piątek, 29 stycznia 2010

Rozdział 1, część 3, odcinek 3

Natsume Iwakura i Yoshirō Satoru zmierzali ulicami Seireitei w poszukiwaniu ryoka. Nie trudnym było do przewidzenia iż znaleźli kogoś zupełnie innego.
— Matsumoto?! — krzyknęła z oburzeniem, ale i nutką strachu w głosie, Natsume. Od razu wraz z Yoshirō podbiegła do rannej. — Żyje… Satoru, biegnij dalej, ja zabiorę ją do 4. Dywizji.
— Hy-hy…
— Co Cię bawi?
— Ty troszcząca się o panią porucznik, której tak nie znosisz?
— To nie ma nic do rzeczy, jeśli nie chce stracić roboty albo i życia, to muszę jej pomóc. Teraz jest osobą potrzebującą, a nie tą słabą, głupią, niekompetentną Matsumoto!
— No już, bez nerwów. Tylko się pośpiesz!
— Nie będziesz mi rozkazywał! — odszczeknęła się, po czym wzięła porucznik na ręce i ruszyła w kierunku baraków 4. Dywizji.
Zostawiony sam ze sobą Satoru pobiegł dalej na poszukiwania. Niedługo później odnalazł na ziemi znokautowaną Shinju.
— Następna… Czy żadna kobieta w Soul Society nie jest w stanie poradzić sobie z ryoka? … Co to? Cegła?! Ha-ha-ha! — zaczął się śmiać niczym wariat trzymając w ręku cegłę ubrudzoną krwią z głowy Ume.
Satoru podniósł leżącą na ziemi Shinju i postanowił zanieść ją do baraków 4. Dywizji, czyli tam gdzie Natsume zaniosła Matsumoto. Gdy dotarł na miejsce spotkał Iwakurę.
— Kolejna? — spytała dziewczyna na progu.
— Na to wygląda, biegnę powiadomić Mizuki. — odparł, po czym wszedł do baraku i zaraz z niego wyszedł.
— Znaleźliśmy z Natsume ranną Shinju i Rangiku. — powiedział, gdy znalazł Kitsune.
— Trzeba wezwać kogoś do pomocy do walki z tymi ryoka. — powiedziała i wysłała Piekielnego Motyla z wiadomością do Megumi Mai i Hirokiego Isamu. Motyl szybko odfrunął, a także dwoje Shinigami przybyli po chwili.
— Hiroki, jak możesz zajmij się tym czymś, co wygląda jak emo i skacze jak małpiatka w cyrku.
— Dobra — odpowiedział. — Zbaw, Unmei no Shiawase! — Za Hirokim ruszyła także Megumi.
— Uwierz, Namida Negai!
Pewne było, iż ta dwójka sobie poradzi ze schwytaniem niezdarnych ryoka, nie było więc sensu czekać. Kitsune najszybciej jak tylko mogła ruszyła powiadomić porucznika 6. Dywizji o zaistniałej sytuacji.

Podczas, gdy Mizuki szukała Renjiego, Natsume odwiedziła swojego Kapitana. Białowłosy jak zawsze zasypany był papierkami, którymi miała zająć się Matsumoto.
— Kapitanie, wybacz, że przeszkadzam. Porucznik Matsumoto została ranna podczas walki z ryoka.
— Widziałaś to?
— Nie, znalazłam ją podczas poszukiwań. Nie ma wątpliwości, że to ryoka. Kto inny mógłby ją zaatakować?
— Muszą być silni…
— Zapewniam, że nie są.
— Skąd ta pewność?
— Otrzymałam niedawno wiadomość od Mizuki Kitsune. Twierdzi, że są wyjątkowo słabi i nie wie jak to możliwe, że udało im się przedostać do Seireitei. — zapanowała chwila ciszy. — Kapitanie… Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Matsumoto jest porucznikiem… Jest słaba i nie wykonuje swoich obowiązków…
— Nie tobie decydować o tym, kto będzie moim porucznikiem.
— Kapitanie!
— Możesz odejść!
Iwakura nie wiedziała co zrobić. „Mogłam siedzieć cicho” — pomyślała. Nie było rady. Nie chciała denerwować kapitana jeszcze bardziej.
— Tak jest. — odpowiedziała i wyszła.

