wtorek, 23 marca 2010

Rozdział 2, część 1, odcinek 6

Rozdział 2: New Captains Versus the Mutiny of Zanpakutō
— Arrancarzy, wstrętny nieudany eksperyment, i jeszcze my musimy się nimi zajmować — narzekała Akane.
— Noo, jakbyśmy nie mieli poruczników — odpowiedziała równie zdegustowana Mizuki.
— Mnie trafił się Kira. Lubię gościa, ale mógł by być silniejszy… Sporo.
— A mnie Hisagi.
— Zawsze lepsze to, niż Hinamori… Ach, ale bym jej coś zrobiła, ostatnio jak powiedziałam „cześć” to się rozpłakała i uciekła…
— Ha-ha, aż tak? — wydukała, śmiejąc się brunetka.
— Ej, ale przyznaj, że Hisagi jest całkiem niezły.
— Chyba cię…
— Ha-ha, spokojnie, nie zgwałcę ci porucznika. — rozmowa trwała by dłużej, gdyby tylko Mizuki nie wyczuła w oddali czyjegoś reiatsu.
— Shizuka, czujesz to?
— Hmm? — zastanowiła się, po czym czując lekkie drgania spojrzała w stronę z której dochodziły.
— POMOCY!!! — dało się usłyszeć czyjś żałosny krzyk w oddali, osoba wciąż błagająca o pomoc zbliżała się wyjątkowo szybko. Zdawała się by nieprzewidywalna i gotowa na wszystko.
Ni stąd, ni zowąd, zza rogu ktoś rzucił ciałem krzyczącej postaci. Ciało przeleciało pomiędzy dziewczynami i jęknęło porządnie.
— Satoru?! — krzyknęły razem, po czym jakaś nieznana im siła pchnęła je w jego stronę.
Zza rogu wyszedł białowłosy mężczyzna w kapturze. Mizuki i Shizuka gotowe były do odparcia każdego z ataków.
— Zamroź na wieczność, Yukianesa!
— Płoń, Jigoku no Hi!
Dziewczyny wypowiedziały imienia swoich Zanpakutō, aby je uwolnić. Ale ku ich zdziwieniu, nie uwolniły się. Białowłosy mężczyzna zamroził ich falą mrozu, uwolniły się jednak — w końcu są kapitanami.
— Ech, Yoshirō, jesteś żałosny… — powiedział nieznajomy i zamknął Satoru w lodowej klatce, otworzył bramy do Soul Society, znikając z oczu Shinigami. Mizuki zniszczyła kraty.
— KTO TO BYŁ, DO KURWY NĘDZY?! — rzuciła się z pięściami Mizuki na Yoshirō, ze złości uwalniała dużo reiatsu.
— To było moje Zanpakutō!!! Nie wiem, dlaczego sam się uwolnił!!! — mówił spanikowanym głosem.
— Nie wkurwiaj mnie nawet dzisiaj!
— Nie mogę swojego miecza uwolnić, bo Yuki Dorei uciekł sobie! A ty co, mogłaś uwolnić?! I ty, Iwakurwo?! Nie mogłyście!
— Nie mów na mnie „Iwakurwa”, tylko „Kapitan Shizuka Akane” — mówiła śmiejąc się.
— Pomyślmy, że ci wierzę.
— Wiecie, widziałem jak Tsuki walczy z jakąś chyba dziwką… — rzekł zdziwiony, na co dziewczyny ryknęły śmiechem.
— Dziwką, czyli z tobą? — spytała Kitsune, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Yoshirō czuł się wyraźnie urażony, bo nic nie mówił.
— Przyznam, że ten jego Zanpakutō to dość mądry jest — stwierdziła Akane. — No, ale któż by lepiej wiedział jaki jest jego właściciel niż podwładny? — dziewczyny ponownie wybuchnęły śmiechem. Sprawa jednak była poważna
— Ciekawe dlaczego nie mogłyśmy uwolnić Zanpakutō. — w końcu, spokojnie już powiedziała Kitsune. Czerwonowłosa przytaknęła
— Ciekawa sprawa, wróćmy do Soul Society i złóżmy raport, Arrancar i tak już nie żyje, a jeśli nawet to nic się nie stanie jak zabije Satoru. — przemówiła głośno Akane otwierając bramę do Seireitei.
— Czy ty zawsze musisz tak trzymać się protokołów? — zapytała brunetka.
— Podoba mi się stanowisko kapitana i wolałabym je zachować… Yoshirō, idziesz czy chcesz zabawić się z Arrancarem? — brązowooki wystraszył się i uciekł przez bramę w uporządkowanym pośpiechu. Przechodząc przez bramę Mizuki szepnęła do Akane.
