Rozdział 3: The Mutiny and the Betrayal
Mizuki zauważyła dziwnie zachowujące się płatki sakury. Nie mogły być rozrzucone przez wiatr, to nie realne.
— Akane… Ty widzisz to co ja…?
— Tak…
— To nie jest normalne. Musimy tam iść. I zabierz Kuroi Kisamę i resztę.
— OK! — przytaknęła, po czym wyruszyły.
To była walka Senbonzakury z Byakuyą. Kuchiki przegrywał, jego ataki nic nie dawały rady. Został pochłonięty przez atak jego Zanpakutō. Nagle niedaleko od dziewczyn uderzyła z całą siłą w ziemię Rukia. Była okropnie poobijana. Jakaś kobieta ubrana na biało ją dosłownie niszczyła. Ofiara próbowała gdzieś uciec, otworzyła bramę do świata żywych, jednak i tak została tam dopadnięta. Kitsune wręcz wyglądała na taką, co by miała zaraz iść na ratunek obu osobom.
— Mizuki… Nie możemy im pomóc… Chodźmy w końcu do tego Mayuriego.
Tak więc Shizuka zabrała połamane grabie oraz katanę. Wciąż patrzyła na walkę dwojga Shinigami.
— Chodź już. — Mizuki pociągnęła ją za rękaw. Wyruszyły. Droga nie trwała długo, chociaż chciały jak najwolniej dostać się do centrum rozwoju… Mayuri był wstrętnym typem i nie miała zamiaru z nim rozmawiać. Cóż, nie było jednak wyjścia.
— O, a cóż sprowadza tutaj moje piękne panie? — zaśmiał się.
Obie spojrzały na niego jak na najbardziej żałosnego stwora. Shizuka rzuciła na pobliski stół połamane Zanpakutō.
— Grabie?
— Kuroi Kisama. — powiedziała Shizuka, a on przyjrzał się dokładnie przedmiotom, ostrożnie wziął do ręki i oglądał z każdej strony. Oględziny trwały jakiś czas.
Dziewczyny ciągle się temu iście nieziemskiemu zjawisku przyglądały i liczyły, że blaszak się pośpieszy.
— Ni chuja — szepnęła Mizuki do Shizuki. Czerwonowłosa spojrzała na nią z błaganiem w oczach.
— Sądzę, że nie wiele mogę wam powiedzieć bez dokładniejszych badań. Jak to się stało, że te Zanpakutō są połamane? — przemówił w końcu Mayuri.
— Akane pokonała je, kiedy zaatakowały. Wtedy też wróciły do form Shikai i złamały się.
— Hmm. — przyglądał się podejrzliwie dziewczyną.
Zapanowała cisza przerwana w końcu przez Akane.
— Nie będziemy przeszkadzać. Prowadź sobie tutaj te swoje podejrzane badania, chętnie się stąd ulotnimy. Do widzenia — skinęła głową i ledwo wyszła z sali, w której była wraz z Mizuki czym prędzej uciekła jak najdalej od tamtego miejsca. Utrzymywała bowiem, że gdyby nie ten okropny smród w środku było by to całkiem miłe miejsce. Ale smrodu jak wiadomo nikt, za wyjątkiem Mayuriego, nie przetrwa.
Następnego dnia, było po 8:00, a wtedy zwykle Mizuki śpi. Obudził ją jej porucznik, Hisagi.
— … A więc mówisz, że 2. Dywizja szuka Byaki. — powiedziała.
— Oczywiście. Trzeba przyznać, że z trudem, nie mogą odnaleźć jego reiatsu.
— Czyżby się ukrywał?
— Nie wiadomo.
— Dobra… Możesz już iść. — Shūhei wykonał rozkaz.
Mizuki była teraz zbyt zainteresowana sprawą, żeby dalej spać. Zebrała się do porządku, a potem zmobilizowała swoją dywizję do poszukiwań. Panował chaos w Soul Society przez porwanie Kapitana Głównodowodzącego. Kitsune przebywała w swoim biurze. Nagle usłyszała pukanie do drzwi, otworzyła je Nemu.
— Kapitan Kurotsuchi prosi, abyś przyszła z Akane — powiedziała swoim obojętnym głosem i znikła od razu. Mizuki wyruszyła po swoją przyjaciółkę.
Razem już były u Mayuriego. Nie było za wesoło.
— Mam pewne wyniki, z których nie będziecie zadowolone — powiedział z chytrym uśmiechem na „twarzy” — Zanpakutō, które zabiłyście, nie powrócą do swoich właścicieli.
— Pierdolisz… Moje Zanpakutō wróciło do mnie.
— Moje też. — rzekła Shizuka.
— HA! Bo to były wasze, a wy, durne osoby trzecie, wtrąciłyście się w relacje Zanpakutō z jego właścicielem.
— Ja pierdolę… Suì-Fēng mnie zabije… Kurwa, jebać Kuroi Kisamę i Awa Odori, i tak należeli do słabiutkich, durnych Shinigami. Ale Suì-Fēng jest kapitanem. Co ona zrobi bez Zanpakutō?
— No, to masz problem! — powiedział odwracając się od dziewczyn.