Mizuki nie mogła znaleźć Renjiego. Postanowiła pójść na łatwiznę, i zlokalizować go po jego reiatsu.
— Co do… — powiedziała do siebie — Co jest z jego reiatsu?! Muszę tam natychmiast wyruszyć!
Biegła przed siebie używając Shunpo. Gdy dotarła na miejsce, zobaczyła zakrwawionego Abaraia, który był nieprzytomny. Mizuki była przerażona. Było to dla niej niemożliwe. Wszyscy słabi, a jedyny jest tak wyjątkowo mocny?

Iwakura próbowała znaleźć sobie zajęcie. Nie miała już ochoty uganiać się za ryoka. Było tylu Shinigami, którzy mogli się tym zająć. Po chwili zastanowienia wróciła się z powrotem do biura swego kapitana. Zapukała do drzwi i słysząc wyraźne „wejść” weszła do pomieszczenia. Jedyne, co chciała teraz zrobić to najszybciej jak tylko się da odkręcić całą sytuację do której doprowadziła. Ukłoniła się nisko i powiedziała.
— Przepraszam, nie powinnam podważać zdania mojego Kapitana, nawet jeśli się z nim nie zgadzam.
Znów panowała cisza, dziewczyna tylko modliła się, aby nie powtórzyło się zajście z przed kilkunastu minut.
— Nie wiem, dlaczego tak źle myślisz o Matsumoto, ale są powody dla których została porucznikiem. Powinnaś ją wspierać, zamiast oczerniać.
— Rozumiem. Jeśli taka jest twoja wola, tak zrobię. — Tōshirō spojrzał na dziewczyną znad sterty dokumentów, po czym znów zaczął coś w nich bazgrolić. Iwakura stanęła znowu prosto i tuż przed wyjściem dodała — To nie tak, że uważam, iż Rangiku jest zła. Po prostu martwię się, czy jej zachowanie nie wpłynie źle na mojego Kapitana. — po tych słowach szybko ewakuowała się z pomieszczenia i poszła do Mizuki.

wtorek, 26 stycznia 2010

Rozdział 1, część 2, odcinek 2

— Już od dłuższego czasu Rukia Kuchiki nie wraca z misji w Karakurze. Podejmiemy wszelkie działania, aby ją odnaleźć. Misja tą przydzielę 6. Dywizji. Kapitanie Kuchiki, proszę wyznaczyć dwie osoby do pomocy w poszukiwaniach — powiedział Kapitan 1. Dywizji.
— Tak jest — odpowiedział mu posłusznie Byakuya.
— A teraz przejdźmy do kolejnej sprawy… — ciągnął dalej Yamamoto.
Po zebraniu Byakuya wrócił do swojego gabinetu. Jego porucznik i trzecia oficer byli nieobecni, także wysłał Piekielnego Motyla z wiadomością do nich. Mieli rozkaz pojawić się pod Senkaimonem, więc po odsłuchaniu wiadomości od razu wyruszyli tam. Zgodnie z informacjami Byakuyi, mieli we trójkę wyruszyć do Karakury.