— Wyluzuj.
Przeszły przez bramę. Zobaczyły, jak jakaś osoba spada bardzo szybko. Shizuka złapała ją — to była Tsuki.
— Co jest z wami? Wszyscy od nie wiadomo kogo obrywacie — powiedział zirytowana.
— U-u… Uciekaj… Przed… Kuroi Kisamą… — powiedziała konającym głosem Nabosaki.
Skąpo ubrana dziewczyna rzuciła się z mieczem w ich stronę.
— Ha… Nabosaki, co jest?! Parę bęcków i padasz?! Kocham normalnie to! Ciągle pada, desperacko i na przekór wszystkim moknę! — powiedziała swym idiotycznym głosem.
— E? To twoje Zanpakutō? — zaśmiała się Akane — Takie coś mogę wykończyć palcem.
Chciała wymachnąć mieczem do Kuroi Kisamy, ale coś ją odepchnęło na kilka metrów, na szczęście zablokowała ten cios. Oczom dziewczyny ukazała się postać, która wręcz opanowała jej serce. Shizuka miała jedną smutną wadę, serce jej było niestałe i byle mężczyzna był w stanie zawrócić jej w głowie. Ten był akurat w jej typie. W ustach trzymał papierosa, oczy miał niebieskie, włosy zaś czerwone niczym płomień. Różnił się ubiorem od do tej pory spotkanych Zanpakutō, nosił garnitur przystrojony kwiatem i księgę w ręce. Do tego ta szatańska aura otaczająca go. Tajemniczy zbliżył się do Shizuki i spojrzał na nią z góry.
— Miło Cię widzieć… Jigoku no Hi… — wytarła odrobinę krwi z kącika ust. Nawet nie zauważyła kiedy została zraniona. Nie dało się nie poznać własnej katany. — Skoro już tu jesteś to powiedz mi, co jest… — przerwało jej uderzenie książką w twarz. Była zaszokowana. Nie oczekiwała ataku zwłaszcza w takiej postaci po swojej katanie. — Teraz przegiąłeś. — wyjęła miecz i spróbowała uwolnić Zanpakutō. Logika jednak nakazywała jej twierdzić, że to nic nie da, w końcu skoro Jigoku no Hi stoi przed nią, to nie będzie go w mieczu. Sprawnym ruchem ręki wytrąciła mu książkę z ręki. Wyglądali jak dwoje droczących się dzieci… Szkoda tylko, że nieco brutalnych.
Mizuki chciała ruszyć na pomoc Shizuce. Jakaś kobieta krzyknęła do niej.
— Bądź uważniejsza! Orient! — od razu zaatakowała, Kitsune zablokowała atak.
— To ty, Yukianesa?!
— Ha, a nie widać? Mój ty Kapitanku! — próbowała atakować, ale Mizuki z trudem blokowała. — Pajęcza sieć! — Kitsune została przyciśnięta do budynku, jednak uwolniła się z trudem przed natarciem jej Zanpakutō.
— O-co-tu-do-cholery-chodzi?! — mówiła z przerwami przez ataki. — Jestem twoją panią! Nie atakuj mnie!
— Moim panem jest Muramasa, a nie jakiś Shinigami! — to samo powiedział Jigoku no Hi.
— Kto, kurwa?! Co wy pierdolicie?! Jaka Musasasa?! — krzyknęła Shizuka starając się uwolnić z ognistej pułapki stworzonej przez falę ognia. Bez Zanpakutō była jak bez ręki, na dodatek jej przyjaciółka obrywała. W końcu użyła zaklęcie Kidō, aby zgasić w jednym miejscu płomienie i uwolnić się. Używając Shunpo zbliżyła się do Mizuki.
— Czy to jakiś bunt, do cholery?! — krzyknęła Kitsune.
Odpowiedź była aż nazbyt przerażająco oczywista.
— Mizuki… Nie chcę tego mówić, ale… uciekamy! — krzyknęła do brunetki czerwonooka i rzuciła się do ucieczki.
— Nie wiem jak ty, ale ja na razie wolę się gdzieś schować i obmyślić plan działania. Jest źle… Ciekawe, czy reszta ma taki sam problem.

