sobota, 8 maja 2010

Rozdział 3, część 1, odcinek 11

Rozdział 3: The Mutiny and the Betrayal

Mizuki zauważyła dziwnie zachowujące się płatki sakury. Nie mogły być rozrzucone przez wiatr, to nie realne.
— Akane… Ty widzisz to co ja…?
— Tak…
— To nie jest normalne. Musimy tam iść. I zabierz Kuroi Kisamę i resztę.
— OK! — przytaknęła, po czym wyruszyły.
To była walka Senbonzakury z Byakuyą. Kuchiki przegrywał, jego ataki nic nie dawały rady. Został pochłonięty przez atak jego Zanpakutō. Nagle niedaleko od dziewczyn uderzyła z całą siłą w ziemię Rukia. Była okropnie poobijana. Jakaś kobieta ubrana na biało ją dosłownie niszczyła. Ofiara próbowała gdzieś uciec, otworzyła bramę do świata żywych, jednak i tak została tam dopadnięta. Kitsune wręcz wyglądała na taką, co by miała zaraz iść na ratunek obu osobom.
— Mizuki… Nie możemy im pomóc… Chodźmy w końcu do tego Mayuriego.
Tak więc Shizuka zabrała połamane grabie oraz katanę. Wciąż patrzyła na walkę dwojga Shinigami.
— Chodź już. — Mizuki pociągnęła ją za rękaw. Wyruszyły. Droga nie trwała długo, chociaż chciały jak najwolniej dostać się do centrum rozwoju… Mayuri był wstrętnym typem i nie miała zamiaru z nim rozmawiać. Cóż, nie było jednak wyjścia.
— O, a cóż sprowadza tutaj moje piękne panie? — zaśmiał się.
Obie spojrzały na niego jak na najbardziej żałosnego stwora. Shizuka rzuciła na pobliski stół połamane Zanpakutō.
— Grabie?
— Kuroi Kisama. — powiedziała Shizuka, a on przyjrzał się dokładnie przedmiotom, ostrożnie wziął do ręki i oglądał z każdej strony. Oględziny trwały jakiś czas.
Dziewczyny ciągle się temu iście nieziemskiemu zjawisku przyglądały i liczyły, że blaszak się pośpieszy.
— Ni chuja — szepnęła Mizuki do Shizuki. Czerwonowłosa spojrzała na nią z błaganiem w oczach.
— Sądzę, że nie wiele mogę wam powiedzieć bez dokładniejszych badań. Jak to się stało, że te Zanpakutō są połamane? — przemówił w końcu Mayuri.
— Akane pokonała je, kiedy zaatakowały. Wtedy też wróciły do form Shikai i złamały się.
— Hmm. — przyglądał się podejrzliwie dziewczyną.
Zapanowała cisza przerwana w końcu przez Akane.
— Nie będziemy przeszkadzać. Prowadź sobie tutaj te swoje podejrzane badania, chętnie się stąd ulotnimy. Do widzenia — skinęła głową i ledwo wyszła z sali, w której była wraz z Mizuki czym prędzej uciekła jak najdalej od tamtego miejsca. Utrzymywała bowiem, że gdyby nie ten okropny smród w środku było by to całkiem miłe miejsce. Ale smrodu jak wiadomo nikt, za wyjątkiem Mayuriego, nie przetrwa.
Następnego dnia, było po 8:00, a wtedy zwykle Mizuki śpi. Obudził ją jej porucznik, Hisagi.
— … A więc mówisz, że 2. Dywizja szuka Byaki. — powiedziała.
— Oczywiście. Trzeba przyznać, że z trudem, nie mogą odnaleźć jego reiatsu.
— Czyżby się ukrywał?
— Nie wiadomo.
— Dobra… Możesz już iść. — Shūhei wykonał rozkaz.
Mizuki była teraz zbyt zainteresowana sprawą, żeby dalej spać. Zebrała się do porządku, a potem zmobilizowała swoją dywizję do poszukiwań. Panował chaos w Soul Society przez porwanie Kapitana Głównodowodzącego. Kitsune przebywała w swoim biurze. Nagle usłyszała pukanie do drzwi, otworzyła je Nemu.
