czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział specjalny 4

Punishment Is a Serious Business

— NIEEE! — wykrzyczało dziewczę w okularach, unikając gęstego płynu lecącego w jej stronę — Awa Odori, zostaw, przestań, nie strzelaj! — była bliska rozpłakania się.
Wielka gruba kula w bikini zbliżała się z nożem do mięsa. Czubek noża cały ociekał nasieniem, które wciąż leciało w stronę uciekającej postaci. Biegła ona przez długi, czarny korytarz, który nie chciał się skończyć, a wyjścia nie było widać.
— Co robić, co robić?! — powtarzała panicznie w myślach, gdy przewróciła się na śliskiej spermie na posadzce, której nikt nie mył od jakiegoś czasu.
Dziewczyna zerknęła za siebie i wylądowała na plecach. Tuż nad nią stał ów obleśny grubas, który oblizał usta. Schyliłby się pewnie, ale brzuch stanowczo mu zawadzał. Upadł więc na niego i złapał wystraszoną Tsuki za kostki u nóg i przyciągnął.
— Ach… jak smakowicie… — westchnął i wciągnął głęboko powietrze.
— Hyaaaa! NIEEE! — wraz z krzykiem rozległ się głośny trzask wielkich pięciometrowych wrót.
— Co tu się dzieje, do cholery?! Tsuki! Kazałam ci zanieść raporty do Kapitana Kurotsuchiego, a nie zabawiać się z Awa Odori! Zniknęłaś na tydzień!
— To nie tak, jak myślisz, Akane Taichō!
— Ja nie muszę myśleć! Wystarczy, że patrzę!
— Ale ja… ja nigdy bym nie zdradziła Kisuke!
— Wytłumaczysz to jemu! A teraz marsz do biura! Może chociaż papiery stemplować umiesz!
Tsuki zastała w biurze wielką, ogromną stertę papierów, poukładaną w duże wieżyczki na biurku i wokół niego. Podeszła i przyjrzała się. W górze papierów siedział i stemplował wychudły Kira z podpuchniętymi oczyma. Szykował się długi dzień i długa noc… I jeszcze jeden dzień… I jeszcze jedna noc… I może jeszcze kilka kolejnych…

Kapitan Mizuki właśnie zmierzała na spotkanie kapitanów. Szła korytarzem w największym spokoju i całkowitej ciszy, minęła tabliczkę „Świeżo umyte!”, stanęła przed drzwiami do sali zebrań, zaczęła przesuwać drzwi, by je otworzyć. I jak nie jebnęło, jak nie pierdolnęło, tak pół Seireitei się zatrząsnęło. Kitsune stanęła jak wryta, centralnie przed sobą widziała Głównodowodzącego, którego mina, ledwo widoczna zza brody, wyrażała wielkie zdenerwowanie. Oczy brunetki powiększyły się trzykrotnie, a ona sama poczuła jakąś dziwną wilgoć. Chciała zamknąć ponownie drzwi, ale przecież leżały teraz na podłodze. Odwróciła się na prawej pięcie i skuliła w charakterystyczny przy skradaniu sposób. Już uniosła lewą nogę, by oddalić się spokojnie, gdy Yamamoto wciągnął głośno powietrze gotów do krzyku i…
— Ekhu, ekhu, heeeeheeee, ekheee! — zapowietrzył się. Kiedy jego kaszel się uspokoił, przeczesał dłonią nieistniejące włosy, poprawił wąsy i brodę, znów wciągnął powietrze, poczerwieniał cały i krzyknął: — EKHEEE—KHEE—KHE—HE—EKHE! — oczy Kitsune były coraz większe ze strachu, to była tortura.
Kyōraku zerknął z troską na Ukitake, a ten założył na twarz maseczkę. Bał się kolejnego przeziębienia. To mogło go zabić.
— Jakby sterta alergii nie wystarczyła… — mruknął pod nosem Ukitake.
Gniew Shigekuniego zwrócił się teraz na niego, a zwrócił się tak zamaszyście i nerwowo, że aż długaśna broda Głównodowodzącego zagalopowała się w powietrzu. Trzeci raz już chciał nabrać powietrza, ale zanim jeszcze zdążył to zrobić rozległo się… jego zrezygnowane westchnięcie, a sekundę później głośne tupanie.
Yoshirō Satoru biegł szybko po świeżo umytej podłodze w korytarzu. Nie zauważył dość sporej tabliczki ostrzegającej o śliskiej podłodze, i, tuż przed wejściem do sali, poślizgnął się. W akcie desperacji pomyślał o złapaniu za drzwi, zatrzymaniu się na nich, a przy okazji także ich otwarciu. Oczywiście drzwi już nie było, przez co złapał się za wcześnie futryny i wpadł wraz z nią do pomieszczenia. Jego noga była nienaturalnie wykręcona, a jeden z palców jakby odwrócony w przeciwnym kierunku. Oczy też jakby miał z tyłu głowy, ale może to tylko podczas upadku część włosów z jego głowy wyrwała się i pozostawiła idealnie równe dwa okręgi.
— Kapitanie Głównodowodzący! W barakach Trzeciej Dywizji komuś wybuchła maszyna do produkcji opium! — zaalarmował Satoru.
Yamamoto zaś niuchnął nosem i faktycznie, coś zaleciało mu nieprzyjemnym smrodem. Uznał jednak, że to jego broda, bo ostatnio nie miał czasu jej umyć. Z bardzo charakterystycznym spojrzeniem próbował zmiażdżyć Kapitan Trzeciej Dywizji. Shizuka zaś uśmiechnęła się głupio, jakby o niczym nie wiedziała, a przez głowę przeszła krótka myśl: „Tsuki, zapierdolę cię!”.
— Kapitan Akane, jak zamierzasz to wyjaśnić? — zapytał jak zwykle pomocny blaszak Kurotsuchi.
— Zamierzam znaleźć sprawcę tego całego zamieszania. Jestem pewna, że to wcale nie była maszyna do produkcji opium, a spirytusu! — Yamamoto wyraźnie dał rudej do zrozumienia, że nie powinna była tego powiedzieć.
— To prawda! Żadnego opium, czysta kokaina! — dopowiedziała swoje Kitsune.
— Nie chcę tego słuchać ani chwili dłużej! Obie dywizje zostaną ukarane, oraz wszyscy, którzy mieli z tym coś wspólnego! Zostanie także wszczęte dochodzenie! Sprawą zajmą się oddziały specjalne. Chcę dostać do jutra rana listę winnych! Spotkamy się tutaj ponownie o szóstej rano! — wszyscy rozeszli się.
Shizuka porozumiewawczo popatrzyła na Mizuki, ale jedyne, co obie zrozumiały z przekazu, to: „Mamy przejebane…”.