Bramy do świata żywych zostały otwarte. Od razu, gdy trafili do miasta Karakura, zaczęły się poszukiwania. Była noc, jednak latarnie dobrze oświecały ulice. Po chwili zauważyli jakąś kobietę, która biegła, jakby przed kimś uciekała. Okazało się, że była to Rukia. Oboje wymienili porozumiewawcze spojrzenia i pobiegli w kierunku brunetki. Ścigali ją przez kilkanaście minut aż w końcu zniknęła za jednym z zakrętów.
— Musimy powiadomić Kapitana Kuchiki — stwierdziła Mizuki.
— Ta, ciekawe dlaczego Rukia uciekała.
— Może to nie była ona…
— Ale przecież sama widziałaś… Najpierw zdajmy raport Kapitanowi, a później wrócimy do poszukiwań. — Kitsune wyjęła telefon, standardowe wyposażenie podczas pobytu na Ziemi i przesłała raport kapitanowi.
Kapitan dotarł na miejsce, w którym byli Mizuki i Renji.
— Dokąd uciekła? — spytał.
Kitsune wskazała mu palcem najbliższy zakręt.
— Wie kapitan, dlaczego uciekała?
— Nie mam pojęcia, jest wiele opcji — odparł i ruszył we wskazane miejsce.
Oficer i porucznik ruszyli za nim. Gdy tylko skręcili zobaczyli, że znajdują się w jakimś parku.
— Mizuki, dobrze umiesz lokalizować reiatsu, może z tym ci się też uda? — spytał Renji.
— Może… Spróbuję… — chwila koncentracji, i wyczuła ją. — Ona jest tu gdzieś w pobliżu… Jej reiatsu jest bardzo słabe… Równie dobrze nasze może ją przygnębiać, ale tego to nie wiem.
— W którą stronę poszła? — spytał Byakuya swym oschłym głosem.
— W prawo — Mizuki wskazała miejsce.
— Prowadź — rozkazał.
Znaleźli Rukię, która leżała omdlała. Byakuya wziął ją na ręce i rozkazał Renjiemu otworzyć bramę do Soul Society. Nagle usłyszeli szelest. Mizuki i Renji odruchowo złapali za miecze. Z ciemności wyłonił się chłopak o pomarańczowych włosach. Przez chwilę patrzył na wszystkich zaskoczony, gdy nagle przemówił Renji.
— Kim ty do cholery jesteś?
— Ichigo Kurosaki — opowiedział.
— Kurosaki? Nie znam żadnego Kurosakiego — powiedziała Mizuki.
— Zabieramy ją do Soul Society — powiedział Renji — Musimy dowiedzieć się, co jej się stało.
— Ja wiem, co się stało… — powiedział i ucichł na chwilę, zastanawiając się nad czymś.
— To może byś nam łaskawie powiedział, co? — Mizuki zaczęła tracić cierpliwość.
— Ona oddała mi swoje moce… — powiedział cicho.
— To dlatego jest taka słaba. A to wszystko przez ciebie! Pójdziesz z nami! — Kitsune podeszła do niego lecz ją odepchnął. Złapała za miecz i przystawiła mu do gardła, po czym wybuchła śmiechem. — Albo mi się zdaje, albo on chce ze mną walczyć! — nie przestawała się śmiać i spojrzała na Renjiego oraz Byakuyę.
— Jakbyś zgadła! — powiedział Ichigo i swoim mieczem odrzucił ostrze Mizuki.
Znów zaczęła się śmiać.
— Chcesz ze mną walczyć? Gdy nawet nie znasz imienia Zanpakutō? A może nawet nie wiesz jak zapytać o nie? — zaśmiała się. — Zamroź na wieczność, Yukianesa! — powiedziała głośno i wyraźnie. — Co teraz zrobisz, hę? — spytała i podeszła do swojego przeciwnika.
Ten zamachnął mieczem, ale Kitsune zablokowała cios. Miecz Ichigo zamienił się w lód. Ichigo nie wierzył własnym oczom. Mizuki kopnęła go i na ziemię spadły tylko kawałki lodu.
— Żałosny śmieć… Nawet nie może dać sobie rady z tak banalnym atakiem… — powiedziała, po czym przebiła go mieczem.
Zapieczętowała znów swoje Zanpakutō. Renji otworzył bramę do Soul Society.
— Zostawcie… ją… — powiedział umierającym głosem Ichigo.
— O! Jeszcze może mówić! A sram na niego. I tak utraci moc Rukii. — nie zwracając uwagę na Ichigo, przeszli przez bramę do Soul Society.
Jak dla Mizuki, Ichigo był już ku śmierci, więc nie widziała powodu, by go dobijać.