— Kapitan Kurotsuchi prosi, abyś przyszła z Akane — powiedziała swoim obojętnym głosem i znikła od razu. Mizuki wyruszyła po swoją przyjaciółkę.
Razem już były u Mayuriego. Nie było za wesoło.
— Mam pewne wyniki, z których nie będziecie zadowolone — powiedział z chytrym uśmiechem na „twarzy” — Zanpakutō, które zabiłyście, nie powrócą do swoich właścicieli.
— Pierdolisz… Moje Zanpakutō wróciło do mnie.
— Moje też. — rzekła Shizuka.
— HA! Bo to były wasze, a wy, durne osoby trzecie, wtrąciłyście się w relacje Zanpakutō z jego właścicielem.
— Ja pierdolę… Suì-Fēng mnie zabije… Kurwa, jebać Kuroi Kisamę i Awa Odori, i tak należeli do słabiutkich, durnych Shinigami. Ale Suì-Fēng jest kapitanem. Co ona zrobi bez Zanpakutō?
— No, to masz problem! — powiedział odwracając się od dziewczyn.
Spoglądały na siebie, obserwowały każdy swój ruch. W głowie Mizuki aż się gotowało od możliwych konsekwencji. Shizuka chciała odetchnąć, ale czując okropny zapach w pomieszczeniu powstrzymała się.
— Można coś na to zaradzić? — zapytała z nadzieją Kitsune.
— Tego nie wiem, ale jednak wątpię. — widząc minę brunetki, Akane postanowiła jak najszybciej wyrwać się z biura Mayuriego.
— Cóż, dziękuję za informację, jeśli to wszystko, to wolałybyśmy już wyjść.
— Ach, nie ma za co, idźcie, idźcie, tylko przeszkadzacie. — pomachał im i zasiadł znów do komputera.

Jakiś czas później zwołano zebranie kapitanów. Kiedy wszyscy już byli na miejscu Mizuki zaczęła mówić.
— Jak wiadomo sprawa jest poważna, musimy dowiedzieć się jak najszybciej, co stało się z Kapitanem Kuchiki, oraz odnaleźć Kapitana Głównodowodzącego. Jest jeszcze druga ważna kwestia, otóż, badania Kapitana Kurotsuchiego wykazały, iż Zanpakutō nie pokonane przez swego mistrza… umierają.
— Jak to? Przecież ty i Akane macie swoje Zanpakutō — wtrąciła Suì-Fēng, wszyscy przyglądali się uważnie dwóm kapitan.
— Właśnie o tym mówię. Ja i Shizuka pokonałyśmy swoje Zanpakutō i one wróciły do nas. Natomiast Kuroi Kisama i Awa Odori złamały się.
— Chcesz powiedzieć, że nie odzyskam Suzumebachi?! — krzyknęła Suì-Fēng, po chwili wahania usłyszała odpowiedź.
— Tak.
— Jak możesz mówić o tym tak spokojnie?!
— Skąd miałam wiedzieć, że tak się stanie?! — teraz także Mizuki krzyknęła. Pewnie rozpętałaby się bójka gdyby nie to, że Kyōraku powstrzymał obie kapitan.
— Spokojnie, moje panie, Kapitan Mayuri na pewno znajdzie na to jakieś rozwiązanie, prawda?
— Oczywiście — zaśmiał się.
Emocje nieco opadły.
— Tak więc, postarajmy się unikać walk z katanami innych Shinigami — zaproponowała Unohana.
— Zgadzam się, tyle że nie zawsze jest to takie proste… — Shizuka chciała dokończyć, lecz przerwało jej trzaśnięcie drzwiami. Wbiegły przez nie zdyszane Matsumoto i Hinamori. Ukłoniły się, Matsumoto zaczęła mówić.
— Wybaczcie to nagłe wtargnięcie. Stało się coś strasznego.
— Może być straszniej bądź gorzej niż już jest? — zapytała z ironią Suì-Fēng.
— Szukając Kapitana Kuchiki napadły nas nasze Zanpakutō. Udało nam się je schwytać, kiedy wracałyśmy z nimi do Seireitei ktoś napadł na nas i uwolnił je ponownie… — zapanowała chwila ciszy.