Następnego dnia, o szóstej rano, przed Głównodowodzącym stali: Shizuka Akane, Mizuki Kitsune, Tsuki Nabosaki, Iwao Hisao, Yoshirō Satoru, Kaede Kō, Renji Abarai, Izuru Kira, Szóchej Hisagi, oraz ich Zanpakutō. Yamamoto przełknął ślinę i wciągną powietrze, na co Mizuki zareagowała wyciągnięciem przed siebie ręki, jakby chciała go powstrzymać.
— Śledztwo przeprowadzone przez Kapitan Suì-Fēng dowiodło, że wezwane tu osoby miały związek z masową produkcją nielegalnych substancji na obszarze Seireitei i dostarczaniem ich do sklepów w świecie żywych. Zostajecie ukarani zesłaniem na Ziemię do pracy w wesołym miasteczku w mieście Karakura, gdzie pieczę nad wami będzie miał zastępczy Shinigami, Ichigo Kurosaki.
— Świetnie, zostanie naszym murzynem, kiedy my zrobimy sobie wakacje — powiedziała na ucho Shizuka do Mizuki. Yamamoto popatrzył na nie, jakby co najmniej coś słyszał, a następnie kontynuował.
— Zostaniecie oddelegowani w trybie natychmiastowym, ponadto na okres miesiąca czasu, zostajecie zawieszeni w obowiązkach.
— To ma być kara? To jest nagroda — zagadnął Kaede do swojej Kapitan, zbliżając dłoń do jej pośladków. Zauważył to Jigoku no Hi, który podpalił wzrokiem rękę białowłosego. Ten zaś przerwał pasjonującą, super ciekawą, genialną, pełną goryczy przemowę Głównodowodzącego głośnym „KHIYAAA!!!” w rytmie podskoków z bólu.
— Kim jesteś i dlaczego przerywasz w ogłoszeniu wyroku?! — Kaede jednak nie był w stanie odpowiedzieć, zamiast tego, biegał we wszystkie strony krzycząc przeraźliwie, aż w końcu Renji znokautował go ciosem w twarz i powiedział:
— Ten tutaj to Kaede Kō, trzeci oficer Trzeciej Dywizji.
— Ty? Takie rekomendacje, takie osiągnięcia, a robisz opium?! — Kaede zebrał się powolnie z podłogi z głupią miną, i rzekł:
— Ja siedziałem przy spirytusie!
— A ty, Abarai? Taki wzorowy porucznik jak ty zamieszany w taką sprawę! Co na to Kapitan Kuchiki?
— Kuchiki Taichō… Kuchiki Taichō… — jego głos załamywał się i przyciszał — Taaa… — Yamamoto wytrzeszczył oczy, wstał (oczywiście tak szybko, że aż jego broda zaczęła lewitować) i wskazał ręką na drzwi.
— Wszyscy wyjść! Natychmiast udajecie się na Ziemię! … A z Kuchikim rozprawimy się inaczej…

Cała grupa wyszła eskortowana przed oddział specjalny. Suì—Fēng otworzyła dla nich bramę Senkai i po kolei pozbyła się każdego szkodnika.
— A więc, kochani, rozpoczynają się nasze zasłużone wakacje! — wykrzyczała Mizuki z entuzjazmem, a wszyscy za nią zrobili wesołe „yaaay!”.
— Ale co teraz będzie z Kisuke? — Tsuki zaalarmowała — Jak ktoś się dowie, że do jego sklepu dostarczaliśmy towar?
— Spokooojnie, nikt się nie dowie — zapewnił Abarai — Kuchiki Taichō na pewno wszystko załatwi.

— Urahara — powiedział ktoś pewnym tonem i pociągnął spory łyk zielonej herbaty, siorbiąc przy tym.
— Kuchiki Taichō, to bardzo poważne oskarżenie. Jesteś pewien, że to dla niego pracowali nasi oficerowie? — przez myśl Byakuyi stąpnęła myśl: „Oczywiście, sam robiłem z nim te interesy…”.
— Kapitanie Głównodowodzący, przecież od zawsze jego sklep wydawał się podejrzany… — Yamamoto mruknął cicho pod nosem udając, że się zastanawia, co w jego wieku było dosyć trudną czynnością. Na jego twarzy rodziły się dziwne miny, a raz nawet elementy jego twarzy zniknęły zupełnie. Byakuya mrugnął powolnie oczyma i stwierdził, że to wina marihuany z jego nowej plantacji. Shigekuni zauważył ten dziwny gest, ale nie chcąc odsyłać kolejnego kapitana na zwolnienie, udał, że jego zawsze zamknięte oczy nic nie widziały. Pożegnał się i opuścił jego posiadłość.

Sielankę wysłanych na Ziemię Shinigamich przerwał czyjś głos. Zza krzaków wyskoczył Ichigo i pewny siebie wykrzyczał:
— Żadnych wakacji! Zabieram was w miejsce, gdzie odbędziecie swoją karę! — grupa zaprzestała rozmów, każda jednostka przeanalizowała w ciszy, co usłyszała i wszyscy, jakby byli w zmowie, wybuchli śmiechem. Ichigo zarumienił się, bo Renji także się śmiał. Udał jednak, że nic się nie stało i kontynuował — A więc za mną! — wskazał palcem na horyzont i ruszył w kierunku wesołego miasteczka. „Pokażemy mu, że się myli.” — pomyśleli jak jeden mąż. Nagle wszyscy stali się tacy jednomyślni. Po kilku minutach każdy stał w swoim gigai przed bramą. Jakimś cudem Zanpakutō były widoczne dla ludzi, choć wcale nie byli umieszczeni w ciałach zastępczych. Kurosaki zakaszlał i rozpoczął mówić, chociaż i tak nikt go nie słuchał.
— Przydzielę wam teraz zadania. Słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzał! Kazeshini, przestań skakać po Awa Odori! Ekhm. A więc… ponieważ Jigoku no Hi i Tenshi no Koe mają na sobie eleganckie stroje, będziecie sprzedawać bilety wstępu. Balony sprzedawać będą Yoshirō i Yuki Dorei. Watę będą robiły Yukianesa i Kuroi Kisama. Strzelnicą zaopiekują się Shizuka i Kaede. W rolę klaunów wcielą się Izuru i Shūhei. Przy karuzeli staną Tsuki z Iwao. Największą atrakcją, czyli diabelskim młynem, będą się zajmowali Mizuki i Renji. Ponieważ Wabisuke, Kazeshini i Zabimaru mają dosyć nietypowy wygląd, pójdziecie do domu strachów. Ja będę was obserwował, więc macie dobrze wykonywać swoją pracę! Na miejsca! Gotowi! Start! — grupa rozeszła się powoli, przeklinając przydziały, które wcale im się nie podobały.
Ichigo westchnął i uśmiechnął się. Był niemalże pewien, że wszystko pójdzie jak po maśle. Przeszedł się do domu, bo zadzwoniła do niego zmarła matka, że obiad jest już gotowy, a przecież była pomidorowa…