Dotarcie do Soul Society było spokojne. Po trzech dniach, dotarła informacja o ryoka.
Trzeci oficer 10. Dywizji — Natsume Iwakura, razem z 6. oficerem — Yoshirō Satoru, udali się do kapitana 6. Dywizji.
— Kapitanie Kuchiki! — krzyknęła i ukłoniła się. — Pragnę poinformować, iż do Soul Society dostali się ryoka! — Kapitan tylko mruknął coś pod nosem.
— Rozumiem, możecie odejść.
— Tak jest! — krzyknęli jednocześnie Iwakura i Satoru, po czym odeszli dalej by przyłączyć się do poszukiwań ryoka.
— Abarai, zabierz Rukię do wieży skruchy, więzienia Shishin, aby czekała na wyrok — rozkazał Kuchiki.
— Kapitanie… — przerwała Mizuki — Czy to mogą być…? — Kapitan skinął głową — Przecież to niemożliwe! On był na skraju śmierci! I jakim cudem oni przebili się przez bramy Seiteirei?!
— Kitsune, wyrusz zatrzymać ryoka, których znajdziesz.
— Tak jest, Kapitanie! — Mizuki od razu zniknęła mu z przed oczu, używając Shunpo.

W tym samym czasie, ryoka w okularach został zatrzymany przez Rangiku Matsumoto.
— Stój! — krzyknęła Matsumoto.
Ryoka stworzył od razu jakiś dziwny łuk z Reiatsu. Zaatakował strzałą. Rangiku nie zdążyła zrobić uniku, i trafiło ją prosto w brzuch.
— Szybko dałaś się wykończyć Shinigami. Jestem Uryū Ishida, Quincy.
— Rangiku… Matsumoto… — powiedziała ostatkami sił. — Warcz… Haineko… — jej atak nie powiódł się, dym, który powinien kaleczyć był do niczego, przez to, że miała bardzo mało energii.

Tymczasem Mizuki szukała jakiś intruzów w Soul Society. Zobaczyła rudowłosą kobietę.
— Ej, ty! — rudowłosa popatrzyła na nią, i zaczęła uciekać — Stój! — Kitsune nie miała zamiaru bawić się z nią w kotka i myszkę, Shunpo załatwiło sprawę. — Rusz się, a odetnę ci tą główkę…
— Zostaw ją! — nadleciała nagle strzała z łuku.
— No pięknie, ruda i emo… — pomyślała głośno Mizuki.
Uryū zdenerwował się, jego marne próby ukrycia tego były daremne. Ostatkiem sił i pomysłów krzyknął:
— Puść Orihime a oszczędzę twoje życie! — Kitsune spojrzała na niego jak na idiotę i przez dłuższą chwilę nie mogła się otrząsnąć z szoku. Jak ktoś taki mógł jej grozić śmiercią?
Lekko podenerwowana tym faktem złapała Orihime za włosy z przodu głowy, po czym podchodząc do bruneta z wyjętą kataną ciągnęła ją za sobą. Chłopak przestraszył się, gdy Mizuki wykonała wymach kataną jednak ta zamiast trafić jego odcięła trzymane przez dziewczynę włosy rudej.