niedziela, 21 marca 2010

Rozdział 1, część 5, odcinek 5

Sōkyoku, halabarda stworzona do zabijania. Dziś na egzekucję czekała Rukia Kuchiki. Oddała swą moc Ichigo i teraz czeka ją śmierć. Czy postąpiła dobrze? Przymknęła lekko oczy i czekała. Nagły huk sprawił, że znów spojrzała przed siebie. Wszędzie widziała dym. Przed nią pojawiła się rudowłosa postać — Ichigo. Zniszczył szybko Sōkyoku, po czym wziął na ręce Rukię i rzucił stojącemu na ziemi Renjiemu. Czas gonił. Oboje chcieli uwolnić czarnowłosą. Abarai biegł czym prędzej w bezpieczne miejsce. Wydawało się, że uda się ją uratować. Aizen jednak miał inne plany. Sōsuke pojawił się nagle obok zniszczonego Sōkyoku. Tōsen zagrodził drogę Renjiemu i Rukii. Przeteleportował ich znowu na miejsce egzekucji. Aizen miał ze sobą coś dziwnego, założył to na rękę. Wbił w klatkę piersiową Rukii. Po chwili wydobył dziwny kryształ.
— Nie wiedziałam, że Hōgyoku jest takie małe — rzekł Aizen — Ale to nic. — pstryknął palcami, przez co wezwał grupę Gillianów, którzy oświecili ich ochronnym światłem. Przybyła Mizuki i Natsume. — Na pożegnanie zostawię wam mały prezent. — Nagle przybyło kilkanaście Adjuchasów.
Nie była by możliwa współpraca między dziewczynami gdyby nie spojrzały porozumiewawczo na siebie. Tak jakby przekazywały sobie plan ataku. Mizuki nie miała zamiaru się bawić, podobnie jak Natsume. Od razu uwolniły formy Shikai i zaczęły siekać Hollowy. Każdy atak wykonywały z należytą gracją i skutecznością. Wydawałoby się, że są jednymi z grona kapitanów a jednak były zaledwie trzecie. Ogół Shinigami uważał, że Kitsune jest silniejsza od Iwakury gdyż posiadała Bankai. Coś takiego u trzeciego oficera było niezwykłe. O Bankai Natsume wiedziała zaś jedna tylko osoba w Soul Society — Amaya Hikari z która często trenowała. Natsume wykazywała się w stosunku do niej ogromnym zaufaniem. W momencie, kiedy ją nim obdarzyła utraciła część opinii o samej sobie. Jednak ufała komuś. Może nie tylko Hikari, ale też innym? Czerwonowłosa ukrywała się ze swoim Bankai jednak powodu takiego działania nie znał nikt. Mizuki była bardziej otwarta, dumna z posiadania Bankai, chciała by wszyscy o tym wiedzieli. Nie tylko o tym. Jeżeli chciałeś by wszyscy o czymś wiedzieli — powiedz o tym Mizuki. Sytuacja robiła się napięta. Miało być kilku Hollowów, a pojawiało się ich coraz więcej i więcej. Kitsune uwolniła Bankai. Jej szybkość diametralnie wzrosła. Odbiła się mocno od ziemi i użyła jednego ze swych ataków. Z nieba prosto na wrogów począł spadać lodowy deszcz. Wydawałoby się to zakończeniem — nie tylko 3. oficer walczyły — jednak pojawiły się trzy Vasto Lorde. Wszyscy w Soul Society ruszyli do ataku. Pojawiła się także Amaya, która uwolniła Bankai Murasaki no Akumu Kageyoshi.
Gdzieś w pobliżu Natsume z Hollowami walczył kapitan Hitsugaya. Był wycieńczony walką z Aizenem, a teraz jeszcze to. Z każdej strony atakowały go Hollowy, mimo uwolnienia Bankai nie mógł sobie z nimi poradzić. Był utalentowany — to prawda, ale był też młody i nie posiadał wiele doświadczenia. W pewnym momencie upadł. Jeden z pustych przyszykował się, by zadać ostateczny cios. Natsume musiała coś zrobić.
— Bankai! Akuma no Hi! — uwolniła swoje Bankai, ogromna ilość reiatsu otaczała ją. Zawsze cieszyło ją, że gdy uwalniała Bankai stawała się szybsza. Dzięki temu w ostatniej chwili pojawiła się obok swego Kapitana i zablokowała cios Hollowa, po czym zabiła wrogów wokół siebie. — Cholera… — pomyślała czerwonowłosa.
Wszyscy widzieli jak uwolniła Bankai. Teraz długo skrywany sekret wyszedł na jaw. Nie było co stać i narzekać, nie czekając dłużej zabrała swego Kapitana do baraków 4. Dywizji. Mizuki zajęła się jednym Vasto Lorde, lecz drugi pędził do ataku, ale padł na ziemię — Suì-Fēng swoim Suzumebachi użądliła go dwa razy w to samo miejsce. Mizuki używała różnych wyskoków, kopów i innych, byle by pokonać Hollowa. Udało się po chwili.