— Czy wiecie, kim była osoba która was napadła? — zapytał Hitsugaya.
— I jak to w ogóle możliwe, że tak po prostu uwolnił waszych więźniów? — dodała Amaya Hikari.
— Tą osobą najprawdopodobniej był… Kapitan Kuchiki.
— Skąd to przypuszczenie? Dlaczego miał by pomagać zbuntowanym Zanpakutō? — zdziwił się Kyōraku.
— Trudno powiedzieć. Wszyscy, którzy tam byli widzieli czarnowłosą postać w stroju kapitana, na miejscu znaleźliśmy także nieco płatków sakury, która nie rośnie w pobliżu.
— Czyżby bunt?
— Tego normalnie nam zabrakło — rzekła z ironią Kitsune — Najpierw Zanpakutō, jakiś Muramasa, porwanie Głównodowodzącego… i teraz Byakuya… Był kiedyś moim kapitanem, znam go, wątpię, że nas zdradził. A jak nawet, to miał ku temu powody. Robi się coraz dziwniej. I na dodatek wczoraj Rukia Kuchiki…
— Co „Rukia Kuchiki”? — wtrącił się Ukitake.
— Ona wczoraj walczyła z jakąś kobietą w bieli. Kuchiki ledwo otworzyła bramę do świata żywych. Na dodatek, to babsko dogoniło ją. Nie zdążyłam jej pomóc… ale na pewno żyje. Takie mam przeczucie… Kapitanie Kurotsuchi… Obyś mylił się co do tych Zanpakutō.
— Będzie lepiej dla ciebie, Kitsune, jak to faktycznie będzie pomyłka — powiedziała z jadem w głosie Suì-Fēng. Mizuki od razu poszła gdzieś, jak najdalej.
— Sądzę, że nie wiele możemy zrobić w tym momencie, postarajmy się odnaleźć Kapitana Głównodowodzącego oraz odzyskać nasze Zanpakutō. Możliwe, że mylimy się co do Kapitana Kuchiki, na pewno wszystko się wyjaśni. Ktoś ma jakieś sprzeciwy? — zapytała czerwonooka, nikt nie odpowiadał — W takim razie dziękuję i życzę powodzenia. — nagle wszyscy poczuli wstrząs.

niedziela, 2 maja 2010

Rozdział specjalny 2

Artificial Bodies in the Big Show

Był przyjemny, ciepły, słoneczny, gorący, upalny jesienny dzień. Ale nie było tak źle. Mizuki Kitsune i Renji Abarai jakoś doszli, doczołgali się, dowlekli, doleźli, dopełźli do domu Ichigo. Zdziwili się sami, jak wieloma sposobami można pokonać tak mały odcinek drogi. Stanęli przed brązowymi drzwiami. Zajrzeli przez okno i zobaczyli dwie dziewczynki. Otworzyły się drzwi, nie dziewczynki.
— Renji?!
— Ichigo?!
— Renji!
— Ichigo!
— Renji!
— Ichigo!
— Renji!
— ICHIGO!
— RENJI!
— Co?!
— Nic!
— A mnie to już nikt nie zauważył?! — krzyknęła Mizuki.
Chłopaki spojrzeli na nią z oczami jak 10 złotych. Nagle drzwi, przed którymi stał Ichigo, zatrzasnęły się. Brunetka westchnęła, gdy nagle usłyszeli głosy…
— Mocniej!… NO MOCNIEJ! — stojący przed drzwiami spojrzeli po sobie.
Ichigo zerwał się z miejsca i zaczął szarpać za klamkę, drzwi ani drgnęły.