Spoglądały na siebie, obserwowały każdy swój ruch. W głowie Mizuki aż się gotowało od możliwych konsekwencji. Shizuka chciała odetchnąć, ale czując okropny zapach w pomieszczeniu powstrzymała się.
— Można coś na to zaradzić? — zapytała z nadzieją Kitsune.
— Tego nie wiem, ale jednak wątpię. — widząc minę brunetki, Akane postanowiła jak najszybciej wyrwać się z biura Mayuriego.
— Cóż, dziękuję za informację, jeśli to wszystko, to wolałybyśmy już wyjść.
— Ach, nie ma za co, idźcie, idźcie, tylko przeszkadzacie. — pomachał im i zasiadł znów do komputera.
Jakiś czas później zwołano zebranie kapitanów. Kiedy wszyscy już byli na miejscu Mizuki zaczęła mówić.
— Jak wiadomo sprawa jest poważna, musimy dowiedzieć się jak najszybciej, co stało się z Kapitanem Kuchiki, oraz odnaleźć Kapitana Głównodowodzącego. Jest jeszcze druga ważna kwestia, otóż, badania Kapitana Kurotsuchiego wykazały, iż Zanpakutō nie pokonane przez swego mistrza… umierają.
— Jak to? Przecież ty i Akane macie swoje Zanpakutō — wtrąciła Suì-Fēng, wszyscy przyglądali się uważnie dwóm kapitan.
— Właśnie o tym mówię. Ja i Shizuka pokonałyśmy swoje Zanpakutō i one wróciły do nas. Natomiast Kuroi Kisama i Awa Odori złamały się.
— Chcesz powiedzieć, że nie odzyskam Suzumebachi?! — krzyknęła Suì-Fēng, po chwili wahania usłyszała odpowiedź.
— Tak.
— Jak możesz mówić o tym tak spokojnie?!
— Skąd miałam wiedzieć, że tak się stanie?! — teraz także Mizuki krzyknęła. Pewnie rozpętałaby się bójka gdyby nie to, że Kyōraku powstrzymał obie kapitan.
— Spokojnie, moje panie, Kapitan Mayuri na pewno znajdzie na to jakieś rozwiązanie, prawda?
— Oczywiście — zaśmiał się.
Emocje nieco opadły.
— Tak więc, postarajmy się unikać walk z katanami innych Shinigami — zaproponowała Unohana.
— Zgadzam się, tyle że nie zawsze jest to takie proste… — Shizuka chciała dokończyć, lecz przerwało jej trzaśnięcie drzwiami. Wbiegły przez nie zdyszane Matsumoto i Hinamori. Ukłoniły się, Matsumoto zaczęła mówić.
— Wybaczcie to nagłe wtargnięcie. Stało się coś strasznego.
— Może być straszniej bądź gorzej niż już jest? — zapytała z ironią Suì-Fēng.
— Szukając Kapitana Kuchiki napadły nas nasze Zanpakutō. Udało nam się je schwytać, kiedy wracałyśmy z nimi do Seireitei ktoś napadł na nas i uwolnił je ponownie… — zapanowała chwila ciszy.
— Czy wiecie, kim była osoba która was napadła? — zapytał Hitsugaya.
— I jak to w ogóle możliwe, że tak po prostu uwolnił waszych więźniów? — dodała Amaya Hikari.
— Tą osobą najprawdopodobniej był… Kapitan Kuchiki.
— Skąd to przypuszczenie? Dlaczego miał by pomagać zbuntowanym Zanpakutō? — zdziwił się Kyōraku.
— Trudno powiedzieć. Wszyscy, którzy tam byli widzieli czarnowłosą postać w stroju kapitana, na miejscu znaleźliśmy także nieco płatków sakury, która nie rośnie w pobliżu.
— Czyżby bunt?
— Tego normalnie nam zabrakło — rzekła z ironią Kitsune — Najpierw Zanpakutō, jakiś Muramasa, porwanie Głównodowodzącego… i teraz Byakuya… Był kiedyś moim kapitanem, znam go, wątpię, że nas zdradził. A jak nawet, to miał ku temu powody. Robi się coraz dziwniej. I na dodatek wczoraj Rukia Kuchiki…
— Co „Rukia Kuchiki”? — wtrącił się Ukitake.
— Ona wczoraj walczyła z jakąś kobietą w bieli. Kuchiki ledwo otworzyła bramę do świata żywych. Na dodatek, to babsko dogoniło ją. Nie zdążyłam jej pomóc… ale na pewno żyje. Takie mam przeczucie… Kapitanie Kurotsuchi… Obyś mylił się co do tych Zanpakutō.
— Będzie lepiej dla ciebie, Kitsune, jak to faktycznie będzie pomyłka — powiedziała z jadem w głosie Suì-Fēng. Mizuki od razu poszła gdzieś, jak najdalej.
— Sądzę, że nie wiele możemy zrobić w tym momencie, postarajmy się odnaleźć Kapitana Głównodowodzącego oraz odzyskać nasze Zanpakutō. Możliwe, że mylimy się co do Kapitana Kuchiki, na pewno wszystko się wyjaśni. Ktoś ma jakieś sprzeciwy? — zapytała czerwonooka, nikt nie odpowiadał — W takim razie dziękuję i życzę powodzenia. — nagle wszyscy poczuli wstrząs.