Rozdział 2: New Captains Versus the Mutiny of Zanpakutō
— Arrancarzy, wstrętny nieudany eksperyment, i jeszcze my musimy się nimi zajmować — narzekała Akane.
— Noo, jakbyśmy nie mieli poruczników — odpowiedziała równie zdegustowana Mizuki.
— Mnie trafił się Kira. Lubię gościa, ale mógł by być silniejszy… Sporo.
— A mnie Hisagi.
— Zawsze lepsze to, niż Hinamori… Ach, ale bym jej coś zrobiła, ostatnio jak powiedziałam „cześć” to się rozpłakała i uciekła…
— Ha-ha, aż tak? — wydukała, śmiejąc się brunetka.
— Ej, ale przyznaj, że Hisagi jest całkiem niezły.
— Chyba cię…
— Ha-ha, spokojnie, nie zgwałcę ci porucznika. — rozmowa trwała by dłużej, gdyby tylko Mizuki nie wyczuła w oddali czyjegoś reiatsu.
— Shizuka, czujesz to?
— Hmm? — zastanowiła się, po czym czując lekkie drgania spojrzała w stronę z której dochodziły.
— POMOCY!!! — dało się usłyszeć czyjś żałosny krzyk w oddali, osoba wciąż błagająca o pomoc zbliżała się wyjątkowo szybko. Zdawała się by nieprzewidywalna i gotowa na wszystko.
Ni stąd, ni zowąd, zza rogu ktoś rzucił ciałem krzyczącej postaci. Ciało przeleciało pomiędzy dziewczynami i jęknęło porządnie.
— Satoru?! — krzyknęły razem, po czym jakaś nieznana im siła pchnęła je w jego stronę.
Zza rogu wyszedł białowłosy mężczyzna w kapturze. Mizuki i Shizuka gotowe były do odparcia każdego z ataków.
— Zamroź na wieczność, Yukianesa!
— Płoń, Jigoku no Hi!
Dziewczyny wypowiedziały imienia swoich Zanpakutō, aby je uwolnić. Ale ku ich zdziwieniu, nie uwolniły się. Białowłosy mężczyzna zamroził ich falą mrozu, uwolniły się jednak — w końcu są kapitanami.
— Ech, Yoshirō, jesteś żałosny… — powiedział nieznajomy i zamknął Satoru w lodowej klatce, otworzył bramy do Soul Society, znikając z oczu Shinigami. Mizuki zniszczyła kraty.
— KTO TO BYŁ, DO KURWY NĘDZY?! — rzuciła się z pięściami Mizuki na Yoshirō, ze złości uwalniała dużo reiatsu.
— To było moje Zanpakutō!!! Nie wiem, dlaczego sam się uwolnił!!! — mówił spanikowanym głosem.
— Nie wkurwiaj mnie nawet dzisiaj!
— Nie mogę swojego miecza uwolnić, bo Yuki Dorei uciekł sobie! A ty co, mogłaś uwolnić?! I ty, Iwakurwo?! Nie mogłyście!
— Nie mów na mnie „Iwakurwa”, tylko „Kapitan Shizuka Akane” — mówiła śmiejąc się.
— Pomyślmy, że ci wierzę.
— Wiecie, widziałem jak Tsuki walczy z jakąś chyba dziwką… — rzekł zdziwiony, na co dziewczyny ryknęły śmiechem.
— Dziwką, czyli z tobą? — spytała Kitsune, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Yoshirō czuł się wyraźnie urażony, bo nic nie mówił.
— Przyznam, że ten jego Zanpakutō to dość mądry jest — stwierdziła Akane. — No, ale któż by lepiej wiedział jaki jest jego właściciel niż podwładny? — dziewczyny ponownie wybuchnęły śmiechem. Sprawa jednak była poważna
— Ciekawe dlaczego nie mogłyśmy uwolnić Zanpakutō. — w końcu, spokojnie już powiedziała Kitsune. Czerwonowłosa przytaknęła
— Ciekawa sprawa, wróćmy do Soul Society i złóżmy raport, Arrancar i tak już nie żyje, a jeśli nawet to nic się nie stanie jak zabije Satoru. — przemówiła głośno Akane otwierając bramę do Seireitei.
— Czy ty zawsze musisz tak trzymać się protokołów? — zapytała brunetka.