Wrócił godzinę później do wesołego miasteczka, aby obserwować swoich podopiecznych. Zaczął oczywiście od kas biletowych. Stanął za pobliskim drzewem, aby nie było go widać i obserwował.
— Tenshi, patrz na tego idiotę w pomarańczowym bezrękawniku, który chowa się za drzewem i myśli, że go nie widać.
— Ty, faktycznie, co za baran! — przytaknęła niebieskowłosa, długowłosa, długonoga, długooka, długorzęsa, długousta, długopaznokietna Tenshi no Koe.
Truskawka poczerwieniał na twarzy słysząc to wszystko. „Och, nie! Zdemaskowali mnie! Co ja teraz pocznę!” — złapał się za twarz — „Aaa! Moja tapeta! Zapomniałem o niej! Cała się zsypie!” — i szybko zabrał z niej ręce. Ledwo to zrobił, a usłyszał wielki trzask w okolicach kas.
— Bilety, tanie bilety, bilety! — wydzierał się Jigoku no Hi jak typowy sprzedawca ziemniaków w starym żuku o szóstej rano.
— Bilety tu, bilety tam, bilety za darmo dam! — zrymowała dziewczyna.
Oboje złapali za koszyki pełne biletów zawieszone na smyczy na szyi i zaczęli skakać jak Czerwony Kapturek, biegnąc oddać się w ofierze babci i rozsypując bilety.
— O, nie, nie, stop! Przestańcie! — głos Kurosakiego łamał się i był pełny przerażenia. Biegał w kółko za dwojgiem Zanpakutō, które teraz biły się pustymi koszyczkami i zbierał bilety rozsypanie na ziemi. Oczywiście większość została już zabrana przez randomowych przechodniów, którzy ostrzyli swoje ząbki jak trzy świnki na domkach z ciastek, za zarobienie nieco grosza za wciśnięcie biletów znajomym i innym menelom. — Tego już za wiele! Uspokójcie się! — starał się ich rozdzielić, ale zamiast tego, został znokautowany przez Tenshi i Jigoku.
— Dobra. Śpi. Ja za nogi, ty za ręce. Tylko bocznymi ścieżkami, żeby nikt nie widział jak się pozbywamy ciała — zaalarmował czerwonowłosy i podniósł swoją część bezwładnego ciała zastępczego Shinigami.
Dziewczyna od razu pomogła mu i wtrąciła:
— Gdzie chcesz go wyrzucić? — chłopak rozejrzał się nerwowo, po czym olśniło go jak pierdy Archimedesa, kiedy biegał nago po domu i krzyczał: „Eureka!”, kiedy wymyślił rozwód. Tenshi od razu zrozumiała, o co mu chodziło i pomogła mu wciągnąć poobijanego Ichigo na wielkiego, różowego jednorożca. Kiedy tak sadzali nieprzytomnego jeźdźca, na jego wierzchowcu ich dłonie zetknęły się ze sobą. Popatrzyli sobie w oczy, zarumienili się oboje, złapali za ręce i w podskokach zniknęli gdzieś w tłumie.

Pozostawiony sam sobie na karuzeli rudzielec spadł z jednorożca twarzą na metalową podłogę. Od razu oprzytomniał i próbował zrozumieć, dlaczego karuzela kręci się tak szybko, a Iwao jedną ręką trzyma się wielkiego, zielonego nosorożca za jego jedyny, wielki, złoty róg i faluje na wietrze, jakby był kawałkiem bibuły. Ciekawiło go także, dlaczego dziecko, które siedziało na tym nosorożcu, płakało strasznie, a twarz Hisao cała była jak galareta napełniająca się ciągle powietrzem. Wyjaśnieniem jednak była migająca z ogromną prędkością twarz Szatana przy drążku od regulacji prędkości. Hisao trzymał się resztkami sił wielkiego, żółtego rogu, ale czuł, jak palce mu się ześlizgują. Wtem jak nie pieprznęło! Róg się złamał, Iwao zatoczył w powietrzu koło wokół karuzeli w pozycji Supermana i wpadł wprost w drążkowego Szatana. Szatan zaś okazał się być Tsuki, która pod wpływem zderzenia z Iwao, dupą przesunęła hamulec awaryjny i zatrzymała pędzącą karuzelę, której elementy przez szybkość rozmywały się. Karuzela zatrzymała się tak gwałtownie, że Truskawkę zwiało trzy metry dalej, a na niego poleciało i przysypało go kilkoro dzieci, które również brały udział w piekielnej przejażdżce. Wygrzebał się spod nich sposobem „na zombie”, czyli sprawił, że jego oczy wychodziły na wierzch, usta miał otwarte i dyszał ciężko, wydając odgłosy duszenia się. Tarzał się przy tym na ziemi i drapał pazurami, aby się przesuwać. Kiedy już udało mu się wygrzebać spod sterty płaczących bachorów, jego oczom ukazały się zabawki przymocowane do karuzeli, które były całe stopione. Już chciał opierniczyć sprawców, ale ci zniknęli bez śladu. Zrezygnowany, brudny i śmierdzący szedł powłócząc nogami przez wesołe miasteczko. W głowie miał tylko myśl: „Yamamoto mnie zabije!”, i: „Muszę zdążyć na kolację, bo mamie będzie smutno…”. Idąc tak zmarnowany, wpadł na jednego z wałęsających się klaunów.
— Och! Shūhei! Izuru!
— Nie spoufalaj się, plebsie! — odszczeknął Izuru.
— Dla ciebie Hisagi-dono i Kira-dono! — dodał Shūhei.
Ichgo zamknął się w sobie, ale otworzył jedno oko, aby mieć szansę na przeżycie konfrontacji ze swym pracodawcą, Głównodowodzącym Gotei 13.
— Widzieliście może Nabosaki i Hisao? — zapytał powolutku i niepewnie, tak, aby nie oberwać.
— Nie, ale możliwe, że są w domu strachów — pokierował blondyn i odwrócił się z uśmiechem od ucha do ucha, odsłaniającym wszystkie zęby.
— Dziękuję — odparł młodzieniec i pobiegł z nadzieją do domu strachów ciesząc się: „Chociaż jedna grupa jest w porządku!”.
— Kazeshini, Wabisuke, Zabimaru, nadchodzi! — brunet dał znać Zanpakutō przez krótkofalówki.

W domu strachów trzy katany odebrały przekaz. Kazeshini zaśmiał się w charakterystyczny dla niego sposób i roztłukł butelkę denaturatu o ścianę prawie trafiając nią w głowę Wabisuke. Ten zaś chciał zrobił unik w matriksowym stylu, ale jego domek na plecach był zbyt ciężki i upadł twarzą na podłogę, porywając przy tym ustami pojarę Zabimaru, która zgasiła się na jego podniebieniu.
— KHYAAAAAAAAA! — wydarł się, podskoczył i wyjebał przez dziurę w ścianie.
— Hah, a ten już poleciał na pozycję! — podsumował Kazeshini.
— Zajebał moją pojarkę od Mietka! — pawianica Zabimaru omal się nie rozpłakała i smutnym krokiem ruszyła we wcześniej wskazane miejsce.
— Zaczyna się zabawa… — Kazeshini potarł ręce i także poszedł przygotować niespodziankę dla Ichigo.