— Odsuń się! — poinstruował Abarai — Pokażę ci, jak to robi PRAWDZIWY mężczyzna! — Mizuki spojrzała na czerwonowłosego z podejrzeniem. — Ekhm! — dodał, podwinął rękawy, splunął na ręce i roztarł ślinę w dłoniach. W jego oczach zapłonął ogień. Ichigo poczuł jak zasycha mu w gardle, jego oczy zwiększyły się do rozmiarów piłki od penisa, po czym gwałtownie ich rozmiar stał się zbliżony do oczu walenia. Renji cofnął się nieco od drzwi i pobiegł im na spotkanie twarzą w drzwi, po czym gwałtownie skręcił i wpadł do domu biednej Truskawki przez okno. Teraz także Mizuki miała na twarzy lekki wytrzeszcz, mimo tego podeszła do okna i weszła nim do domu. Okazało się, iż tajemniczy krzyk należał do sióstr Ichigo próbujących domknąć szafkę. Kitsune rozejrzała się, teraz już bez wytrzeszczu, i poszła za Abaraiem na wyższe piętro, do pokoju Ichigo. Czerwonowłosy odnalazł gitarę elektryczną Truskawki i rozpoczął zabawę.
— Renji, nie mówiłeś, że umiesz grać na gitarze — zauważyła Kitsune.
Renji miał na twarzy chytry uśmiech.
— Bo nie umiem, MWAHAHAHAHA!
Zdjął z włosów gumkę, jego płomienne włosy rozsypały się na ramiona. Nikt nie zauważył, że gitara podłączona była do wzmacniacza. Los zrządził, że wzmacniacz ustawiony był na maksimum głośności. Abarai zarzucił włosami jak prawdziwy metalowiec i wtem… wraz z otworzeniem drzwi do pokoju przez Ichigo w odległości przynajmniej 10 kilometrów od domu rudzielca słychać było głośne BRZDĘK, ZGRZYT, ŻĘ ŻĘ ŻĘ, CZCZCZUUUUUUUU, BĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ. Ichigo najpierw zdrętwiał ogłuszony dźwiękiem, a później próbował, nieudolnie oczywiście, wyłączyć wzmacniacz. Po wielu trudach udało mu się. Mizuki skierowała się do szafy, gdzie zwykle nocowała Rukia.
— Rukii nie ma? — zapytała zdziwiona rozglądając się po szafie, wzięła do ręki biały, podłużny przedmiot z dwoma czerwonymi kreskami, który leżał na materacu.
— Eee, nie. Powiedziała, że musi odwiedzić lekarza, bo ostatnio źle się czuje. — Renji stał za Kitsune i uważnie przyglądał się białemu przedmiotowi, słysząc odpowiedź Ichigo, jego oczy zwróciły się ku Truskawce. Również brązowowłosa spojrzała na Ichigo podejrzliwie.
— Ichigo… — rzekła poważnym tonem.
— Taa?
— Czy ty lubisz dzieci…?
— Hę? Tak, lubię… ŻE CO?! — krzyknął zdziwiony.
Abarai i Kitsune patrzyli na niego, jakby zamierzali zabić. Mimo tego nic nie zrobili, po chwili ciszy Kurosaki podjął rozmowę.
— Jest jakiś specjalny powód, dla którego tutaj przyszliście? — zapytał.
— Potrzebujemy pomocy — odparł Renji.
— Co się stało?
— Nie możemy wyjść z naszych zastępczych ciał — przedstawiła sprawę Mizuki.
— Eeee, jeśli o to chodzi, to nie umiem wam zbytnio pomóc, powinniście zgłosić się do Urahary-san. — Mizuki prawie wybuchła śmiechem słysząc, jak Ichigo utytułował grubego kapelusznika, sprzedawcę trefnych narkotyków i uszkodzonych ciał zastępczych.
— Renji… Nie chcę nawet patrzeć na tego oszusta i pedofila misiów — stwierdziła Mizuki.
— Ale nie mamy wyjścia.
— Pf… Trudno, sprzedał nam towar od Rumunów, to niech teraz to naprawia. — wstała pewnie z krzesła i wskazała palcem na Ichigo. — Prowadź!
Tak więc Mizuki, Renji i Ichigo wyruszyli do podejrzanego i obserwowanego przez policję sklepu Urahary.