— Czy to jest twoje Bankai, Kitsune?
— Oczywiście, kapitan Suì-Fēng — odpowiedziała.
— Interesujące…
Pojawił się Kapitan Głównodowodzący.
— Gdzie jest Sōsuke Aizen? — zadał pytanie swym starczym głosem.
— Uciekł, razem z Ginem Ichimaru i Kaname Tōsenem — odpowiedziała Mizuki.
— Niedobrze, zostaliśmy zdradzeni i straciliśmy trzech kapitanów — powiedział i oddalił się.

Po godzinie było zebranie kapitanów. Mizuki, Natsume i Amaya czasami podsłuchiwały takie zebrania, tym razem też. Kapitan Głównodowodzący nadal ciągnął zebranie.
— Jakoby, że straciliśmy troje kapitanów, myślę, że znaleźliśmy godnych następców. — wezwał wtedy Piekielnego Motyla. — Kitsune, Iwakura, Hikari, jesteście pilnie wzywane na zebranie kapitanów. — Motyl nie odfrunął daleko, one także nie miały zbyt długiej drogi do przejścia.
— Tak jest Kapitanie Głównodowodzący! — powiedziały chórkiem i uklęknęły.
— Podejdźcie do mnie — rzekł, wykonały rozkaz. — Wiecie o tym dobrze, że nie mamy już trzech kapitanów. Podczas walki z hordą Hollowów pokazałyście swoje wysokie umiejętności przez możliwość pokonania w pojedynkę silnych osobników. Dlatego razem z kapitanami zadecydowaliśmy, że zajmiecie trzy wolne pozycje. Natsume Iwakura, zostałaś przydzielona do 3. Dywizji, Amaya Hikari, 5. Dywizja, a ty, Mizuki Kitsune, 9. Dywizja. — dziewczyny nie wierzyły w jego słowa, myślały, że to jakiś żart.
— Kapitanie Yamamoto… To zaszczyt, że uznał nas Kapitan za godnych tej pozycji — powiedziała Kitsune i ukłoniła się. Hikari i Iwakura zrobiły to samo.
— Kapitanie Głównodowodzący… Chciałabym ujawnić coś ważnego. Czy mogę oznajmić to teraz, w tym momencie? Sądzę, że to ważne. — zapytała Iwakura.
— Udzielam ci głosu — powiedział Yamamoto, jak zwykle z kamienną twarzą.
— Od pewnego czasu byłam tutaj na tajnym zadaniu, które dostałam od Centrali Czterdziestu Sześciu. Natsume Iwakura to był pseudonim, który wraz z zadaniem stał się moim przybranym imieniem. Moje prawdziwe nazwisko brzmi Shizuka Akane. — wszyscy byli zdziwieni, oprócz Kapitana Głównodowodzącego.
— Wiem o tym nie od dziś. — Natsume, a może raczej Shizuka, nie była pewna czy Głównodowodzący kłamie, by nie przyznać się do błędu, czy mówi prawdę. Bardziej prawdopodobną była jednak ta druga wersja. Yamamoto wiedział wiele i jeszcze więcej, i pewnie tak jak Czterdziestu Sześciu miał wszędzie swoje wtyki.
— Co to było za zadanie? — zapytał Kyōraku.
— To tajne, mimo iż Centrala nie istnieje, obowiązuje mnie tajemnica.
— W takim razie byłaś szpiegiem. W związku z tą okolicznością sądzę, że nie nadajesz się na kapitana — odezwał się Byakuya Kuchiki.
— Kapitanie Kuchiki, rozumiem, co masz na myśli, jednak mylisz się. Jeżeli podejmiecie decyzję, że nie mogę objąć stanowiska kapitana, to pogodzę się z tym. Nie sądzę jednak, by moje zadanie powierzone przez Czterdziestu Sześciu miało być powodem, dla którego miałabym kapitanem nie zostać.
— Decyzja została podjęta. Zarówno Kitsune, Hikari jak i ty Akane obejmiecie stanowiska kapitanów — przemówił Yamamoto powstrzymując możliwą kłótnię. — Dzisiejsze posiedzenie jest zakończone. Rozejść się!
Obie dziewczyny ukłoniły się nisko i podziękowały. Na ich twarzach widać było radość i dumę. Po wyjściu z sali, w której przebywały, Shizuka szepnęła: „trzeba to opić”.