ale długo nie pożyje. — Shinju wyjęła katanę i pobiegła w stronę przerażonego dresiarza. Na jego grubym łapsku pojawiła się kiczowata rękawica TurboDymoMana za pomocą której wyswobodził się z sideł Nabosaki.
— Nie! Zostaw Chada! — krzyknęła Tsuki w stronę Ume.
— Chada?… Czada?!… Teraz wiadomo, czemu tak śmierdzisz! — po tych słowach rozpoczęła się mało interesująca walka Ume z murzynem.
Był on na tyle słaby, że powaliła go jednym ciosem. Problem był taki, że wieczna nieudacznica w końcu zrobiła coś dobrze, tylko nie to, co trzeba. Wzięła wielką cegłę w ręce i uderzyła nią w głowę Shinju, która upadła na ziemię.