Nie trzeba wspominać, że był przyjemny, ciepły, słoneczny, gorący, upalny, jesienny dzień. Tak więc jakoś musieli dojść, doczołgać się, dowlec, doleźć, dopełznąć na miejsce. W końcu jednak im się to udało. Stanęli przed drzwiami gotowi wejść do środka jednak coś ostudziło ich zapał. Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Wybiegła przez nie mała Ururu trzymająca w rękach misia, płakała i krzyczała: „To boli! Nie chcę go więcej!”. Trójka spojrzała najpierw na dziecko, później na siebie, a na końcu z kamiennymi minami wpatrywali się przed siebie. Drewniana podłoga i szafki szybko znikały z pola widzenia w gęstym cieniu… A może to był kurz? W każdym razie, z mroku wyłoniła się najpierw drewniana laska, później brudna stopa, następnie zielonożółty kapelusz, i reszta Urahary w całej okazałości. Blondyn podciągnął dres na dupę i uśmiechnął się.
— Dzień dobry, kochani! — jego głos od samego wstępu był denerwujący, łączne z tym wrednym, podłym, przebiegłym uśmiechem, który wykrzywiał jego… twarz?
Zza jego plerów wyłoniła się czarnowłosa kobieta.
— Tsuki?! Co ty tu robisz? — Mizuki nie kryła zaskoczenia.
— Mam urlop z moim mężem — odparła z dumą.
Twarze zebranych tylko wykrzywiły się w spazmie bólu i obrzydzenia.
— Ueh… Nieważne… Urahara… Masz nas wyjąć z tych powłok.
— Hyę?
— Nie udawaj. Sprzedałeś nam zepsute sztuczne ciała, które dostałeś od Ruskich…
— To byli Rumuni — wtrącił Renji, mimo to zielonooka kontynuowała.
— … Kazałeś nam zapłacić ogromne pieniądze a teraz nie możemy się z tego uwolnić!
— Huu? — stęknął Urahara, podczas gdy Ichigo zbliżył się do Abaraia i szepnął mu na ucho:
— Czy on nie ćwiczy przypadkiem porozumiewania się niewerbalnego?
— To trudna sprawa… Może omówimy ją przy jebatce?… Tfu! Herbatce!
— Jednak nie — dokończył Ichigo.
Kitsune z ciężkim sercem się zgodziła, jebatki, tfu! Herbatki, jednak nie tknęła. Obrady zajęły sporo czasu, mimo ciągłego pośpieszania kapelusznika przez zebranych.
— Tak więc, ja zajmę się bardziej… dogłębnymi… badaniami, a wy idźcie się rozerwać. Moi przyjaciele z zachodu na pewno znajdą dla was jakieś lekarstwo — uśmiechnął się diabelsko i odgonił Nabosaki od swego ramienia.
Z wielką radością Mizuki, Renji, Ichigo i… zaraz… Co tu robi Nabosaki?! No nic… Mizuki, Renji, Ichigo i Nabosaki opuścili sklep Pedobeara.
Cała czwórka wyruszyła z powrotem do domu Truskawy, który martwił się o „swoją” posiadłość. Cieszył się, że tuż obok ma przechodnie, zawsze mógł tam wysłać bardziej chorych znajomych. Po drodze spotkali zadowoloną paczkę znajomych, która właśnie wracała z lodzików, w każdym tych słów znaczeniu. Byli to Ishida, Sadło i Orihime. Ta ostatnia miała włosy w nieładzie i poplamioną tajemniczym „czymś” bluzkę.
— Ohayō, Kurosaki-kun, Kitsune-san, Abarai-san, Tsuki-sram… chan! — szybko poprawiła się rudowłosa.
Wszyscy przywitali się ze sobą, Tsuki nie omieszkała przytulić się do spotkanych przed chwilą znajomych.
Po chwili nieistotnej rozmowy, postanowili udać się razem do jednej z restauracji. Tak się, po raz kolejny, złożyło, że przechodzili tuż obok budynku, gdzie odbywał się casting do jednego z konkursów telewizyjnych.
— Idziemy? Rozerwiemy się trochę — zaproponował zadowolony Renji.