Tymczasem Truskawka już był blisko domu strachów. Budynek nie był zbyt wielki, ale miał ogromne piwnice, do których wjeżdżało się kolejką. Ichigo zasiadł w jednej z nich i rozpoczął podroż. Mały wagonik, w którym siedział, był ciaśniejszy niż mu się wydawało na początku. Do tego cały był obrośnięty mchem, deski były spróchniałe i śmierdziały grzybem. Jeden malutki grzybek nawet wyrósł w jej rogu. Wagonik zupełnie nie wyglądał jak ten ze zdjęć reklamujących wesołe miasteczko, do tego ta wyblakła karteczka z czaszką przyklejana na tutejszy denaturat. Niespodziewanie wagonik pomknął znacznie szybciej po szynach. Na pierwszym stanowisku stało Zabimaru, które widząc kolejkę nadjeżdżającą coraz szybciej, pawianica pociągnęła za wcześniej przygotowany sznurek, a z ziemi wyłoniły się wielkie kolce, które oberwały dno wagonika, w którym siedział Ichigo. Chłopak wydarł się przeraźliwie i starał się nie zaryć nogami o ziemię. Uniósł głowę, aby zobaczyć, jak wygląda sytuacja przed nim, ale nie zauważył, że przed nim strop był znacznie niższy i uderzył głową o beton. Wypadł z wagonika i leżał w bezruchu przed dłuższy czas. Kiedy się ocknął zdał sobie sprawę, że nie ma już kolejki, która pomogłaby mu się wydostać i musi iść pieszo. Za sobą usłyszał okrutne szlochanie, głos był znajomy, taki smutny. Szlochy przypominały płacz człowieka, którego dom został zniszczony. Jego spodnie zrobiły się mokre, a on sam pobiegł przed siebie jak strzała. Biegł i biegł, aż coś wielkiego i czerwonego wyskoczyło z ciemności, natychmiast zniknęło, kopnęło go w dupę i podpaliło miotaczem denaturatu. Wszystko trwało tak szybko, że nie rozpoznał sprawców. Z płonącym tyłkiem wybiegł w końcu z domu strachów przeklinając, że zgodził się nadzorować tych niedorozwojów. Śmiech Kazeshiniego było słychać nawet w Seireitei. Ale kto by się nie śmiał widząc Ichigo z płonącą dupą, który właśnie biegł z pełną prędkością na strzelnicę.
— Ty debilu! — wrzasnęła Shizuka i uderzyła Kaede w łeb.
Białowłosy zaś przyciągnął ją do siebie trzymając rękę na jej talii i zapytał małego chłopca, jaką nagrodę chciałby za udany strzał. Chłopiec wybrał lalkę Barbie, co dla Kaede nie było absolutnie niczym dziwnym, bo sam w młodości bawił się lalkami. Lubił je rozbierać. Ciągle komplementował mamę chłopca, a ta czerwieniła się z zawstydzenia. Shizuka znów pierdolnęła chłopaka w łeb. Ichigo znikąd wparował na strzelnicę i usiadł na wiadrze z wodą, by się ugasić. Mały chłopiec akurat celował w wybraną lalkę, ale zamiast w nią, trafił w Ichigo.
— AAAAAAAAAAAAAAAAAA! — wydarł się z bólu, który był tak okropny, że nawet nie zauważył, jak Kō zaczyna całować mamę chłopczyka.
Shizuka zaś wpadła w szał, wyrwała ostrą rzutkę z ognistego, ale ugaszonego tyłka Kurosakiego, wywołując kolejny spazm bólu, i zaczęła wbijać ją w Kaede. Rudzielec był tak przerażony tym widokiem, że ewakuował się najszybciej jak tylko mógł. Szukał jakiegoś spokojnego miejsca, do tego właśnie zaburczało mu w brzuchu. Kilka metrów dalej swoje stoisko z watą cukrową miały Yukianesa i Kuroi Kisama. Wata cukrowa od razu przypominała mu domowe obiadki. Ale cóż to? Dziewczyny ubrane były w wyzywające lateksowe stroje i wykrzykiwały:
— Parasol „Rozłożę się w twoim zadku 3000” już za jedyne 10 jenów!
— Wata cukrowa w wybranym kształcie już za jedyne 666 jenów!
Ichigo już widział swój raport dla Yamamoto, w którym napisze najgorsze opinie na ich temat, jakie tylko się da. W końcu zdał sobie sprawę, że została im ostatnia para do sprawdzenia. Czuł, że będzie to bezproblemowe, zwłaszcza, że był tam Renji. Kurosaki skierował się więc w stronę diabelskiego młyna i rozejrzał się dookoła. Nigdzie nie było operatorów. Czekał kilka minut licząc, że może poszli do toalety, gdy z jednej z kabin młyna usłyszał dziwne jęki.
— Ach… ach… oooooh, yes… taaak… dobrze… świetnie… — głos był wyraźnie kobiecy, towarzyszyły mu także inne stękania, ale znacznie cichsze.
Popatrzył do środka i zobaczył Renjiego i Mizuki w jednoznacznej sytuacji. Pełen oburzenia i zazdrościł otworzył drzwiczki, choć młyn wciąż się obracał. Renji wydał z siebie nieokreślony, głośny dźwięk i ciągnąc Kitsune za rękę, wybiegł z kabiny i pobiegł w kierunku parkingu. Czekała tam już cała ekipa zadowolona z siebie. Na chama wszyscy wbili do jednej taksówki i kazali zawieść się na lotnisko. Umęczony Ichigo widział jak odjeżdżają z twarzami poprzyklejanymi do szyb.

sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 3, część 4, odcinek 14

— Muwah hahu auah ha he hu hu hu hu aaAAaa! — szponiasta postać śmiała się i skakała w pozycji zbliżonej do embrionalnej — Co za debile! Co za idioci! Muwhahaha! — brzuch zaczynał go boleć od śmiechu, ale nie przestawał, wciąż skakał jak opętany, jego białka oczne były przekrwione, co wskazywało na użycie marihuany — Wszystko zgodnie z planem! — spoglądnął na Ichigo — Dziękuję ci… Jak to dobrze, że w miarę szybko odzyskałeś swoją pacynkę i pomogłeś mi.
— Dlaczego to robisz?! Po co?! — krzyczał pomarańczowłosy.
— Mój pan czeka… Wasze bezużyteczne Zanpakutō były dobrymi prowokatorami. Zaślepione lalki robiące wszystko, co im rozkazałem. Głupie, słabe i bezużyteczne. Haha…
— Co?! — z ciemności wyłoniły się Katen Kyōkotsu ze słowami, a za nimi Sōgyo no Kotowari — My wszyscy… My wszyscy byliśmy zwykłymi marionetkami w twojej grze?!
— Uważasz nas za SŁABE PACYNKI?! — krzyczały młode bliźniaki — BRAĆ GO!
— NIE! Stójcie! — próbował krzykiem zatrzymać Ukitake.
Oba Zanpakutō nie posłuchały go i rzuciły się na Muramasę. Jednak wszyscy — z wyjątkiem Głównodowodzącego Yamamoto — zapomnieli, że Muramasa zdołał już uwolnić Ryūjin Jakkę. Wszystko wokoło pochłonęły płomienie, niszcząc przy okazji dwa Zanpakutō.
— Jedyna w swoim rodzaju… Ryūjin Jakka! Hahaha! — śmiał się Muramasa.
Wszystkie zebrane tam osoby były otoczone ogniem.
— I co teraz?! — panikował Kaede.
— Gdybyś myślał, zamiast wysyłać tego idiotę do walki, nie bylibyśmy w tej sytuacji! — krzyknęła Shizuka.
— Mieliśmy go odbić, a to było jedyne wyjście! — Kaede z paniki zaczął przechodzić w złość, mimo wszystko czuł irytację wobec siebie. Zamiast pokazać rudej małpie, że zasługuje na stanowisko, doprowadził do jeszcze większego problemu, a ruda małpa na pewno to wykorzysta, jak nie ona, to jej piekielna przyjaciółka.
— Zawiodłeś — podsumowała szybko Mizuki. — To nie czas na kłótnie, skoro narobiłeś syfu, to teraz pomyśl lepiej, jak go posprzątać, zamiast usiłować tłumaczyć swoją niekompetencję, dzieciaku. — Ukitake przytaknął wraz z Kyōraku.
Byli w paskudnej sytuacji. Kō jeszcze bardziej miał ochotę użyć swojego Zanpakutō, ale nawet nie zdążył go odzyskać w tym całym buncie.
— Mizuki, mój Jigoku tutaj nie pomoże, ale może Yukianesa… — zaproponowała Akane widząc, że sytuacja jest coraz gorsza
— Wątpię, żeby to przeszło. Jesteśmy setki lat za Ryūjin Jakką. Mój lód zapewne rozpłynie się, zanim w ogóle się pojawi!
— Spróbujmy! Musimy się stąd wydostać! — krzyknął Kyōraku.
Ichigo ciągle przekrzykiwał się z Muramasą.
— Rusz dupę, idioto! Ewakuujemy się! — zasygnalizowała Shizuka.
— Nigdzie się stąd nie ruszacie — stwierdził szponiasty i uśmiechnął się, choć bardziej przypominało to jakiś grymas. — A teraz wybaczcie, ale idę odzyskać swojego Pana. Ryūjin Jakka się wami zajmie.
— To koniec! — panikował Kaede
— On zamierza zniszczyć Gotei 13 — powiedział Yamamoto, jak zwykle bez jakiegoś tonu przejęcia. — Ale wcześniej zamierza odzyskać swojego pana. Jest zapieczętowany w Karakurze. Kōga Kuchiki… To była zła osoba. Zdolnością jego Zanpakutō, Muramasy, było przejmowanie kontroli nad innymi tego typu broniami. A teraz, Muramasa pragnie go uwolnić… Razem zniszczą nie tylko Gotei 13, ale także całe Soul Society, Karakurę i resztę świata.
— K-Karakurę?! — spanikował Ichigo — Dlaczego…?
— Tego nie potrafię powiedzieć. Powinniście pojawić się w Karakurze i powstrzymać Muramasę.
— Tak, tylko… jak? Ryūjin Jakka nas blokuje…
— Może włóż maskę Hollowa i użyj swojego najmocniejszego ataku? — zaproponowała Mizuki.
Ichigo oczywiście zrobił to, z wrzaskiem rzucając Getsugą Tenshō. Mógł wylecieć daleko, ale jednak płomienie Ryūjin Jakkii zaczęły go oplatać ze wszystkich stron, łącząc się w jedną zgrabną kulę.
— Chyba wysłałaś go na samobójstwo… — powiedziała beznamiętnie Shizuka.
— Bankai! Daiguren Hyōrinmaru! — usłyszeli słowa, które oczywiście należały do Tōshirō Hitsugayi.
Kopuła ognia została chwilowo zamrożona, a Ichigo wypadł z hukiem z pułapki.
— Szybko! Wychodźcie! — poganiał Hitsugaya.
Wszyscy w trybie natychmiastowym ulotnili się. Jednak Głównodowodzący Yamamoto nie ruszył się.
— Ruszajcie. Mam sprawę do załatwienia z moim Zanpakutō. — starzec po tych słowach wyciągnął swoją katanę.
Wszyscy wyruszyli do Karakury, celem powstrzymania Muramasy.

środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział specjalny 3

Gigais Are Fucked Up Like Their Creator

„… Nigdy więcej do męskiego…”
„… Co ja zrobiłem…”
„KIRA?”
„Taichōōōōō!”
„Raz kozie śmierć.”