— Podoba mi się stanowisko kapitana i wolałabym je zachować… Yoshirō, idziesz czy chcesz zabawić się z Arrancarem? — brązowooki wystraszył się i uciekł przez bramę w uporządkowanym pośpiechu. Przechodząc przez bramę Mizuki szepnęła do Akane.
— Wyluzuj.
Przeszły przez bramę. Zobaczyły, jak jakaś osoba spada bardzo szybko. Shizuka złapała ją — to była Tsuki.
— Co jest z wami? Wszyscy od nie wiadomo kogo obrywacie — powiedział zirytowana.
— U-u… Uciekaj… Przed… Kuroi Kisamą… — powiedziała konającym głosem Nabosaki.
Skąpo ubrana dziewczyna rzuciła się z mieczem w ich stronę.
— Ha… Nabosaki, co jest?! Parę bęcków i padasz?! Kocham normalnie to! Ciągle pada, desperacko i na przekór wszystkim moknę! — powiedziała swym idiotycznym głosem.
— E? To twoje Zanpakutō? — zaśmiała się Akane — Takie coś mogę wykończyć palcem.
Chciała wymachnąć mieczem do Kuroi Kisamy, ale coś ją odepchnęło na kilka metrów, na szczęście zablokowała ten cios. Oczom dziewczyny ukazała się postać, która wręcz opanowała jej serce. Shizuka miała jedną smutną wadę, serce jej było niestałe i byle mężczyzna był w stanie zawrócić jej w głowie. Ten był akurat w jej typie. W ustach trzymał papierosa, oczy miał niebieskie, włosy zaś czerwone niczym płomień. Różnił się ubiorem od do tej pory spotkanych Zanpakutō, nosił garnitur przystrojony kwiatem i księgę w ręce. Do tego ta szatańska aura otaczająca go. Tajemniczy zbliżył się do Shizuki i spojrzał na nią z góry.
— Miło Cię widzieć… Jigoku no Hi… — wytarła odrobinę krwi z kącika ust. Nawet nie zauważyła kiedy została zraniona. Nie dało się nie poznać własnej katany. — Skoro już tu jesteś to powiedz mi, co jest… — przerwało jej uderzenie książką w twarz. Była zaszokowana. Nie oczekiwała ataku zwłaszcza w takiej postaci po swojej katanie. — Teraz przegiąłeś. — wyjęła miecz i spróbowała uwolnić Zanpakutō. Logika jednak nakazywała jej twierdzić, że to nic nie da, w końcu skoro Jigoku no Hi stoi przed nią, to nie będzie go w mieczu. Sprawnym ruchem ręki wytrąciła mu książkę z ręki. Wyglądali jak dwoje droczących się dzieci… Szkoda tylko, że nieco brutalnych.
Mizuki chciała ruszyć na pomoc Shizuce. Jakaś kobieta krzyknęła do niej.
— Bądź uważniejsza! Orient! — od razu zaatakowała, Kitsune zablokowała atak.
— To ty, Yukianesa?!
— Ha, a nie widać? Mój ty Kapitanku! — próbowała atakować, ale Mizuki z trudem blokowała. — Pajęcza sieć! — Kitsune została przyciśnięta do budynku, jednak uwolniła się z trudem przed natarciem jej Zanpakutō.
— O-co-tu-do-cholery-chodzi?! — mówiła z przerwami przez ataki. — Jestem twoją panią! Nie atakuj mnie!
— Moim panem jest Muramasa, a nie jakiś Shinigami! — to samo powiedział Jigoku no Hi.
— Kto, kurwa?! Co wy pierdolicie?! Jaka Musasasa?! — krzyknęła Shizuka starając się uwolnić z ognistej pułapki stworzonej przez falę ognia. Bez Zanpakutō była jak bez ręki, na dodatek jej przyjaciółka obrywała. W końcu użyła zaklęcie Kidō, aby zgasić w jednym miejscu płomienie i uwolnić się. Używając Shunpo zbliżyła się do Mizuki.
— Czy to jakiś bunt, do cholery?! — krzyknęła Kitsune.
Odpowiedź była aż nazbyt przerażająco oczywista.
— Mizuki… Nie chcę tego mówić, ale… uciekamy! — krzyknęła do brunetki czerwonooka i rzuciła się do ucieczki.
— Nie wiem jak ty, ale ja na razie wolę się gdzieś schować i obmyślić plan działania. Jest źle… Ciekawe, czy reszta ma taki sam problem.