Mizuki widząc tak zachwyconego Abaraia nie mogła się nie zgodzić. Ruszyli więc do kolejki, która ku ich zdziwieniu była bardzo mała. Wszyscy się rozchodzili, ponieważ znaleziono już obsadę do najnowszego odcinka. Renji nie mógł na to pozwolić. Spojrzał porozumiewawczo na Ishidę i Chada, a ci, jak kretyni, niczym jacyś ninja przedostali się do zaangażowanych w show ludzi. Złapali ich, zakneblowali i ukryli gdzieś daleko, po czym wrócili. Jeden z ochroniarzy widząc zbliżającą się siódemkę ludzi kazali im natychmiast odejść. Zaczęli wątpić w powodzenie ich cudownego planu, gdy nagle…
— Stój! Nie odchodźcie! — krzyczał reżyser przedsięwzięcia — Potrzebujemy tych ludzi. Ci, których wybraliśmy gdzieś zniknęli, a za chwilę będziemy na wizji!
Tak więc jako ostatnia deska ratunku dla programu, Mizuki, Renji, Ichigo, Tsuki, Orihime, Uryū oraz Yasutora zostali wkręceni jako uczestnicy.
— Witam serdecznie wszystkich państwa, tych tutaj w studiu, oraz tych przed telewizorami, w naszym programie: Pytanie czy Zadanie! — po sali rozszedł się dźwięk braw. — Wyjaśnię teraz zasady konkursu. Dwie przeciwne grupy po 3 osoby będą miały przed sobą 7 pytań bądź zadań. Każda osoba w grupie może zgłosić się tylko do jednego zadania. W zadaniu 7. uczestniczyć może każdy z zawodników. Liderzy grup będą wybierać, czy grupy staną przed zadaniem czy pytaniem. A dla was, drodzy widzowie, specjalny konkurs SMS-owy! Wyślij SMS na numer 74263 o treści 1, jeśli uważasz, że wygra grupa 1., o treści 2, jeżeli uważasz że wygra grupa 2. Dla tych, którzy wyślą SMS na zwycięzców, odbędzie losowanie. Wygrany otrzyma 10000 zł oraz… Wycieczkę z wybranym uczestnikiem programu! — ponownie słychać było brawa. — A teraz przedstawię zawodników. Po stronie grupy pierwszej Panna Mizuki Kitsune — Dziewczyna stanęła za stolikiem grupy pierwszej jako liderka — Renjiego Abaraia Bez Jaja! — Z wnęki w ścianie wyłoniła się czerwona czupryna — oraz Yasutora Sado, znany jako Chad lub Sadło! Po stronie grupy drugiej Panna Tsuki Nabosaki, Orihime Inoue oraz Ichigo Kurosaki, znany również jako Truskawka! — Po raz ostatni słychach było brawa, tylko dlaczego nigdzie nie było Ishidy?! — A teraz, drodzy państwo, mój pomocnik Uryū będzie losował pytania, bądź zadania. — Ishida stał pomiędzy stolikami, na których stały ogromne szklane misy z karteczkami w środku. — Tak więc, zacznijmy od grupy pierwszej. Kto jest liderem?
— Ja — odezwała się Mizuki.
— Doskonale. Panno Kitsune, pytanie czy zadanie?
— Zacznijmy od zadania.
— Uryū, wylosuj JEDNO zadanie — prowadzący dał nacisk na słowo jedno, gdyż Ishida zwykle losował po kilka… Teraz jednak z dumą wyciągną z jednej z kuli, jedną małą karteczkę, podał ją bardziej rozebranej niż ubranej kobiecie, a ona podała kartkę prezenterowi, który do złudzenia przypominał Karola Strasburgera.
— Pierwsze zadanie to: wyprostuj wszystkie grabie, które zostaną położone na stoliku w czasie 15 sekund. — Sobowtórki roznegliżowanej pani wniosły na salę stół oraz 5 wygiętych grabi — Kto podejmie się zadania? Grupy mają 30 sekund, aby wybrać jednego z zawodników, który wykona zadanie. Czas: start! — Pierwszy słychać było dzwonek grupy pierwszej — Który z zawodników przyjmuje wyzwanie?
— Renji Abarai. — czerwonowłosy odszedł od lady za którą stał, podszedł do stolika, przygotował się.
