Natsume Iwakura i Yoshirō Satoru zmierzali ulicami Seireitei w poszukiwaniu ryoka. Nie trudnym było do przewidzenia iż znaleźli kogoś zupełnie innego.
— Matsumoto?! — krzyknęła z oburzeniem, ale i nutką strachu w głosie, Natsume. Od razu wraz z Yoshirō podbiegła do rannej. — Żyje… Satoru, biegnij dalej, ja zabiorę ją do 4. Dywizji.
— Hy-hy…
— Co Cię bawi?
— Ty troszcząca się o panią porucznik, której tak nie znosisz?
— To nie ma nic do rzeczy, jeśli nie chce stracić roboty albo i życia, to muszę jej pomóc. Teraz jest osobą potrzebującą, a nie tą słabą, głupią, niekompetentną Matsumoto!
— No już, bez nerwów. Tylko się pośpiesz!
— Nie będziesz mi rozkazywał! — odszczeknęła się, po czym wzięła porucznik na ręce i ruszyła w kierunku baraków 4. Dywizji.
Zostawiony sam ze sobą Satoru pobiegł dalej na poszukiwania. Niedługo później odnalazł na ziemi znokautowaną Shinju.
— Następna… Czy żadna kobieta w Soul Society nie jest w stanie poradzić sobie z ryoka? … Co to? Cegła?! Ha-ha-ha! — zaczął się śmiać niczym wariat trzymając w ręku cegłę ubrudzoną krwią z głowy Ume.
Satoru podniósł leżącą na ziemi Shinju i postanowił zanieść ją do baraków 4. Dywizji, czyli tam gdzie Natsume zaniosła Matsumoto. Gdy dotarł na miejsce spotkał Iwakurę.
— Kolejna? — spytała dziewczyna na progu.
— Na to wygląda, biegnę powiadomić Mizuki. — odparł, po czym wszedł do baraku i zaraz z niego wyszedł.
— Znaleźliśmy z Natsume ranną Shinju i Rangiku. — powiedział, gdy znalazł Kitsune.
— Trzeba wezwać kogoś do pomocy do walki z tymi ryoka. — powiedziała i wysłała Piekielnego Motyla z wiadomością do Megumi Mai i Hirokiego Isamu. Motyl szybko odfrunął, a także dwoje Shinigami przybyli po chwili.
— Hiroki, jak możesz zajmij się tym czymś, co wygląda jak emo i skacze jak małpiatka w cyrku.
— Dobra — odpowiedział. — Zbaw, Unmei no Shiawase! — Za Hirokim ruszyła także Megumi.
— Uwierz, Namida Negai!
Pewne było, iż ta dwójka sobie poradzi ze schwytaniem niezdarnych ryoka, nie było więc sensu czekać. Kitsune najszybciej jak tylko mogła ruszyła powiadomić porucznika 6. Dywizji o zaistniałej sytuacji.
Podczas, gdy Mizuki szukała Renjiego, Natsume odwiedziła swojego Kapitana. Białowłosy jak zawsze zasypany był papierkami, którymi miała zająć się Matsumoto.
— Kapitanie, wybacz, że przeszkadzam. Porucznik Matsumoto została ranna podczas walki z ryoka.
— Widziałaś to?
— Nie, znalazłam ją podczas poszukiwań. Nie ma wątpliwości, że to ryoka. Kto inny mógłby ją zaatakować?
— Muszą być silni…
— Zapewniam, że nie są.
— Skąd ta pewność?
— Otrzymałam niedawno wiadomość od Mizuki Kitsune. Twierdzi, że są wyjątkowo słabi i nie wie jak to możliwe, że udało im się przedostać do Seireitei. — zapanowała chwila ciszy. — Kapitanie… Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Matsumoto jest porucznikiem… Jest słaba i nie wykonuje swoich obowiązków…
— Nie tobie decydować o tym, kto będzie moim porucznikiem.
— Kapitanie!
— Możesz odejść!
Iwakura nie wiedziała co zrobić. „Mogłam siedzieć cicho” — pomyślała. Nie było rady. Nie chciała denerwować kapitana jeszcze bardziej.
— Tak jest. — odpowiedziała i wyszła.
Mizuki nie mogła znaleźć Renjiego. Postanowiła pójść na łatwiznę, i zlokalizować go po jego reiatsu.
— Co do… — powiedziała do siebie — Co jest z jego reiatsu?! Muszę tam natychmiast wyruszyć!
Biegła przed siebie używając Shunpo. Gdy dotarła na miejsce, zobaczyła zakrwawionego Abaraia, który był nieprzytomny. Mizuki była przerażona. Było to dla niej niemożliwe. Wszyscy słabi, a jedyny jest tak wyjątkowo mocny?
Iwakura próbowała znaleźć sobie zajęcie. Nie miała już ochoty uganiać się za ryoka. Było tylu Shinigami, którzy mogli się tym zająć. Po chwili zastanowienia wróciła się z powrotem do biura swego kapitana. Zapukała do drzwi i słysząc wyraźne „wejść” weszła do pomieszczenia. Jedyne, co chciała teraz zrobić to najszybciej jak tylko się da odkręcić całą sytuację do której doprowadziła. Ukłoniła się nisko i powiedziała.
— Przepraszam, nie powinnam podważać zdania mojego Kapitana, nawet jeśli się z nim nie zgadzam.
Znów panowała cisza, dziewczyna tylko modliła się, aby nie powtórzyło się zajście z przed kilkunastu minut.
— Nie wiem, dlaczego tak źle myślisz o Matsumoto, ale są powody dla których została porucznikiem. Powinnaś ją wspierać, zamiast oczerniać.
— Rozumiem. Jeśli taka jest twoja wola, tak zrobię. — Tōshirō spojrzał na dziewczyną znad sterty dokumentów, po czym znów zaczął coś w nich bazgrolić. Iwakura stanęła znowu prosto i tuż przed wyjściem dodała — To nie tak, że uważam, iż Rangiku jest zła. Po prostu martwię się, czy jej zachowanie nie wpłynie źle na mojego Kapitana. — po tych słowach szybko ewakuowała się z pomieszczenia i poszła do Mizuki.