W tym samym czasie, gdzieś w odległej części Seireitei znana ze swoich porażek Shinigami rozmawiała w najlepsze z jednym z ryoka.
— A więc nazywasz się Chad! — wykrzyknęła z uznaniem próbując uśmiechać się uroczo.
W tym czasie wysoki mudżyn z ogromnymi warami rozglądał się za najlepszą drogą ucieczki. Już wymyślił idealny plan, jednak ona miała idealny stan upojenia, co doprowadziło do jej skoku na Chada. Wisiała tak na jego ogromnym karczychu, o ile to można tak nazwać, i usiłowała pocałować przykuwając jego wzrok do swojego. Zza rogu wyłoniła się Shinju Ume. Długowłosa brunetka przyglądała się temu zjawisku i z kpiną w głosie, nie zaprzestając śmiechu, zaczęła mówić:
— Ha-ha! Nabosaki zostaw tego mudżyna! Zobacz jak się boi! I to jest niby wielki ryoka, który dostał się do Seireitei!? Ha-ha, wielki to może i jest, ale długo nie pożyje. — Shinju wyjęła katanę i pobiegła w stronę przerażonego dresiarza. Na jego grubym łapsku pojawiła się kiczowata rękawica TurboDymoMana za pomocą której wyswobodził się z sideł Nabosaki.
— Nie! Zostaw Chada! — krzyknęła Tsuki w stronę Ume.
— Chada?… Czada?!… Teraz wiadomo, czemu tak śmierdzisz! — po tych słowach rozpoczęła się mało interesująca walka Ume z murzynem.
Był on na tyle słaby, że powaliła go jednym ciosem. Problem był taki, że wieczna nieudacznica w końcu zrobiła coś dobrze, tylko nie to, co trzeba. Wzięła wielką cegłę w ręce i uderzyła nią w głowę Shinju, która upadła na ziemię.

niedziela, 24 stycznia 2010

Rozdział 1, część 1, odcinek 1

Rozdział 1: Moon and Summer

Było już dobrze po północy. Gdzieś daleko w gęstym lesie, w ramach treningu, pojedynkowały się dwie Shinigami. Obie utalentowane, obie posiadające Bankai.
— Ha-ha, tylko na tyle cię stać? — zapytała z kpiną jedna.
Długowłosa, fioletowe oczy, duży biust. Przygotowana do ataku uśmiechała się niczym żądna krwi.
— To dopiero początek… — odpowiedziała druga.
Opanowana, skupiona na zadaniu. Czerwonowłosa, drobnej postury, jednak nie odstawała figurą wiele od przeciwniczki. Ubrana w czarny strój fioletowooka z pełną siłą rzuciła się do ataku. Swoimi kosami uderzyła w ostrze broniącej się czerwonowłosej, po czym uwolniła Bankai.
— Amaya!
— Boisz się? Na-tsu-me? — w odpowiedzi otrzymała tylko uśmiech.
Natsume uwolniła także swoje Bankai. Jej kosa opleciona była płomieniami, które zmieniły szybko barwę na niebieską. W błyskawicznym tempie zaatakowała Amayę Hikari. Atak powiódł się. Szybko odskoczyła od rudowłosej na bezpieczną odległość.
— Zobaczymy jak poradzisz sobie z tym. — po chwili Amaya wysłała ogromną ilość pająków w kierunku Natsume.
Płomienie na Zanpakutō czerwonowłosej stały się czarne a ogromna fala wysłana w kierunku pająków zaczęła je spalać
— Ha-ha-ha, nie wygrasz z moimi pająkami, to je najwyżej osłabi, ale nie zabije! …Hę? — pierwszy raz w swoim życiu zobaczyła na żywo czarne płomienie pochłaniające wręcz zastępy pająków.
Widać było iż obie Shinigami były świetnie wyszkolone. Nagle Iwakura dezaktywowała swoje Zanpakutō.
— Co jest? — zapytała zaskoczona Amaya.
— Ktoś idzie.
— Dałabyś już spokój. Po co ukrywasz swoje Bankai?
— Nie ukrywam.
— Więc co robisz?
— Im mniej osób zna jego właściwości tym lepiej.
— Nawet Mizuki nie pokażesz swojego Bankai?
— Jej szczególnie. Zaraz by pół Seireitei o tym wiedziało.
— Całe Seireitei.
— Co tu się dzieje? — zza drzew wyłoniła się postać porucznika 6. Dywizji z Mizuki Kitsune u boku.
— Spacerowałyśmy. — odpowiedziała Hikari.
Na spacer, część lasu, w której się pojedynkowały, nie wyglądała. Raczej na pobojowisko. Renji rozejrzał się z podejrzliwym, lekko zaszokowanym wzrokiem. Już chciał zadać dziewczynom pytanie jednak od uciążliwych pytań uchroniła je Mizuki.
— Dajmy temu spokój i chodźmy na sake.
— Właśnie! Dzisiaj festiwal karaoke! — krzyknęła z szaleńczym uśmiechem Natsume.
— Będziesz występować? — zapytała z wrednym uśmieszkiem Amaya. Bywało to zabawne jak i czasami denerwujące.
— Nie mogłabym przegapić takiej okazji!
— No jasne, w końcu będzie tam twój Tōshirō. — zachichotała Kitsune.
— Ej! — oburzyła się, ale również zaśmiała, Natsume.