To miał być spokojny urlop jak wszystkie inne. Oczywiście świat zapomniał, że kiedy do akcji wkracza nowa generacja Shinigami, nic nie jest takie same, nic nie jest proste i nic nie jest normalne. I o tym dziś opowiem wam historię. Zaczęła się ona bardzo spokojnie i zwyczajnie. Tak jak zwykle się dzieje, kiedy Shinigami otrzymują przepustkę na Ziemię, czwórka wysłanych szczęśliwców otworzyła bramę w swym świecie i przeszła przez nią. Niebo otworzyło się, w pustej przestrzeni powstała brama Senkai. Wrota otworzyły się, pięć postaci zgrabnie i szybko zeskoczyło na ziemię. Wyglądali, jakby się naradzali, po chwili wyjęli dziwne manekiny, które wyglądały zupełnie jak oni.
— TSUKI, TY IDIOTKO! — rozległ się krzyk, bardzo męski krzyk
— Nie krzycz! Nie krzycz! Kisuke cię usłyszy i zrobi z tobą porządek! — broniła się nieduża postać o czarnych włosach, nosząca okulary.
— Spokojnie, spokojnie, zaraz wyjdziemy z naszych gigai i wszystko będzie w porządku! — przekonywała kolejna brunetka, jej włosy były niesamowicie długie.
Zdenerwowani ludzie zaczęli dziwnie szarpać się z własnymi ciałami.
— O nie, o nie, o nie! — szaleńczo powtarzała dziewczyna w okularach, biegnąc w kółko wokół towarzyszy.
— Zaraz ci dam takie „o nie”, że wyciągniesz nas z tego sto razy szybciej, niż nam to zrobiłaś! — wykrzyczał blondyn z grzywką zasłaniającą połowę twarzy.
— Nie chcecie powiedzieć, że gigai znów nawaliły? — zapytała brunetka o długich włosach.
— Właśnie to chcemy powiedzieć! — odpowiedział zdenerwowany mężczyzna z dziwną taśmą i bliznami na twarzy. — Nie wiem jak wy, ale ja nie zamierzam pić drugi raz spermy tego brudasa Urahary!
— Cholera! Musi być jakiś inny sposób! Ty wepchnęłaś nas w nie nasze gigai, które do tego nawaliły i nie możemy ich opuścić! Zabieraj swoje głupie dupsko z powrotem do Seireitei i wezwij pomoc. Musi być inny sposób na opuszczenie tych ciał zastępczych, niż picie tego paskudztwa. Czy to chociaż było białe?! — ponownie wtrącił się blondyn.
— Akane Taichō, czy w tym wypadku nasz urlop jest wciąż aktualny? — odezwała się czerwonowłosa z rozwianą grzywką.
Przez chwilę panowała cisza, brunet usiadł zrezygnowany na sporym kamieniu w trawie i kiwał się, jakby miał chorobę sierocą, po czym odezwał się:
— Nie wiem, ale… przez jakiś czas zostaniemy w tych ciałach, prawda?… ŁÓHÓ! — nie kończąc szybko, zajrzał do luźnych w pasie dżinsów dostrzegając, że brak pod nimi bielizny.
— TAICHŌŌŌŌŌŌ! — krzyknęła długowłosa brunetka z błaganiem w głosie — Przestań! — widząc to, czerwonowłosa nabrała koloru swoich włosów na policzkach i popatrzyła z nadzieją na blondyna.
— Już dobrze, chciałam tylko popatrzeć! Niecodziennie jest się mężczyzną, do tego tak seksownym! — powiedział brunet. — Dobrze więc. Kto jest za kontynuowaniem urlopu? — wszyscy podnieśli ręce w górę. — Podsumujmy, Shizuka jest w gigai Izuru, Izuru jest w gigai Shizuki, a ja w gigai Shūheia, a on w moim… Nabosaki! Co ty tu jeszcze robisz?! Zapierdalaj po pomoc dla nas!
— AAAAAA! — wrzasnęła Tsuki, po czym przebiegła przez bramę Senkai i zniknęła.
— Ej, Izuru! Zostaw moje cycki! — odezwała się Shizuka. — Dobrze wiem, że to robisz, kiedy odwracasz się do nas plecami! Jesteście siebie warci, dwaj zboczeńcy! Tak, Mizuki, to było o tobie!
— A ty nie masz ochoty zobaczyć jego wyposażenia?! — Shizuka zamilkła i znów zapadła cisza.
Kira opuścił ręce na dół i przestał ciągle zaglądać w „swój” biust. Brak odpowiedzi ze strony kapitan oznaczał nic innego jak potwierdzenie.
— Całe szczęście nasze zadanie ogranicza się do wypoczywania — powiedział Izuru, chcąc przerwać tą niezręczną ciszę.
— Ech, na razie i tak nic nie możemy zrobić, poza czekaniem, aż ta głupia, niezdarna Tsuki sprowadzi pomoc — zrezygnowana Shizuka opuściła głowę, a następnie zerknęła na Kitsune w ciele Hisagiego. — Przestań się tam gapić!
— Ale on nie nosi majtek! — wydarła się, Shūhei poczerwieniał i miał ochotę zapaść się pod ziemię. Szalkę goryczy do końca przeważył fakt, że podekscytowana Kapitan włożyła rękę w spodnie, a za chwilę zza linii pasa od dżinsów wysunęło się coś różowego.
— Aaaa, Taichō! Nie, przestań, schowaj go! — rzucił się swym nowym, drobnym kobiecym ciałem na swoje i próbował ukryć obnażone przyrodzenie. Kiedy już mu się to udało, odetchnął z ulgą. Napięcie znów wróciło, gdy Mizuki włożyła ręce do kieszeni, ale to i tak było bezpieczniejsze.
— Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam udać się do jakiegoś sklepu i przepuścić odrobinę pieniędzy Gotei 13 — oznajmiła Akane. — Mizuki, idziesz ze mną?
— No jasne, że tak! — podbiegła do Akane, a ta pociągnęła ją za sobą i podskakując z jednej nogi na drugą, odeszły w siną dal.
— No i zostaliśmy sami… — powiedział Hisagi.
— Owszem — odpowiedział mu Kira.
Oboje nagle zwrócili twarze na siebie, po czym błyskawicznie zbliżyli się do siebie. Izuru złapał za piersi Shūheia, a Shūhei piersi Izuru.
— Dlaczego dotykasz moich cycków?!
— A ty moich?!
— Przestań, ja to czuję!
— Nie wierzę, że są tak wrażliwe! — nagle przestali.
Znów popatrzyli się na siebie, a tym razem ich ręce zawędrowały na ich własne cycki.
— Ach, piersi Kapitan Shizuki… — rozmarzył się Kira.
Podobnie było z jego przyjacielem. Byli niesamowitym widokiem dla przechodniów. Najpierw dwoje dziwnych mężczyzn trzymających się pod ramę i podskakujących, a później dwie kobiety dotykające wzajemnie swoich piersi.