Gdy zegar ruszył, zaczął gołymi rękoma prostować grabie, które nie wiadomo czemu były bardzo podobne do Kuroi Kisamy. Zadanie wykonał szybko. Szybko zleciało pierwsze 4 zadania oraz 2 pytania. Pozostało ostatnie, to decydujące o zwycięstwie, zadanie siódme. Jak dotąd walka była równa.
— Panno Inoue, czy siódme pytanie ma być zadaniem, czy pytaniem?
— Poproszę pytanie — odpowiedziała od razu. Jej przyjaciele mieli ochotę ją zabić.
Uryū wylosował pytanie, prezenter spojrzał na kartkę i pobladł, mimo to przeczytał pytanie.
— Jak brzmi najpopularniejszy cytat z filmu 300?
Publiczność ucichła, zawodnicy pobledli, zimny pot zrosił czoła zebranych w studiu, jak i tych przed telewizorami.
— Dlaczego wybrałaś pytanie?! Idiotka! — krzyczała Kitsune na Inoue.
— Renji, wiesz, co to było? — pytała zniecierpliwiona Mizuki.
— Nie mam pojęcia — brzmiała odpowiedź.
Zegar odliczał czas a w trakcie leciała przyjemna melodia.
— SPARTAAAA! — krzyknął Sadło.
Widownia biła brawo, wszyscy się cieszyli i w końcu odetchnęli z ulgą. Ogłoszono zwycięzców i wtedy… światło zgasło, słychać było siarczyste przeklinanie, kiedy światło znów się zapaliło, przed Renjim i Mizuki stała rozwścieczona Shizuka.
— Cholera jasna! My w Soul Society się martwimy, a wy bawicie się w jakieś durne show!
— Akane! Co ty tu robisz?!
— Przybyłam was szukać, a kiedy chciałam wrócić, nie dało się otworzyć bramy — było to do przewidzenia, prawdopodobnie kolejny wynalazek Urahary spowodował nieodwracalne zmiany. — Jak na razie powinniśmy iść do tego ruska i skopać mu tyłek! — Wszyscy, no, może oprócz Nabosaki, cieszyli się z propozycji Shizuki. Tak szybko, jak pojawili się w studiu, gdzie panował teraz chaos, tak szybko też zniknęli.
W drodze do burdelu Urahary, Mizuki opowiedziała wszystko swej przyjaciółce.
— Cholerny przemytnik! — darła się czerwonooka.
Kiedy stanęli przed drzwiami sklepu, dziewczyna nawet nie trudziła się ich otwieraniem. Podobnie jak Renji wparował do Ichigo przez okno, tak Shizuka zrobiła dziurę w drzwiach.
— Urahara! Kisamaaaa! Nie ukryjesz się w tej zapuszczonej norze! — krzyczała.
Kapelusznik zaś popijał jakieś ziółka w jednym z pokoi. Na widok tego, Mizuki puściły nerwy.
— My tutaj męczymy się w tych skorupach, a ty pijesz sobie jebatkę!? — wszystkie oczy skierowane były na zielonooką.
Urahara wstał, podszedł do niej. Położył rękę na jej ramieniu i przyciągną do siebie. W jej oczach widać było płomienie.
— Kochana, piłaś coś dzisiaj?
— Co?!… Tylko zioła przed teleturniejem.
— No, widzisz? I teraz masz halucynacje — opowiedział z dumą i wyrzucił szklankę z jebatką… HERBATKĄ!! tak, aby Kitsune jej nie widziała.
Miarka się przebrała. Renji podbiegł do kapelusznika, zerwał mu czapkę z głowy i zapytał z nieukrywaną złością:
— Znalazłeś sposób, aby wyrwać nas z tych sztucznych ciał i odesłać do Soul Society? — Kisuke zamyślił się.
— Heee? To jednak chcecie wrócić?
— Co?! Oczywiście, że tak! Masz natychmiast naprawić te skorupy!
W końcu grubas postanowił przynieść kilka flakoników z płynem, który pozwolił wydostać się dwójce Shinigami z zastępczych ciał. Następnie zaś otworzył bramy do Seireitei i pożegnał przybyszów. Została tylko Nabosaki, która przykleiła się do niego i powiedziała:
— Zawsze wiedziałam, że twoja sperma działa na wszystko!