Po niewielkim upływie czasu cała czwórka była już w barze, gdzie odbywała się impreza. Zajęli stolik ustawiony przy ścianie blisko sceny. Na niej oraz obok stało sporo sprzętu zabranego z Ziemi — głośniki, mikrofony, odtwarzacze i tym podobne. Zanim rozpoczęło się show, do stolika, przy którym siedziała czwórka Shinigami, dosiadło się jeszcze kilka osób — Shinju Ume, Iwao Hisao, Hiroki Isamu oraz Megumi Mai. Przy stoliku naprzeciwko sceny siedzieli kapitanowie, dalej zaś reszta Shinigami. Bar wypełniony był po brzegi. Barman zaczął się obawiać, że zanim jeszcze impreza na dobre się rozpocznie, zabraknie sake. W końcu rozpoczęto show. Najpierw organizatorka, Rangiku Matsumoto, wygłosiła mowę, później zaś zaprosiła uczestników karaoke do udzielenia występów. Jako pierwsza oczywiście była Natsume. Nikt nie wiedział, co zrobiła, aby być pierwsza, ale wiadome było, że nie stało się to w żaden legalny sposób. Przed przyjściem do baru, Natsume przebrała się w swoim domu i uczesała, dzięki czemu nie było widać po niej śladów walki z Amayą. Czerwonowłosa weszła na scenę spokojnie, z delikatnym uroczym uśmiechem i rozpoczęła występ.
— Dora akakusomeru kokutan no yami
Nomikomareta hoshikuzutachi
Hakanaku furitsumoru hai no yuki. — śpiewała piosenkę “Ash Like Snow” zespołu The Brilliant Green.
Na sali nikt się nie odzywał przez dłuższą chwilę, później zaś zebrani wrócili do rozmów. Natsume ciągle przyglądała się cudem przyciągniętym do knajpy przez Matsumoto kapitanowi 10. Dywizji, Tōshirō Hitsugayi. Podczas występu, na salę wszedł podejrzany osobnik o wątpliwej urodzie — był to Yoshirō Satoru. Przez chwilę przysłuchiwał się śpiewowi Iwakury i za nic na świecie nie mógł zrozumieć, dlaczego ludziom się podobało. Kiedy dziewczyna skończyła śpiewać i usiadła przy stoliku, podszedł do niej.
— Co to ma być! Kobieto ty nie umiesz śpiewać! Aż uszy puchną! Czy ty wiesz jak fałszujesz?! — powiedział oburzony.
— A ty kim w ogóle jesteś, żeby się tak do mnie odzywać?!
— Yoshirō Satoru, do panienki Iwakurwy wiadomości!
— Ten słynny 6. oficer?!
— Zmądrzej, Baka Yaro! — wtrąciła Mizuki śmiejąc się.
Wszyscy siedzący przy stoliku śmiali się już na dobre.
— Nie z tobą rozmawiam! — odszczeknął.
— Mam to w dupie, możesz nawet rozmawiać z Mietkiem żulem, a i tak się wtrącę.
— Morda, Satoru! — odparła Natsu.
— Sama masz mordę i nawet nie umiesz śpiewać!
— A ty nie masz chuja i nawet nie możesz się jebać!
Wyzwiska sypały się dosyć długo, gdy nagle Satoru uderzył trzecią oficer pięścią w policzek — ta zaś mu oddała. Rozpoczęła się szamotanina. Ktoś akurat śpiewał piosenkę szantową „Bijatyka”, co idealnie pasowało do pijących, nieprzerywających bójki Shinigami.