Tymczasem Shizuka i Mizuki dążyły obejść cały duży chiński market i sklep „Wszystko po 10 złotych!”.
— Dobrze, że mamy te komunikatory, prawda, Shizu?
— Noo, myślę, że powinnaś dać znać chłopakom, musimy się spotkać i sprawdzić, jak idzie sprowadzanie pomocy.
— Wyślę im SMS-a, a teraz… Widzisz to, co ja?
— Tak! Idziemy się napić! — dziewczyny w ciałach swych poruczników ruszyły prosto do baru, który znajdował się tuż przed nimi.
Lokal był wyjątkowo duży, wchodziło się wąskim korytarzem, następna była ogromna sala z barem po lewej i ogromnym parkietem, po prawej zaś, naprzeciwko baru, był kolejny wąski korytarz, tym razem do łazienek. Wszędzie było ciemno, jedynym światłem był błyszczący na biało-błękitno bar i kolorowe światła z sufitu. Od razu na wstęp, w ciągu kilku minut poszły dwie buteleczki sake i po kieliszku wódki. Następnie zaczęło się obalanie butelki whisky. Zabawa była tak dobra, że nawet nie zauważyły, kiedy trunek się skończy.
— E-ey, mamy wi-adomość od -suki — zaczęła mówić trudnym pijanym językiem Kitsune.
— Suki?
— TSUKI! — wydarła się do ucha przyjaciółki. — M-wi, że niedługo b-dź— pom-c — nie skończyła jeszcze mówić, gdy wdrapała się na ladę i zaczęła popisywać ciałem swojego seksownego porucznika. Kręciła biodrami, zerwała z siebie koszulę i pokazała nagi, umięśniony tors, który gładziła rękami. Trudno powiedzieć, jakim cudem nie spadła z baru, widocznie większość odbiła się na jej mowie. Shizuka piszczała do przyjaciółki wraz z tłumem oczarowanych dziewczyn i wtem…
— TAICHŌŌŌŌŌŌ! — Hisagi, który przybył do baru z Kirą po otrzymaniu SMS-a. Omal nie dostał zawału, widząc siebie tańczącego, dotykanego przez napalone pijane kobiety i… O BOŻE, sam był w koszmarnym stanie!
— SZÓCHEJ! — odkrzyknęła mu i zeskoczyła prosto w jego ramiona, co wyglądało bardzo dziwnie, w końcu on teraz był kobietą.
Zajęli miejsca obok Shizuki, za chwilę podszedł do nich także Izuru. Kiedy popatrzył na samego siebie, jego twarz pobladła, i choć Shizuka miała jasną cerę, to teraz stała się jeszcze jaśniejsza. Widok był dla niego przerażający. Na nadgarstku miał pieszczochę z wielkimi ćwiekami, czarny podkoszulek, poszarpane jasne dżinsy, ciężkie buty, oczy i paznokcie pomalowane na czarno i grzywkę zaczesaną za ucho i odsłaniającą zasłoniętą zwykle połowę twarzy. Usiadł zmarnowany obok swojej kapitan, która zrobiła z niego „potwora”. Hisagi chętnie by się tym przejął, ale usiłować ratować swoje pijane ciało.
— I jhak ci się podoba n-w image?
— Kapitanie! Zrobiłaś ze mnie potwora!
— Ale za to jakiego seksownego! — dziewczyny po kilku szklankach wody zaczęły normalnie mówić. — Ej… Izuru… Albo nie…
— Hę? Słucham? — i wtedy przez głowę ośmielonej dodatkowo alkoholem czerwonowłosej przeszła myśl: „raz kozie śmierć”.
Popatrzyła delikatnym, pijanym wzrokiem na samą siebie, wzięła swoją twarz w dłonie i zaczęła się namiętnie całować. Mizuki i Szóchej popatrzyli na tą scenę z wytrzeszczem. Pomimo iż w jej gigai znajdował się Izuru, było to dziwne widowisko. Jeszcze dziwniejszym był fakt, że Kira wcale się nie wyrywał, ale zamknął oczy i odwzajemnił pocałunek.
— Ach! — oderwała się w końcu od ust własnego gigai. — Zawsze chciałam całować się sama ze sobą! — Izuru posmutniał… Dla niej to on nie całował świetnie, ale ona sama… So sad. Wstał, wypił zawartość szklanki z whisky, której nie dopiła Akane, a nawet jej nie ruszyła i poszedł w kierunku toalet.
— Kira, nie spinaj się tak! — Shizuka pobiegła za nim. Kiedy dotarła pod drzwi, logicznie do swej obecnej postaci, wpadła do toalety dla mężczyzn, stanęła przy pisuarze i…
— O, Boże… — szybko od niego odeszła i zamknęła się w wolnej kabinie.
Rozpięła spodnie, opuściła je na dół, jedna jej ręka zawędrowała pod koszulkę, a druga na przyrodzenie. W tej samej chwili właściciel obmacywanego przez nią ciała, siedział w ubikacji obok. Właśnie umył ręce i poprawił chaotycznie ułożoną grzywkę, po czym odwrócił się w kierunku wyjścia z pomieszczenia. Wtem rozległo się głośne „bum!”, a drzwi jednej z kabin otworzyły się i zalśniły jasnym światłem.
— Oto ja, jedyny, wspaniały, cudowny, utalentowany, seksowny Kaede Kō! Przybyłem z trunkami dla czwórki Shinigami! Ach! — białowłosy wyszedł z bramy Senkai, która dziwnym trafem miała swoje wyjście w damskim kiblu.
Widząc pożerający wzrok Kaede na sobie, Kira szybko wybiegł. Niestety, został złapany i przygwożdżony do ściany przez swego młodszego kolegę. Kaede złapał go za nadgarstki i przycisnął do ściany, po czym polizał „jego” szyję. Kira ani drgnął.
— Widzę, że przestałaś się opierać swoim uczuciom! — powiedział z ekscytacją w głosie.
— Przestań! To ja!
— Wiem, że to ty, Shizuko, nareszcie spiję nektar twego ciała.
— Nie Shizuka, KIRA! To ja, IZURU KIRA!
— Ach, jaka nieśmiała, no już nie musisz kłamać — zatkał usta swej ofiary językiem, prawą ręką uniósł i oparł o swoje biodro „jego” nogę i odsłonił materiał zwiewnej czarnej sukienki, która i tak sięgała tylko do połowy ud, a lewą ugniatał „jego” pierś. Drzwi na korytarz otworzyły się i wpadli całujący się Szóchej i Mizuki, obie pary nawet nie zauważyły swojej obecności, ale…
— TY PERWERCIE! — krzyknęła jakaś postać z męskiego sracza, która wciąż na glanie miała nieco niezidentyfikowanej substancji. Shizuka podeszła do Kaede i silnymi ramionami Kiry rzuciła nim o przeciwną ścianę, po czym potraktowała prawym sierpowym. — Nigdy więcej nie dostaniesz mojego ciała! — Kō stanowczo nie wiedział, o co chodzi i nie ogarniał, jakby sam się napierdolił. — Kira, jesteś moim porucznikiem! Jak mogłeś dać mnie macać temu idiocie! — rzuciła się we własne ramiona i rozpłakała. Całą sytuację od krzyku Shizuki, zaczęli obserwować ich towarzysze, którzy przybyli odrobinkę wcześniej. Białowłosy postanowił w końcu wykonać swoją misję.
— Hahahaha, przybyłem z trunkiem dla was, po który wysłaliście tą waszą Tsuki! — grupa zamieniła się w słuch. — Ale uważajcie, to daje niezłego kopa! Miałem pięć buteleczek, ale jedną sam wypiłem, miota mną jak Szatan!
— Jego mózg zniknął i nigdy nie wróci — podsumował Kira, pocieszając swoją Kapitan, z przerażeniem przyglądając się jak jej koszmarny makijaż na jego oczach rozmazuje się i staje jeszcze straszniejszy.
— Dawaj to! — krzyknęła Kitsune.
— Właśnie, oddawaj! — dołączył się Kira.
— Nie.
— Oddawaj! — Hisagi obawiający się o swoją męskość, naciskał na Kaede.
— Dam wam to dopiero, jak zdobędziemy nocleg! — odparł chłopak. Jakimś cudem wszyscy znaleźli się w sklepie Urahary. Kapelusznik zaprowadził ich do jednego z pokoi, gdzie leżały pościele — A więc ja, wspaniały, cudowny, jedyny w swoim rodzaju…
— Bezmózgi.
— Bezmózgi, nieokiełznany, fenomenalny Kaede, ofiaruję wam ten oto trunek! — Shinigami rzucili się na nieświadomego chłopaka i szybko wypili całą substancję w butelkach, która smakowała zupełnie jak coca-cola. W chwilę później, z promiennymi uśmiechami, wydostali się i zamienili ponownie swym gigai. Kaede stanął jak wryty. — KIRA O NIE, O MATKO, CO JA ZROBIŁEM! — niestety, lekarstwo faktycznie działało jak alkohol, do tego bardzo silny. Cała czwórka nagle padła na pościele i zasnęła.
Shizuka leżała na Kirze, który ściskał jej pierś. Obok niej poległ jak długi Kaede, przytulający się do jej tyłka. Obok nich leżeli Mizuki z Szóchejem, trzymająca go za krocze. Szykował się wielki kac.