— Znów bijatyka, no i znów bijatyka, no i bijatyka cały dzień. I porąbany dzień i porąbany łeb, razem bracia aż po zmierzch!
Kapitanowie nie interesowali się zbytnio bójką, gdyż kilku poruczników już się tym zajęło. Niestety, także oni i pozostali goście zaczęli się bić między sobą. Nagle Yoshirō rzucił się na Natsume, która wraz z nim wpadła na scenę. Drzwi do baru otworzyły się z hukiem, a w nich stanęła Tsuki Nabosaki, dzierżąca swą katanę, Kuroi Kisama. Nie trwało to długo, wraz z uderzeniem drzwi o ścianę katana wypadła jej z rąk. Zapadła cisza, bijący się patrzyli na nią ze zdziwieniem, ta zaś zaczerwieniła się i uciekając krzyknęła: „NIE, NIE I NIE! MAM WAS DOŚĆ! IDĘ DO URAHARY! TYLKO ON MNIE ROZUMIE!”. Bijatyka ustała na dobre.
— Heh, no dobra, panie z bobra. Zapraszam do naszego stolika. — Iwakura wskazała miejsce Yoshirō. Sake na szczęście się nie skończyło, a i wściekli punkowie nie ukradli wina.
Ten wieczór był wspaniałym początkiem niezwykłej przyjaźni między Yoshirō a Mizuki i Natsume.
Zanim kapitan Hitsugaya wyszedł z baru, Natsume przysiadła się do jego stolika i rozpoczęła rozmowę. Bajerowaniu nie było końca. Kiedy zabrakło już tematów, zaczęła wypytywać o kolejne misje i robotę papierkową. Postarała się, aby znów nakrzyczał na Matsumoto, która jak zawsze się opierniczała. Nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego wybrali ją na porucznika. Nawet nie ma Bankai jak większość nowych Shinigami o ogromnym potencjale, którzy już je osiągnęli. Można by powiedzieć, że chciała zająć jej stanowisko, co jest stwierdzeniem błędnym — Iwakura była zbyt leniwa, aby bawić się w porucznika. To, że była obowiązkowa i zawsze wykonywała swoją robotę nie zmieniało postaci rzeczy, wolała mieć więcej czasu dla siebie. W końcu umilkła. Bycie bezpośrednią i natrętną wręcz nie działało, kiedy rozmawiała ze swoim kapitanem.

Zbliżała się siódma rano. Powoli zebrani w knajpie Shinigami wracali do domów. Natsume zaś odprowadzała swojego kapitana. Tego ranka Seireitei było pokryte mgłą, a temperatura była dosyć niska.
W tym samym czasie odprowadzająca kapitana Hitsugayę Natsume przerwała towarzyszącą im ciszę.
— Lubię taką pogodę. Mogłoby być nieco cieplej, ale i tak jest przyjemnie.
— Nadal jest zbyt ciepło. — odpowiedział dziewczynie białowłosy.
— Kapitanie…
— Tak?
— Czy jesteś przeziębiony?
— Dlaczego pytasz?
— Powiedziałeś, że jest zbyt ciepło. Może się przeziębiłeś. Ktokolwiek inny powiedziałby, że jest mu zimno.
— Po prostu nie lubię ciepła. — tutaj rozmowa się zakończyła.
Iwakura pożegnała się z kapitanem i wróciła do swojego domu.