sobota, 18 sierpnia 2012

Rozdział 3, część 3, odcinek 13

Mizuki i Shizuka pożegnały się z obecnymi w sali i wyszły, a za nimi Kyōraku, Ukitake i Kurosaki, trzymający czule za rękę Abaraia. Chłopak wyraźnie przybity był zdradą Byakuyi. Kitsune zagotowała się widząc to, ale umiejętnie wycofała się i zajęła miejsce po drugiej stronie czerwonowłosego. Wychodząc z budynku, w którym odbywało się spotkanie, Shizuka usłyszała czyjeś wołanie.
— Czy coś się stało, Poruczniku?
— Pani Kapitan, jest pani potrzebna w biurze, miesiąc temu Głównodowodzący przydzielił do naszego oddziału nowego oficera, który przybył chwilę temu.
— Nie mam czasu się teraz zajmować jakimś słabym oficerem, włącz go do poszukiwań — odwróciła się i zaczęła iść dalej.
Zdesperowany Kira krzyknął:
— To trzeci oficer! — dziewczyna aż musiała się zatrzymać.
— Akane, masz nowego trzeciego? — wtrąciła Mizuki.
— Jak to? A co z poprzednim trzecim oficerem? Nikt nie ma prawa zmieniać rang bez mojej wiedzy czy zgody, to ja przydzielam rangi, albo…
— To była odgórna decyzja Głównodowodzącego. Proszę, zajmij się tym. — czerwonooka zastanawiała się chwilę, po czym powiedziała grupie, która była razem z nią:
— Pójdę to szybko załatwić i przyłączę się do was, nie ma czasu do stracenia. — Shinigami skinęli głowami i ruszyli do południowych jaskiń.
Tymczasem pani Kapitan i jej Porucznik najszybciej jak mogli dostali się do jej biura, gdzie czekał już jej nowy trzeci oficer. Shizuka otworzyła drzwi biura i zasiadając przy biurku przed stertą dokumentów zmierzyła stojącego tam chłopaka wzrokiem. Był średniego wzrostu, miał siwe włosy niczym staruszek i szare oczy, jego skóra także była jasna, więc sprawiał wrażenie białej plamy. Miał na sobie strój Shinigami, czarne haori z czerwonym spodem i ciemny płaszcz, a przy pasie biały pakunek. Jedną rękę trzymał na rękojeści swojej katany, a w drugiej, puszczonej do dołu, miał cygaretkę o paskudnym aloesowym zapachu. Miło się uśmiechnął, jakby miało to pomóc, ale Shizuka miała zły humor, bo traciła czas na bzdury. Dziewczyna spojrzała na kartki przed sobą, a następnie na chłopaka.
— Kaede Kō? — tym razem białowłosy leciutko skłonił głowę, ale jego uśmiech bardziej wyrażał chęć pokazania, kto jest lepszy niż sprawiać wrażenie miłego.
— Mam nadzieję, że się dogadamy, Shizuko — jego głos był niski i denerwował jej uszy, ale coś w tym głosie, aż prosiło się o dalsze słuchanie.
— Dla ciebie Kapitan Shizuka Akane. Gdy tylko odbijemy Głównodowodzącego zamierzam z nim porozmawiać na temat twojego stanowiska.
— Pani Kapitan Shizuko Akane, czy uważasz, że nie należy mi się ono?
— Mój trzeci oficer był bardzo dobry i miał mnóstwo doświadczenia, rekomendacje, a wysokie wyniki w akademii nic nie znaczą. — chłopak skrzywił twarz w jakimś sarkastycznym uśmiechu pełnym kpiny. „Zero szacunku, już ja cię nauczę”, pomyślała. Następnie wstała i podeszła do Kaede, wyciągnęła z jego ręki cygaretkę i wyrzuciła ją przez okno, krzywiąc się i dając do zrozumienia, że nie podoba jej się jej zapach. — Idziesz ze mną, zobaczymy jak wspaniałe wyniki masz w prawdziwej walce.
Dziewczyny niechętnie wzięły Kaeda Kō ze sobą. Mizuki była święcie przekonana, że gdy natkną się na coś niebezpiecznego, to nie da sobie rady. Czarnowłosa kapitan prowadziła do jaskini grupę Shinigami w składzie Kitsune, Akane, Abarai, Hisagi, Kyōraku, Ukitake, Kurosaki i Kō. Po pewnym czasie dotarli na prawdopodobne miejsce przebywania Głównodowodzącego Yamamoto.
— To tutaj. Właźcie — pogoniła.
— Nie wygląda to na bezpieczne miejsce… — powiedział Ukitake.
Przeszli kawałek drogi, gdy w końcu dotarli do rozwidlenia na trzy przejścia.
— Powinniśmy się rozdzielić — zaproponował Kaede.
— Nie spodziewałam się tego, że myślisz — zakpiła Shizuka — Ale przynajmniej twój pomysł jest pożyteczny. Twoje Zanpakutō też się zbuntowało?
— Zgadza się.
— Tak się składa, że…
— Jak widzisz — przerwała Mizuki — nie możesz mu teraz dopiec nieudolnością, ponieważ wtedy także by wyszło, że takie jesteśmy. A poza tym… rozdzielmy się w końcu.
Podzielili się na mniejsze grupy. Ale ku swoim zaskoczeniu, to było tylko pozorne rozwidlenie — tak naprawdę te trzy drogi prowadziły cały czas na jedną.
— Ty… KRETYNIE! — krzyknęła Shizuka, adresując te słowa oczywiście do Kaede.
— Łaa, spokojnie! — stanęła między Kō i Akane, aby nie doszło do rękoczynów — Po prostu idźmy tak, jakby to był zwykły, głupi wypadek.
— Wypadek? — odezwał się obcy głos.
— K-Kazeshini…! — powiedział zaskoczony Hisagi.
Jego Zanpakutō rzuciło się na niego z chęcią mordu. Mizuki zatrzymała paru śmiałków, zwanymi Ichigo i Kaede, przed atakiem na Kazeshiniego.
— Nie atakujcie go! Chcecie, aby Shūhei stracił swoje Zanpakutō?!
— A ty chcesz, aby twój porucznik zginął?! — stawił się Ichigo.
— Nie stawiaj mi się! Znam własnego porucznika i wiem, jakie są jego zdolności! A teraz ruszcie wszyscy swoje dupy! — Kurosaki niechętnie ruszył się, ale w końcu zrozumiał, że swoją pomocą mógłby mu tylko zaszkodzić.
Przebiegli pewną drogę, słysząc głupie gadanie Kaede i Ichigo, co do pomocy w walce Hisagiego. Droga była najwyraźniej krótka, albo po prostu ich narzekanie spowodowało to, że czas jakby przyspieszył, ponieważ było już widać zielone światło dobiegające z pomieszczenia.
Ichigo i Kaede na czele wparowali do wielkiej sali. Kō stanął obok Truskawy w rozkroku i jakby w jego głowie zaświtała myśl „eureka!”, wskazał palcem na wielką, zieloną piramidę, w której zamknięty był Yamamoto.
— Musimy to zniszczyć i uwolnić naszego Głównodowodzącego! — Ichigo bez zastanowienia narzucił na twarz maskę Hollowa i rzucił się z Getsugą Tenshō na świecący illuminacki przedmiot.
Kyōraku kątem oka zobaczył jak tylko jedna jedyna, krzaczasta brew staruszka unosi się, po czym zrobił minę w stylu „ups” i wyszeptał ciche „uch”. Najpierw popatrzył na niego wieczny alergik Ukitake, a później przerażone Shizuka i Mizuki. Getsuga Tenshō uderzyła z ogromną siłą w piramidę, a wraz z nią jakaś obca energia. Świetlista bariera rozsypała się i zniknęła, a w jej centrum został już tylko leciutko osmolony dziadziuś.
— Ty zjebie, to nas chroniło! — wykrzyknął swym szorstkim głosem.
Ichigo stanął jak wryty. Głośny facepalm Kyōraku rozniósł się po jaskini. Następne, co usłyszeli wszyscy tam obecni, było cichutkie szlochanie Shizuki: „Moje stanowisko, moje stanowisko, przez tego idiotę wszystko zniszczone…”, szeptała robiąc palcem wzorki w kurzu.
Zza kamieni nagle wyłonił się tajemniczy mężczyzna w dziwacznym ubraniu, o długich szponach.